Oraz chciałam Was serdecznie przeprosić! Jestem bardzo nieogarniętą osobą i we wtorek przenosiłam nowe rozdziały z pliku na bloga i oczywiście nie obyło się bez wpadki... Przypadkowo opublikowałam (na 40 minut..) niezredagowany i nieprzygotowany post 12... Przepraszam wszystkich, którzy go przeczytali i zniszczyłam im zabawę, bo pewnie domyślają się co się stało. Przepraszam też tych, którzy wchodzi w jakieś możliwe powiadomienia o nowym poście i nic w sumie nie zastali.
Przepraszam jeszcze raz, Deli.
Kolejnego dnia obudził mnie przyjemny zapach dochodzący do mojego pokoju. Przeciągnęłam się i rozchyliłam delikatnie powieki. Zegar na przeciwko mojego łóżka wskazywał na jedenastą dwadzieścia pięć. Zaskoczył mnie fakt, że jest tak późno i zerwałam się z łóżka. Zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam żwawo z pokoju. Moim oczom ukazał się Łukasz. Stał w kuchni nad rozgrzaną patelnią i machał energicznie ręką. Podeszłam bliżej, gdy tylko mężczyzna mnie spostrzegł.
- Cześć, zrobiłem coś na śniadanie. - uśmiechnął się życzliwie.
- Pachnie nieziemsko i tak samo wygląda, więc wątpię, żeby równie obłędnie nie smakowało. - wpatrywałam się w omlety, które mężczyzna szykuje. - Przepraszam Łukasz, że sam się musiałeś obsłużyć. Jesteś moim gościem i to ja powinnam stać teraz w tym miejscu... - podrapałam się w głowę zmieszana - Następnym razem wylej na mnie wiadro wody, obudź i się nie krępuj!
- Daj spokój, wczorajszy dzień, a zwłaszcza wieczór nie należał dla Ciebie do najprostszych, więc rozumiem, że musiałaś odpocząć. - powiedział ciepłym i łagodnym głosem. - Poza tym słuchaj, wczoraj Ty mnie obsługiwałaś, więc dzisiaj ja to zrobię. Siadaj do stołu i zajadaj! - dodał entuzjastycznie.
Wyglądało naprawdę apetycznie, więc nie zamierzałam nawet protestować. Usiadłam w wyznaczonym miejscu i patrzyłam na wysokiego mężczyznę, który śmiałym krokiem szedł z patelnią w prawej dłoni, a w lewej trzymał talerze.
- Na pewno Ci nie pomóc? - zapytałam.
- Nie! Powiedziałem i słowa dotrzymam - rzucił szybki uśmiech w moim kierunku - Tylko powiedz mi, gdzie masz szklanki?
- W szafce nad zlewem po lewej stronie.
- Super! Zaraz wracam, a ty już jedz!
Powrócił z dwoma kubkami gorącej herbaty. Usiadł na przeciwko mnie i sam zaczął jeść. Żadne z nas się nie odzywało, a w pokoju rozbrzmiewał tylko odgłos sztućcy delikatnie uderzanych o talerze. To co wypichcił dzisiaj Łukasz było po prostu nieziemskie. Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego. Widocznie sam, był zaskoczony tym co przygotował, bo pochłonął wszystko w zawrotnym tępię.
- Jesteś kucharzem? - przerwałam w końcu ciszę biorąc ostatniego kęsa.
- No można tak powiedzieć, mam praktyki w Lubinie. - po chwili ciszy w końcu odpowiedział na moje pytanie.
- Ha! Wiedziałam takich pyszności nie tworzy pierwszy lepszy facet, właśnie, szczególnie facet! Więc bierz to za komplement! - zaśmiałam się cicho pod nosem.
- No inaczej bym tego nie przyjął, bo doskonale wiem że jestem najlepszy! - uniósł dumnie głowę i posłał mi pewny siebie uśmieszek - Ale co do moich praktyk.. Muszę wrócić związku z nimi do Lubina, wiesz… Na początku sierpnia miałem umawiać warunki, godziny i takie drobne bzdety, ale dzisiaj jak jeszcze spałaś dostałem telefon, że im szybciej wszystko ugadamy tym lepiej. Szef ma później jakieś większe zlecenie i nie chce tym sobie zaprzątać głowy, a jak teraz tego nie zrobię to weźmie kogoś innego na moje miejsce. - powiedział przygaszony i niepewny mojej reakcji na jego słowa.
