Uważam, że..

poniedziałek, 15 czerwca 2015

9. Opoka

*Drobna informacja: Piosenka Kultu nie jest obowiązkowa do włączenia. Chyba, że ktoś jest ciekawy. Wszystkiego dowiecie się poniżej. :) Miłego czytania! (Trochę nudno dzisiaj... )





Siedziałam na ławeczce na dworcu Głównym w Gdańsku. Spojrzałam na jeden ze starych wyświetlaczy i zobaczyłam białe literki na czarnej tablicy. Informowały o dziesięciominutowym opóźnieniu pociągu z Lubina.
Ręce mocno zaciskałam w pięści, które niemiłosiernie się pociły i głęboko oddychałam. Żołądek skręcił się, a serce łomotało. Nie wiedziałam, czy dobrze postąpiłam. Nawet nie znałam Łukasza, a już odważyłam się Go zaprosić do mojego mieszkania na parę dni. Wszystko działo się tak szybko... Wiedziałam tylko, że nie wytrzymam kolejnych chwil samotnie w domu. Musiałam usłyszeć śmiech rozchodzący się po salonie, poczuć zapach parzonej kawy z rana, żeby otrząsnąć się z tej żałosnej sytuacji.
Odetchnęłam głęboko, patrząc w tablicę. Wiedziałam, że jeszcze piętnaście minut do przyjazdu pociągu. Mimowolnie mój wzrok powędrował w dal, skupiając się na wyglądzie dworca. Był prosty, zwykły, ale z duszą. Nic prawie się nie zmieniło, jedynie jakieś drobne renowacje, a tak ciągle wyglądał jak ten z piosence Kultu. To było niezwykłe. Całe miasto było niezwykłe! Podniosło się po tylu tragediach. Po wojnie, bombardowaniach, po rewolcie grudniowej. Ciągle zachowało resztki duszy tych wszystkich lat. Tętniło podwójnym życiem, z jednej strony nowoczesnym, a z drugiej historycznym.
W końcu pociąg zajechał, a z jego wnętrza wręcz wylali się pasażerowie. Całe kolonie, rodziny i grupy znajomych, co chwile wyłaniali się praktycznie ze wszystkich wagonów. Inni: stali w uchylonych oknach zaciągając się porannym powietrzem, machali, żegnali się, a niektórzy nawet płakali. Oglądałam to wszystko bardzo dokładnie i czułam to ukucie w sercu. Bolesne, ale chwilowe. Te wszystkie emocje towarzyszące tym ludziom, rozstania, a ja? Nie miałam nie miałam nawet do kogo wracać.
Obserwowałam jak wszyscy turyści ginął powoli w tunelach, które kierują ich do centrum. Szum walizek, krzyków i śmiechów powoli ustawał. Znowu robiło się spokojnie, jak przed dziesięcioma minutami. Wypatrywałam uważnie Łukasza, nie chciałam, żeby pomyślał, że zapomniałam, czy zmieniłam zdanie i zostawiłam go na lodzie. 
 Szłam w kierunku drugiego końca peronu i rozglądałam się uważnie z nadzieją, że zaraz wypatrzę wysokiego Lubinianina. Poczułam jednak lęk, że to był zwykły żart, zabawa moją rozsypaną wewnętrznie osobą. W głowię już rodziła się wizja jak stoję sama na tym dworcu. Pociąg w tle odjeżdża. Ja wpatruje się w jego oddalające czerwone lampy... Zgasło! Zgasło moje ostatnie światełko w tunelu i nastała wszechogarniająca ciemność... Zostałam sama! Zadrwił ze mnie i nie przyjechał. Zrozumiałam, że w dalszym ciągu moimi jedynymi i pieprzonymi przyjaciółmi są cisza i samotność. 
Stałam tak bezwładnie, pusta, zrezygnowana, bezsilna. Wpatrywałam się w dal nie wiedząc co ze sobą zrobić. Chciałam już skierować się w stronę tunelu, kiedy zza niedużego sklepiku wyłonił się wysoki chłopak z uśmiechem od ucha do ucha. Wyglądał zwyczajnie. Granatowy t-shirt, ciemne spodnie. Czarna torba spokojnie zwisająca z jego ramienia, na którym leżała szara bluza. Żwawym krokiem zmierzał w moją stronę. Jedynym elementem, który nie pasował do całego obrazu było zmęczenie na jego pogodnej twarzy.
- No cześć! - krzyknął pierwszy znajdując się jeszcze parę metrów ode mnie.
- Hej - odpowiedziałam cicho i uśmiechnęłam się speszona - Jak podróż? Pewnie męcząca, takie tłumy... - pociągnęłam niepewnie rozmowę.
- Ta.. tragedia, gdybym wiedział to bym już na wstępie zrezygnował! - zaśmiał się szturchając mnie delikatnie łokciem - To gdzie mnie teraz zabierasz?
- Myślę, że do domu. Pewnie chcesz wziąć prysznic, odpocząć, a ja w tym czasie zrobię coś do jedzenia, bo pewnie też zgłodniałeś. - Spojrzałam na jego uśmiechniętą twarz.  
- Czyżbym trafił do raju? - Parsknął śmiechem - To prowadź! - podniósł głos i teatralnie wysunął rękę.