- To kiedy jedziesz? - zapytałam zawiedzionym głosem.
- No za dwa dni, w czwartek i najlepiej z rana..
- Nie no, nie ma najmniejszego problemu, Łukasz - uśmiechnęłam się do niego życzliwie, aby przestał mieć jakieś wyrzuty sumienia z faktu, że szybciej wyjeżdża.
Na ten widok od razu się rozchmurzył i dokończył jedzenie. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu patrząc na jego nagłą zmianę nastroju.
- Jakbyś chciała miałbym dla Ciebie propozycję? - podniósł głowę patrząc mi prosto w oczy. - Za półtorej tygodnia rozpoczyna się tutaj, u Ciebie w Gdańsku, turniej Plaża-Open. Kocham siatkówkę i tak pomyślałem, że może przyjadę jeszcze do Ciebie i wybierzemy się razem? - rzucił mi serdeczne spojrzenie.
- Jasne z wielką przyjemnością, w sumie też uwielbiam siatkówkę! - rzuciłam od razu entuzjastycznie.
- Zajebiście - dodał szybko - To skoro jutro ma się popsuć pogoda, to może wybierzemy się dzisiaj na plażę? Być nad morzem i się nie wykąpać to prawie jak grzech!
Zaśmiałam się prawie na cały pokój i przystałam na jego prośbę.
Na plaży znaleźliśmy się po jakiś dwóch godzinach. Zanim oboje się wyszykowaliśmy i dojechaliśmy trochę czasu niestety nam uciekło. Rozłożyliśmy się blisko brzegu i zaraz wskoczyliśmy do wody, niczym dwójka małych dzieci. Pływaliśmy i wzajemnie się podtapialiśmy. Łukasz nawet należał do tych odważniejszych i zaczepił grupkę młodzieży z pytaniem, czy możemy przyłączyć się do gry w siatkówkę z nimi. Spojrzeli na nas niepewnie, ale zaraz się zgodzili.
W wodzie byliśmy z dobrą godzinę jak nie dwie, świetnie się bawiąc. Jednak zaczęły dopadać mnie dreszcze. Do tego szczękałam tak zębami, jakby zaraz wszystkie plomby miały mi wylecieć. Nawet sam Łukasz widząc jak się wychłodziłam, wręcz kazał mi wyjść z wody. Nie miałam odwagi mu się sprzeciwiać.Zaraz po walce z białymi bałwanami i dość silnymi prądami znalazłam się na złotym i rozpalonym piasku. Zmierzyłam do naszego legowiska, położyłam się na ręczniku i założyłam okulary, oglądając jak mój znajomy dobrze radzi sobie w wodzie.
W końcu przewróciłam się na plecy, korzystając z ciepłych promieni słońca. Chciałam to wykorzystać i ładnie się opalić, a co najważniejsze osuszyć. Jednak krzyki i głośne rozmowy turystów odbierały cały urok mojej krótkiej chwili wytchnienia. Postanowiłam, więc oderwać się od tego całego zgiełku plażowiczów. Podłączyłam słuchawki i cicho puściłam muzykę. Zaraz zamknęłam oczy, oddając się całkowicie wypoczynkowi.
Po raz pierwszy od powrotu do Gdańska poczułam się wolna. Wolna od wszelkich zmartwień, od kłopotów, jakby przeszłość już nie była istotna, jakby nic się nie wydarzyło. Zaczynałam nowe życie i nie mogłam bać się czekających na mnie nowych wyzwań. Wiedziałam, że do końca nie pogodziłam się z wydarzeniami sprzed tygodnia, że będą wracać i rujnować mi wieczory, ale byłam coraz bardziej gotowa stawić im czoła.
Nagle na moim rozpalonym brzuchu poczułam lodowate krople wody i pisnęłam prawie na całą plaże. Nerwowo wyciągnęłam słuchawki i spojrzałam na ubawionego, prawie do łez Łukasza.
- To nie było nawet zabawne! - syknęłam do niego wściekła.
- Zależy jak dla kogo! - położył się obok na drugim ręczniku - Chciałem pożyczyć od takiego chłopca jeszcze wiaderko i napełnić je wodą, ale doszedłem do wniosku, że byłbym wtedy zbyt okrutny! - parchnął pod nosem śmiechem.
- Oh, żartowniś jakich mało na tym świecie! - zironizowałam - Zobaczysz, jeszcze się zemszczę na tak samo dennym poziomie jak Twój! - spojrzałam morderczym wzrokiem na niego
Nie minęło nawet pięć minut, gdy zaczęliśmy rozmawiać, jak gdyby nic się przed chwilą nie wydarzyło. Poruszaliśmy prywatne sprawy przeplatając je z głupotami. Po prostu poznawaliśmy siebie nawzajem. Z każdą chwilą czułam się przy Łukaszu coraz pewniej, jakbym znała go od zawsze. Zapominałam przy nim o wszystkich wydarzeniach sprzed tygodnia, a co najważniejsze jego obecność, parę troskliwych słów za każdym razem pomagały mi pogodzić się z sytuacją jaka nastała. Nigdy nawet nie myślałam, że jeden dzień, jeden wieczór, może mieć taki wpływ na życie drugiego człowieka. Przecież gdybym nie trafiła na Wojtka, nie zdradziłabym Karola… Gdybym wtedy nie poznała Łukasza, pod tym klubem tego pamiętnego dnia, nie wiem czy poradziłabym sobie z tym wszystkim… Był kimś więcej dla mnie, kimś niezwykłym. Zaufał mi, wsparł całkowicie nie znając mnie. Istne szaleństwo, ale wiedziałam, że nie bez powodu fatum postawiło go na mojej drodze.
- Łukasz? - zmieniałam temat i zaczęłam nieśmiało.
- No co jest? - podniósł się i spojrzał na mnie.
- Dziękuję, za wszystko, że pozwalasz mi przez to przejść, że uczysz mnie chodzić od nowa. Własnymi ścieżkami, którymi wcześniej się nie odważyłam. Za to, że uczysz mnie od nowa oddychać powietrzem, tym bez osób jeszcze niedawno niezastąpionych.
- Ładnie powiedziane... - uśmiechnął się poruszony - Zuzia, jedno zwykłe dziękuję naprawdę wystarczy! Nawet nie żałuję tego i niezmiernie się cieszę, że Cię poznałem. Gdyby los dał mi drugą możliwość na tak szalony wybryk, to nawet nie zastanawiałbym się tylko pakował walizki.
Te parę krótkich zdań, które wypłynęły z jego ust zabrzmiały niezwykle emocjonalnie. Poczułam jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu. Nerwowo uniosłam okulary i przetarłam je. Nawet nie wiedziałam co mu powiedzieć… Byłam zszokowana, bo poczułam, że trafiłam na kogoś, kto zainteresował się moim losem, kto zrozumie mnie w najcięższych chwilach mojego życia. Co najważniejsze zrozumiałam, że mogę ufać Łukaszowi.
- Ty płaczesz? - spostrzegł zdziwiony mężczyzna
- No tak troszkę.. Po prostu się wzruszyłam tym co powiedziałeś… Dziękuję... - odpowiedziałam mu drżącym głosem, łapiąc delikatnie jego dłoń.
- Głupia jesteś.. na prawdę - parsknął śmiechem i przytulił mnie mocno, aby uspokoić. - Chodźmy już zanim mi się tu na dobre rozkleisz..
Przed siedemnastą byliśmy w domu. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o sklep. Ustaliliśmy, że zjemy w domu, a nie mieliśmy wszystkich potrzebnych składników. Łukasz dotrzymał słowa i powiedział, że coś przygotuje. Mając takiego wspaniałego kucharza pod swoim dachem nie mogłam się sprzeciwiać.
Gdy tylko weszliśmy do mieszkania, mężczyzna skierował się do łazienki spłukać z siebie cały piasek z plaży, a ja znowu puściłam Arctic Monkeys. Od poprzedniego wieczoru zespół siedział mi w głowię i nie mogłam się wręcz doczekać, aby usłyszeć parę szybki kawałków wydobywających się z wieży.Oprócz tego zaczęli mi się kojarzyć z moją wolnością i “nową ja”.
Zaraz po Łukaszu zajęłam łazienkę i się obmyłam. Muzyka docierała tutaj dość wyraźnie i głośno, a ja nie powstrzymując się zaczęłam tańczyć wśród strug wody, głośno śpiewając. Z kuchni słyszałam tylko śmiech mężczyzny, który krzyczał do mnie: “skończ już to wycie! Wolę jak płaczesz, zdecydowanie”. Jednak nic sobie z tego nie robiłam, byłam we własnym mieszkaniu, gdzie panowały moje zasady.