W łazience nastała cisza. Widocznie mężczyzna skończył brać prysznic. Ja natomiast skończyłam robić kanapki i brałam się właśnie za jajecznicę. Nie wiedziałam co lubił, dlatego chciałam jakoś urozmaicić posiłek. Wbiłam na rozgrzaną patelnie masło, parę jajek i szybkim ruchem je rozmieszałam. Wrzuciłam dla koloru zielony szczypiorek, osoliłam i pilnowałam dania, wsłuchując się w gwar miasta, który dochodził z okien.
Drzwi się uchyliły, a z łazienki wyszedł Łukasz.
-Ej! Ładnie pachnie, wiesz. - zaczął zaintrygowanym głosem.
Od razu spojrzałam na niego. W moim kierunku zmierzał młody i przystojny chłopak, bez koszulki w samych szortach. Na karku miał przepasany ręcznik, a jego włosy były jeszcze mokre i w nieładzie. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Dawno w tym mieszkaniu, nie miałam takiego gościa. Zaraz uśmiechnął się radośnie co dodawało mu jeszcze uroku.
- Wszystko w porządku? - zapytał zdziwiony nie rozumiejąc, czemu ciągle się na niego patrze.
- Tak.. No wiesz.. Zastanawiałam się nad przeciągiem jak wyszedłeś bez koszulki. To ma być wypoczynek, a nie katusze z gorączką! - posłałam mu szybki uśmiech i zaraz wlepiłam wzrok w patelnie, nerwowo mieszając jajecznicę, którą zaraz ściągnęłam z kuchenki.  
Czułam jak na moje policzki rozpala bordowy rumieniec.
-Ciekawe, czy smaczne. - zaglądał mi przez ramię.
-Mam nadzieje! Na stole są jeszcze kanapki, zasiadaj i częstuj się, a ja już podaje resztę.
Chłopak wszedł do salonu, a ja ruszyłam za nim z patelnią, którą postawiłam na ławie. Zaraz skocznym ruchem podałam talerze, sztućce i kubki z ciepłą herbatą.
-Smacznego, mam nadzieje, że dobre! - starałam się posłać mu życzliwe spojrzenie.
-Żartujesz? - usiadł opierając dwie ręce na stół, wlepiając we mnie wymownie wzrok.
-Ale o co chodzi?
Chłopak odsunął krzesło obok siebie i położył na nim rękę.
-Jesz ze mną!
-Nie Łukasz.. Nie jestem głodna. Nie chce... - założyłam ręce na piersi i zaczęłam jęczeć.
-Siadaj i jedz, albo w Ciebie to wszystko wepchnę i mówię całkowicie poważnie. - zmienił ton na stanowczy i surowy.
Spojrzałam na niego i poczułam dreszcze na plecach, miałam wrażenie, że nie żartował. Zrozumiałam wtedy, że to będzie trudnych parę dni i nie miałam innego wyjścia, niż tylko zasiąść przy stole. 
Od razu zmienił do mnie nastawienie. Znowu rozpoczęliśmy rozmowę i w końcu dom wypełnił się czymś innym niż pustką. Śmiechy i krzyki, przegoniły ciszę na cztery wiatry. Ja zaczęłam się uśmiechać i nabierać jakiejś chęci do życia.
Jednak nadal wszystko było skomplikowane. Niektóre słowa, rzeczy, sytuację o których mówił Łukasz przypominały mi o niechlubnej przeszłości i znajomych, ale czułam, że to był pierwszy krok, aby ruszyć przed siebie, zmienić się i zacząć nowe życie.


Szliśmy Długą, właściwe to przeciskaliśmy się wśród turystów. W Gdańsku w tym czasie trwa Jarmark św. Dominika i to co się dzieje w tym okresie to istny horror. Mimo to starałam się, pokazać mu piękną Starówkę tego miasta. Wstąpiliśmy do muzeum bursztynu, bo Lubinianin koniecznie chciał zobaczyć bursztynowego słowika. Potem kupiliśmy kręcone lody, udaliśmy się na promenadę nad Motławą i znowu rozmawialiśmy.
Pogaduchy nie miały końca. Były o sprawach ważnych i całkowicie trywialnych. Rozwodziliśmy się nad naszą przyszłością, planami, marzeniami. Chłopak jednak był tajemniczy na tej płaszczyźnie. Unikał odpowiedzi albo wyrażał się tylko szczątkowo, szybko kierując to samo pytanie do mnie.


Późnym wieczorem wróciliśmy do mieszkania. Od razu padłam na sofę, a chłopak zrobił to samo obok.
- Nie mam siły - jęknęłam.
- Przesadzasz - szturchnął mnie delikatnie łokciem - Ale fajnie było! - zaraz się uśmiechnął.
- Też mi się podobało.. - wtrąciłam - Może coś do picia?
- Tylko oby było zimne.. Na dworze jest gorąco - wysapał.
Zaśmiałam się pod nosem i niechętnie wstałam. 
- Wiesz mam tylko wodę… Sok będę mogła Ci zrobić jak kupimy jakieś owoce - posłałam mu życzliwe spojrzenie.
- Może być! Wiesz to nawet lepiej. - chłopak mówiąc to wstał i podszedł do wieży na przeciwko.
- Tak? A to czemu? - ciągnęłam zaintrygowana.
- Lepsze dla zdrowia - odparł po chwili - Mogę podpiąć muzykę? - spojrzał błagalnie na mnie.
Nie miałam serca mu odmówić. Szczególnie po jego przychylnym zachowaniu w stosunku do mnie, więc kiwnęłam twierdząco głową.
- Właściwie to czego słuchasz? - zapytałam kładąc na stoliku w salonie szklankę z chłodną wodą.
- W sumie.. To wszystkiego po trochu. Można powiedzieć, że inny gatunek na inny nastrój i dzień, a ty?
- Klasyka, kocham! - powiedziałam rozmarzona, a po chwili zobaczyłam lekko skrzywioną minę chłopaka i roześmiałam się - Nie o to mi chodziło, rock! Wiem, że to nie jest muzyka klasyczna, tak mi się palnęło ze zmęczenia. W sumie troszkę popu, ballad i jakieś wyjątki, które wpadną mi w ucho.
Widziałam jak odetchnął z ulgą, znowu wprawiając mnie w śmiech. W końcu puścił pierwszą piosenkę i trochę się skrzywiłam. Całkowicie nie mój zespół i rytmy. Zaraz zmienił ją na następną potem kolejną i kolejną… Liczył, że w końcu coś mi wpadnie w ucho. Jednak nic z tych rzeczy. 
- Masz Jet? - Wypaliłam jak głupia unosząc się z fotela.
- Nie, niestety… - na jego twarzy malowało się lekkie zawiedzenie.
- To może Arctic Monkeys? - zapytałam zrezygnowana.
- Ty mam ! - wybuch i zaczął nerwowo przesuwać palcami po ekranie. - Mam, mam poczekaj już prawie! - patrzyłam na jego entuzjazm i zaczęłam się śmiać.
Zaraz w głośnikach wybrzmiała jedna z moich ukochanych piosenek tego zespołu. Dałam się ponieść! Zamknęłam oczy i w rytmie muzyki potrząsałam delikatnie głową.
- Muzyka jest, jesteśmy my, więc czas teraz porozmawiać, ale porozmawiać porozmawiać! - Zaczął poważniej akcentując ostatni wyraz - Odzywałaś się do kogoś, a może ktoś do Ciebie..? A właściwie o co Wam poszło? - zaczął pytać zagubiony.
Przełknęłam gorzko ślinę i spojrzałam mu w oczy. Nie wiedziałam, czy wyjawić mu wszystko już pierwszego dnia. Bałam się jak zacznie postrzegać moją osobę po tym wszystkim, co usłyszy. Może zmieni opinie, odwróci się ode mnie, a dobrze zapowiadający się tydzień będzie totalną klapą!