Spod prysznica wybiegłam w samym ręczniku po jakieś lekkie i wygodne ciuchy.
Kręciłam się po pokoju w rytm muzyki starając się ubrać, a potem niczym poparzona wbiegłam do pokoju.
Kręciłam się po pokoju w rytm muzyki starając się ubrać, a potem niczym poparzona wbiegłam do pokoju.
-A Tobie co znowu? - spojrzał na mnie zaskoczony mężczyzna, widząc moją osobę w tak świetnym humorze.
-Kocham tą piosenkę, uwielbiam! - szybko mu odpowiedziałam, a potem starałam się śpiewać przekręcając tekst.
-Pajac z Ciebie! Chodź lepiej mi pomóc. - powiedział powstrzymując śmiech.
W podskokach ledwo dosięgając uwiesiłam się na jego ramieniu i przyglądałam uważnie co robi. Chłopak zaśmiał się do mnie i kazał pokroić mi pomidory, a następnie wyciągnąć przyprawy. Nie czekając zaczęłam wypełniać wszystkie jego rozkazy, tańcząc i wyginając się przy tym do muzyki. Łukasz starał się na mnie nie patrzeć, bo jak to powiedział : “Bardziej żenujących póz w kuchni nie widziałem”.
Zaraz potem przygotowałam sztućce i talerze. Nie dość, że gotował pysznie to jeszcze szybko. Na obiad zaserwował spaghetti, czyli jego kolejne mistrzowskie danie. Nie mogłam protestować, bo lepszego makaronu nigdy nie jadłam. Idealnie przyrządzone i doprawione, przez chwilę poczułam się jak w stolicy Włoch!
Potem wyciągnęłam trochę czerwonego wytrawnego wina i niczym rasowi mieszkańcy Italii, wypiliśmy je oglądając film w telewizji. Byłam już wycieńczona kolejnym dniem pełnym wrażeń. Niezwykle cieszyłam się, że Łukasz jest tu ze mną i mogę na niego liczyć. Jednak dalej coś mi nie dawało spokoju.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne, wal śmiało!
- Nie znasz mnie, to znaczy wtedy praktycznie wcale. Rzuciłam Ci propozycje przejechania, więc czemu się zdecydowałeś? Mogłam się przecież okazać psychopatką albo kimś równie popieprzonym - zaczęłam zaintrygowana.
- Zacznijmy od tego, że jesteś popieprzona! - zaczął żartobliwie.
- A dziękuje, ale to ja też wiem! - wtrąciłam śmiejąc się.
- Ale wracając do tematu. To nie była łatwa decyzja... Musiałem gdzieś zadzwonić, zapytać się kumpli... Jednak przeczuwałem, że okażesz się wyjątkową osoba - odetchnął - Wyjątkowo nienormalną! - parsknął śmiechem - No, ale słyszałem co się działo pod klubem, w szpitalu. To mi chyba wystarczyło, wiesz.. - objął mnie ramieniem - nie żałuję, nawet jestem szczęśliwy.
- A dziękuje, ale to ja też wiem! - wtrąciłam śmiejąc się.
- Ale wracając do tematu. To nie była łatwa decyzja... Musiałem gdzieś zadzwonić, zapytać się kumpli... Jednak przeczuwałem, że okażesz się wyjątkową osoba - odetchnął - Wyjątkowo nienormalną! - parsknął śmiechem - No, ale słyszałem co się działo pod klubem, w szpitalu. To mi chyba wystarczyło, wiesz.. - objął mnie ramieniem - nie żałuję, nawet jestem szczęśliwy.
- Nawet nie wiesz jaka ja jestem szczęśliwa, że nie muszę siedzieć sama w tych czterech kątach i pozwalasz mi się pogodzić z moją sytuacja. Bez Ciebie wszystko byłoby trudniejsze, Łukasz..
- Tylko mi się tu nie rozklejaj! Głowa do góry i pokazujemy tym kretynom co stracili! - uśmiechnął się do mnie szczerze.
- Żebyś wiedział! Potrafię żyć bez nich! A to życie będzie teraz jeszcze piękniejsze. - uniosłam się dumnie - Już nic mnie nie złamie! Będę najlepszym człowiekiem pod słońcem, a oni wszyscy będą mnie jeszcze błagali o wybaczenie. - podniosłam jeszcze rękę w geście triumfu.
Mężczyzna tylko się głośno roześmiał, poklepując mnie po plecach.
- Już nie wiem czy jesteś gorszą aktorką czy piosenkarką! - starał się uspokoić swój rechot.
- Dzięki Łukasz, naprawdę! Liczyłam na twoje wsparcie.. - oparłam się o niego udając obrażoną.
- Wiesz mała, że i tak Cię uwielbiam po tych paru dniach i nawet nie chce mi się stąd wyjeżdżać - objął mnie i ucałował w głowę.
Już nic na to nie odpowiedziałam. To była ta chwila, kiedy moje serce wypełniła wielka i nieopisana radość. Przestałam myśleć o Wojtku, o tym co nas łączyło. Wymazałam wszystkie wspomnienia z Ingą i przestałam odczuwać jej brak. Wszystko na nowo zaczęło się układać, a ja nie chciałam tego przerywać. Pragnęłam, aby to wszystko trwało, każda chwila z Łukaszem była dla mnie prezentem od losu. Pozwalała mi powstać z kolan i nauczyć się na nowo uśmiechać.
Cisza trwała w dalszym ciągu. Było nam ze sobą tak dobrze, że nawet nam to nie przeszkadzało. Było wręcz chwilą wytchnienia, uspokojenia. Moje powieki robiły się coraz cięższe. Siedziałam w mocnym objęciu mężczyzny. Czułam się na tyle bezpieczna że zaczęłam przysypiać. Łukasz złapał moją rękę, aby delikatnie wybudzić mnie z tego stanu. Spojrzałam na jego dłoń od razu przypomniała mi się scena z plaży. Kiedy Włodarczyk mi pomógł, a ja zaczęłam go opatrywać. Ten moment między nami kiedy poczułam tą iskrę, chemie. Wczoraj obiecałam mężczyźnie, że opowiem mu całą sytuację związaną z przyjmującym i uznałam to za odpowiednią chwilę.
- Włodarczyka znam, to znaczy spotkałam go pierwszy raz podczas ligi Światowej. Był na meczu z Rosją. - zaczęłam cicho pod nosem, skupiając całą uwagę wspaniałego kucharza na mnie. - Szłyśmy z Ingą do łazienki, a on zastawił mi drogę. Chciałam go ominąć, ale wpadł na mnie i rozlał na moją białą bluzkę kawę. Nawet nie wiesz jaka byłam wściekła! Nie miałam ochoty patrzeć na twarz tego mężczyzny i poszłam dalej. Dopiero po chwili Inga mi powiedziała, że to Włodar.. - przerwałam na chwile, aby ziewnąć - Włodarczyk. Na początku byłam w drobnym szoku, ale potem znowu powróciła złość. Starałam się zmyć tą plamę, ale bez szans. Kiedy wyszłyśmy z toalety, pod nią czekał na mnie Wojtek. Chciał przeprosić, ale mu to nie wyszło. Najpierw mnie zmierzył wzrokiem, a potem powiedział, że mogło być gorzej… - westchnęłam głośno - Tym doprowadził mnie do istnej furii, więc złapałam za jego kawę i wylałam resztę na niego, mówiąc, że zawsze mogło być gorzej bo kubek mógł być pełen. I poszłam z Ingą.
Chciałam zacząć opowiadać dalszą część, ale nie mogłam przekrzyczeć niepohamowanego śmiechu Łukasza, który rozniósł się po całym mieszkaniu.
- Nie.. Chcesz powiedzieć, że tak po prostu go oblałaś i poszłaś? - ledwo zdołał to powiedzieć, starając się łapać powietrze.
- No! Byłam wściekła nawet nie powiedział przepraszam, wtedy przynajmniej poczuł się tak jak ja. - powiedziałam triumfalnie.
- Nie no, jesteś genialna! - burknął pod nosem w dalszym ciągu powstrzymując śmiech.
- Ale to nie koniec, wiesz? - zaczęłam kładąc dłoń na jego nodze, aby go trochę opanować.
- Naprawdę?! - zapytał zaskoczony spoglądając na mnie. - No to opowiadaj dalej.