- Boję się..
- Czego znowu? - zapytał zaskoczony.
- Ze zmienisz o mnie opinię, nastawienie i to całe spotkanie przez następne dni okaże się niewypałem. - wypowiedziałam histerycznie.
- Umówmy się, że to były stare dzieje, błędy młodości. Teraz taką Cię znam, a przeszłość nie ma wpływu na przyszłość, jasne? - starał się mnie uspokoić.
Kiwnęłam twierdząco głową. Ostatnio opowiadałam mu wszystko, ale bardzo powierzchownie, a teraz chciałam wyjawić mu całą sytuację wraz ze szczegółami. Nie mogłam już zataić żadnych faktów. Musiałam się zmierzyć z moimi problemami i grzeszkami.
Przyciągnęłam nerwowo nogi do siebie i zaczęłam cicho.
- Pierwszego dnia w Lubinie wieczorem zaczęliśmy pić z rodziną Karola i Ingi. Ja się słabo poczułam i poszłam się przejść. Gdy wróciłam wszyscy byli kompletnie pijani, więc odpuściłam i poszłam do pokoju. Tam przysnęłam, a z tego stanu wybudził mnie Karol, który zaczął prawic mi wyrzuty, jaka zła to ja nie jestem bo się izoluje.. - wtrąciłam z ironią - Oczywiście nie mogło się obyć bez jakiś wyzwisk typu dziwka i tym podobnych, więc siekłam go w policzek i wyszłam…
- No, ale poczekaj nikt nie zareagował? Kompletnie nic? - przerwał mi wstrząśnięty.
- No nie, bo byli pijani.. No może Arek był w trochę lepszym stanie, ale zajmował się Ingą.. A państwa Godlińskich nie widziałam. - zamilkliśmy oboje. Widziałam delikatny szok w oczach Łukasza - Zresztą nieważne.. wyszłam na miasto i zaczęłam błądzić wśród małych uliczek. Trafiłam do sklepiku, kupiłam wódkę i usiadłam na schodkach pobliskiej kamienicy. Zaczęłam pić i przyszedł... Akurat musiał to być on, rozumiesz! Jakby nie było innych ludzi na świecie, a ja znowu musiałam na niego trafić! - po pokoju rozniósł się mój głos, przepełniony wzburzeniem.
- Masz na myśli Włodarczyka? - zapytał, ale jakby dopiero wtedy zrozumiał całą moją wypowiedź i zaskoczony unosząc wtrącił - Czekaj, znałaś go wcześniej?!
- Tak, zresztą wspominałam Ci jak szliśmy do tego szpitala. - odpowiedziałam mu opanowana. 
- No rzeczywiście coś było - zamyślił się - A właściwie, o ile się nie mylę: "Spotkaliśmy się parę razy. W lepszych i gorszych sytuacjach... Nie chcę się teraz nad tym rozwodzić, po prostu natknęliśmy się w Lubinie, trochę się znaliśmy i tyle."
- Nooo, dobrze pamiętasz! - patrzyłam na niego zaskoczona - Jednak nie chcę Ci teraz tego opowiadać, jutro albo pojutrze, ale obiecuję, że wszystkiego się dowiesz. - rzuciłam mu serdeczne spojrzenie - To mam opowiadać dalej, Łukasz?
- No pewnie, nie myślisz chyba, że tak po prostu pozwolę Ci się zamknąć. Zapomnij! - parchnął śmiechem, rozluźniając tym całą atmosferę. 
- No to poczekaj na czym to ja skończyłam.. 
- Wódka i Włodarczyk. - wtrącił zniecierpliwieniem, skupiając wzrok na mojej twarzy. 
- A no tak! W końcu mnie rozpoznał, ja byłam pijana, zdołowana i nie miałam kompletnie sił na konfrontację z nim, więc po prostu poszłam, ale nie odpuścił... Dopadł mnie, a alkohol zrobił swoje i znalazłam się w jego ramionach.. - spojrzałam na niego niczym dziecko czekające na skarcenie od surowego ojca. 
- No, no jak się bawić to się bawić drzwi wyjeba.. - zaczął śmiejąc się
- Przestań! - szybko mu przerwałam i oziębłym wzrokiem skarciła. 
        Nie chciałam słuchać jego żarcików albo dziecinnych komentarzy na temat mojej sytuacji. Liczyłam na jakieś mądre słowo albo chociaż coś wartego uwagi. Nawet nawrzucanie mi za moje szczeniackie postępowanie było by lepsze, niż to co on teraz powiedział.. 
        Łukasz spojrzał na moją kamienną twarz i zrozumiał, że to nie był najlepszy pomysł, aby tak zwieńczyć moją wypowiedź. 
-No sorry Zuzka, kontynuuj już będę poważny. - rzucił mi przyjacielski uśmiech. 
        Niechętnie spojrzałam na niego kątem oka i westchnęłam ciężko. Odebrał mi wszystkie chęci do prowadzenia dalszej rozmowy. Wiedziałam jednak, że nie odpuści. Przyjechał, bo chciał mi pomóc, bo go o to prosiłam, więc teraz, tutaj na przeciwko mnie, nie pozwoli mi zrezygnować. 
- Kolejnego dnia chciałam z nim pogadać, wyjaśnić te parę spraw. Przede wszystkim poinformować go, że nie jestem sama, a mój związek jest skomplikowany... No ale cóż, nie pozwolił sobie wyjaśnić i się pokłóciliśmy.. Minął chyba gdzieś z tydzień. Nie rozmawialiśmy, nie widzieliśmy się, aż do momentu klubu i dalej sam wiesz jak to wszystko wyglądało.. Przeprosiłam Wojtka, kolejnego dnia Inga wywaliła mnie na zbity pysk. No i znowu Włodarczyk, no właśnie… Okazało się, że dla niego byłam chwilową zabawką w ręku. W sumie to tyle.. 
         Spuściłam wzrok łapiąc głęboki oddech. Nie chciałam znowu pozwolić, aby emocję nade mną zawładnęły. Chciałam pokazać jaka jestem silna, oczywiście tylko pozornie i stawić temu wszystkiemu czoła. 
- A jak się czujesz? - zaczął nagle cichym i troskliwym głosem.
        Uniosłam powoli głowę i spojrzałam na niego. Malował mu się na twarzy żal nad moją skruszoną osobą, ale jednocześnie widziałam w jego oczach życzliwość i troskę. 
- Słabo.. Tęsknie za Ingą... Żałuje, że wplątałam się w ten pseudo romans, że związałam się z Karolem. Postąpiłam tak nierozważnie i wszystko zepsułam, a gdybym była chociaż troszkę mądrzejsza, może gdybym nie była tą pieprzoną blondynką…! Może byłoby wszystko po staremu. - głos zaczynał mi się łamać, a w gardle poczułam znajomą gulę goryczy. 
          Łukasz widocznie zrozumiał, że wszedł na płaszczyznę emocjonalną, z którą ja nie potrafiłam sobie radzić, wszystko było jeszcze za trudne, za świeże dla mnie. Podniósł się z sofy i przysiadł na brzegu fotela. Objął mnie ramieniem i przyciągnął do swojej klatki, po czym mocno przytulił kładąc swój podbródek na mojej głowie.
         Wsłuchiwałam się w spokojne bicie jego serca i równy stały oddech, który przynosił mi ukojenie. Znowu poczułam kogoś obok, że w końcu nie jestem sama. Zrozumiałam, że złudnie wierzyłam, że mój los nikogo nie obchodzi. Ciągle przecież są ludzie dobrzy, troskliwi, którzy potrafią pomagać innym.
- Zuziu, jak chcesz to płacz, rycz, wyj… Musisz to z siebie wyrzucić! Skrywanie, tego przed całym światem, tego co czujesz nie pozwoli Ci nigdy pogodzić się z tą całą sytuacją. Musisz to wszystko zaakceptować… Jesteś człowiekiem, który ma własne potrzeby, który też popełnia błędy.
          Wiedziałam, że ma rację. Jednak nie mogłam nic mu powiedzieć. Wszystko stało się zbyt trudne. 