- Jasne, ale nie będzie już nic tak zabawnego - wtrąciłam, po czym wróciłam do dalszego opowiadania - Kolejnego dnia na meczu go już nie spotkałam. Sobota natomiast była tak ciepła, że ruszyłam na plaże się poopalać. Rozłożyłam się, wiesz wszystko elegancko, ale w pewnym momencie czułam parę razy piłkę na moim pośladku. W końcu, gdy ta spadła obok mojej głowy wstałam i czekałam na właściciela…
-Włodarczyk?! - przerwał mi z niedowierzaniem.
-TAK! I Od razu do mnie coś w stylu: “To znowu ty” z takim wyrzutem, nie. To we mnie znowu zawrzało i kopnęłam ta piłkę do morza. - usłyszałam jak mężczyzna parchnął cicho pod nosem - Wymieniliśmy niezbyt uprzejmie ze dwa zdania i wróciliśmy do własnych czynności. Od tam tej pory miałam spokój. Oni się zresztą chyba zmyli, a ja zrobiłam to samo tylko po paru godzinach. Przed plażą jednak osaczyło mnie troje podchmielonych mężczyzn i zaczęli mnie zaczepiać… W końcu jednemu przywaliłam, a Ci poczęli mnie ciągnąć w nieznane miejsce i znikąd pojawił się..
-Włodarczyk. - dokończył kiwając z niedowierzania głową.
-No właśnie.. Pomógł mi. Ja zadzwoniłam na policję, a potem go opatrzyłam. W końcu byliśmy dla siebie mili, rozumiesz! Chciałam nawet się zrehabilitować, ale tego wieczora miał wyjeżdżać no i się rozstaliśmy. To był pierwszy raz, kiedy poczułam jakąś chemię między nami…
- Jesteś po prostu… nawet nie wiem jak Cię określić. Większość lasek by była zahipnotyzowana, że to Władeczek, a ty? Proszę.. Jestem w szoku, naprawdę! - śmiał się cicho. - Nie chciałbym na Ciebie wtedy trafić. Chyba już by mnie nie było na tym świecie! - zaczął żartować.
- No, żebyś wiedział - szturchnęłam go delikatnie łokciem. - Chciałeś, żebym Ci opowiedziała to teraz już wszystko wiesz. Wybacz, że zostawiam Cię samego, ale idę się umyć i położyć, bo jestem niesamowicie zmęczona - posłałam mu życzliwe spojrzenie i poszłam w stronę łazienki.To był ten moment. Był przy mnie, zapełnił tą pustkę i nicość. Słysząc jego głos, żart, śmiech, nie byłam w stanie myśleć o przeszłości. Jednak to nie tak, że zapomniałam o tych przykrych wydarzeniach, że już stanęłam na równych nogach i byłam gotowa na kolejne problemy. Nic z tych rzeczy! Po prostu przy nim nie byłam w stanie o tym myśleć, odcinałam się od tego i to było niesamowite. Nie musiałam uciekać, po prostu przytłumiłam to, a może nawet po kawałku niszczyłam nową radością życia? Nie wiem.. Ale w końcu czułam, że oddycham pełną piersią. To było najlepsze uczucie w moim życiu.
_______________________________________________
No i pojawiła się 10 rozdział!
Wojtusia jak nie było tak dalej nie go nie ma.. Mam nadzieje, że nie zrazicie się tym faktem.
Łukasz z Zuzą, chyba dobrze się dogadują, a co będzie dalej?
Jak Wam się podoba, co przeczuwacie dalej? Jakieś problemy znowu na horyzoncie?
***
Dziękuję z całego serca za komentarze, aktywność, wyświetlenia jestem cholernie szczęśliwa. Już tutaj informuje, że przeczytałam wszystkie blogi na które mnie zapraszałyście i jestem na bieżąco, mimo że nie dałam o sobie tam znać. :)
A teraz na mecz!
"W górę serca, bo Polska wygra mecz."
Też oglądacie? :D
Oraz wczorajsze szalone zwycięstwo w Baku? :)
Oraz wczorajsze szalone zwycięstwo w Baku? :)

Łukasz namiesza między Zuzką a Władkiem. Jestem pewna. Cierpię z powodu braku Wojciecha.. Cierpię.
OdpowiedzUsuńDwunasteczka przeczytana :D Ale zabij mnie - nie pamiętam, co w niej było.
Pozdrawiam,
Em.
Czy namiesza może tak może nie :) Wybacz mi za brak Wojtka, a w sumie za to ze jeszcze będziesz musiała poczekać :(
UsuńJestem raczej wściekła na siebie za to, że jestem taka nieogarnięta :/
EM! tyle wygrać..