         Przytuliłam się tylko do niego, zagryzając mocno wargę. Ciężko mi było nad tym wszystkim zapanować, poukładać na nowo. Nie byłam niezłomna, wręcz przeciwnie. Los bawił się mną tak jak wszyscy najbliżsi zmieniając w słabą i kruchą osobę. Przytłaczał mnie ten fakt. W końcu opadłam z sił i uroniłam kilka łez, skrywając swoją twarz w ramionach Łukasza. W myślach ciągle powtarzałam sobie jak mantrę parę słów:

 "Zawiodłam i zraniłam ich. Zniszczyłam wszystko przez jeden błąd, ale jeden błąd może zdarzyć się każdemu, nie jestem przecież idealna…"



_________________________________

Ze względu na emocjonujący weekend, czyli dwa przegrane mecze i jedno zwycięstwo w  Baku, widzimy się dzisiaj. W sumie nie przypadkowo. Czwarty tydzień już prowadzę tego bloga, więc spokojnie mogę powiedzieć, że minął pierwszy miesiąc. Nigdy, ale to przenigdy nie spodziewałam się, że komuś aż tak spodoba się to co piszę. Dziękuje z całego serca, za ślady aktywności, komentarze i miłe słowa. Jesteście po prostu wielcy!

Czuję się jakbym z tej okazji dostała drobny prezent. Dziękuję Ci Win. ♥
Od wczoraj mam tu małe szaleństwo i to twoja sprawka. Cholernie miłe, szczególnie że zrobiłaś to z dobroci własnego serca. Dziękuje, dziękuje, dziękuje. 

***
Jest 9! Zmieniamy trochę tematykę i poznajemy Zuzę w rozsypce. 
Jak Wam się podoba?
Co myślicie o Łukaszu?
Jak myślicie, w którym rozdziale znowu pojawi się Wojtek?
Standardowo przepraszam za błędy, za moją nierozgarniętość i błędy. Dyslektyczka..

8 komentarzy:

  1. O matulu... :oo
    Mam nadzieję, że Włodarczyk pojawi się jak najszybciej... choć nie ukrywam, że mam wrażenie, że Łukasz będzie dla Zuzki kimś więcej niż tylko przyjecielem.
    Czekam!

    Mam cholerne deja vu. Wczoraj u siebie rozwaliłam Wojciechowi rękę, a dziś sama pozbyłabym się palca.. więc wybacz, że tak krótko, ale pisanie na klawiaturze idzie mi bardzo opornie... :/
    Pozdrawiam,
    Em.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic nie zdradzam! Wszystko się okaże w najbliższych rozdziałach :)
    ***
    Pozbycie się palca brzmi całkiem groźnie.. Wracaj szybko do pełni sił i dziękuję, że mimo wszystko się tu odzywasz i jesteś aktywna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jeju, też mam nadzieję, że Wojtek pojawi się szybko :) Inga zachowała się jakby wale nie była jej przyjaciółką, ten braciszek to jeden wielki dupek, a ona staje w jego obronie, ale coś czuję, że jeszcze tego pożałuje :) tak jak Em. też mam wrażenie, że ten Łukasz coś zacznie dla niej znaczyć, albo ona dla niego ;) ciekawie się dzieje :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyczekujemy Wojciecha :) Inga zachowuje się bardzo egoistycznie, bo czuje się zraniona. Karol jest po prostu **ujem. Co do Łukasza, wszystko się okaże.
      Bardzo mnie ciszy Twoja obecność Justyno i ciągle czekam na pierwszy rozdział u Ciebie :)

      Usuń
  4. Kobieto dawaj szybciutko następny bo juz nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero ten się pojawił! Musisz jeszcze trochę wytrzymać. Dziękuję za obecność :)

      Usuń
  5. Nadrobiłam w końcu tego bloga, po dlugich męczarniach, bo najczęściej blogi czytam na telefonie, a tu brak wersji na telefon, ale udało się i z niecierpliwością czekam na kolejny :) Stawiam tysiaka, że Wojtek szybko się tu pojawi, ale Łukasz też coś namiesza :) Czekam nn :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo, bardzo ciesze się, że tutaj jesteś i dałaś o sobie znać. Niezmiernie mnie to cieszy :) Wojtuś, powiem, że trochę poczekamy na niego! A Łukasz wszystko się okaże.
      **
      Już naprawiałam wersję na telefon, wszytko działa, śmiga. Strasznie Cię za to przepraszam. Ostatnio się bawiłam szablonem i widocznie usunęłam przez przypadek. Blondynka.. Żałuje tylko, że nie napisałaś o tym szybciej, to bym Ci ułatwiła wszystko na samym początku.
      Mam nadzieje, że widzimy się przy 10!
      Deli. :*

      Usuń

Obserwatorzy

about