Usuńjestem idę czytać!
Czytaj, czytaj :D
UsuńPrzepraszam, że znów po czasie ale.. pisałam wczoraj rozdział i chciałam potem skomentować, mam nadzieję, że się nie gniewasz.
OdpowiedzUsuń1. Ja dalej twierdzę, że Włodarczyk wie, że Łukasz jest u niej i że Łukasz z nim był w tym klubie i że oni się znają!
2. Zaczynasz mi tworzyć historię, niczym jak uwolnic-sie gdzie Em mi to zakończyła - czytaj dwóch bohaterów i zaś moje serce będzie rozdzielone między Łukasza, a Włodarczyka.
3. Ja wiem, że on nie jest kucharzem, to ściema.
4. JAK MI ODBIJE TO JA PRZYJADĘ NA PLAŻE OPEN DO GDAŃSKA i nie tylko dla WW.
5. ONA GO TAM SPOTKA.
6. Wiem Łukasz zna Włodarczyka - i Zuzka będzie miała do niego pretensje, że on tzn. Łukasz jej nie powiedział, że on go zna!
7. Jeżeli Łukasz to ten Łukasz o którym myślę, to ona będzie podwójnie zła, że jej nie powiedział, że jest zawodnikiem Cuprumu.
8. Przepraszam, ale dzisiaj tylko tyle bo nie umiem powstrzymać Łez, przez tą co ma dwie literki i kropkę w nicku.
Jasne, że się nie gniewam :) Po pierwsze:
Usuń1. Mój pomysł jest chyba zbyt słabo skomplikowany jak dla Ciebie :/
2. Co do relacji Łukasz - Zuza - Wojtek wszystko się okaże :)
3. Doskonale wiem o czym mówisz. Tez dzisiaj przeczytałam ten epilog. :/
4. Na Open to ja jestem wolintariuszką :D
5. Wszystko w swoim czasie Winiu!
6. Rozumiem, moje najszczersze kondolencje :(
Piękna czekam na 11
Usuńdaj mi 11 a dostaniesz 19!
I co mam teraz zrobić jak przewiduję 11 na wtorek?! :/
UsuńDODAJ 11 dzisiaj, a dodam 19 :D
UsuńNie wiem czy mi się uda, bo nie mam zredagowanego. To może jakaś godzina ustalenia, co? :D
Usuńchciałam mieć powód odciągnięcia od nauki, odciągnęłam się sama, a teraz.. teraz to ja się zabiję, bo nic nie umiem na jutro :(
UsuńPrzestań dramatyzować i tak mówić... Jeżeli to ostatni egzamin to poświęć tą jedną cholerną noc. Jesteś młoda i mądra. Wiem to, bo mało inteligentna osoba na pewno nie pisałaby tak nieziemskich tekstów. Głowa do góry, rób sobie kawę i nie poddawaj się!
UsuńNadrobiłam przed chwilą całe opowiadanie i jest świetne *.* zostaję tutaj ^^
OdpowiedzUsuńSądzę że Łukasz przyjechał do Niej na prośbę Wojtka, bo widział jak Mu na Niej zależy i chce Ich ze sobą zeswatać, dlatego chce Ją zabrać na Plażę Open, bo tam będzie Włodarczyk ^^
Jak na razie to Łukaszowi dobrze wychodzi wspieranie Zuzy, bo ma na Nią dobry wpływ..mam nadzieję że inne uczucie niż przyjaźń Ich nie połączy ;P
A Łukasz kręci z tym kucharzem....
Jakbyś miała ochotę, to zapraszam Cię serdecznie do mnie na i proszę o informowanie o nowych u mnie na blogu ;3
http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com
Pozdrawiam ;**
Dziękuję za Twoją obecność! Sama pewnie wiesz ile to znaczy :) Cieszę się, że przypadło Ci do gustu i mogę na Ciebie liczyć :)
Usuń***
No wszyscy dobrze trafiliście. Wszystko się jeszcze okaże jak ta sytuacja cała się wykreowala :) Chociaż mam nadzieje, że jeszcze uda mi się Ciebie jeszcze zaskoczyć. Informować na pewno będę i na pewno zobaczymy się u Ciebie tylko, trochę mi to zajmie :)
Nadrabiam ❤ Wybacz deli. ❤
OdpowiedzUsuń