Uważam, że..

czwartek, 11 czerwca 2015

8. Uciążliwa alergia







Weszłam cicho do domu, wiedziałam, że jest już dość późno. W przedpokoju zwróciłam uwagę na dokładnie poukładane buty, ale nie było wśród nich, tych należących do Ingi, Arka i Karola. Widocznie nie wrócili jeszcze z szpitala, a jego przyjęcie się przedłuża. 
Było mi go żal? Sama nie wiem, z jednej strony uważałam, że zasłużył sobie na to, za te wszystkie zniewagi i myśli, które nawet nigdy nie ujrzały światła dziennego. Z drugiej strony to Karol, mój Karol..., który dziesięć lat temu uczył mnie puszczać kaczki, był wyrozumiały i przezabawny. Dla mnie to ciągle ten sam chłopak który kupował mi lody, ciągnął za włosy i potrafił objąć w ciężkich chwilach.
Ruszyłam do pokoju, wzięłam szybki prysznic zmyłam makijaż i położyłam się na łóżku, czekałam na nich. Serce miałam wręcz w gardle, z trudem przełykałam ślinę, moje ręce stawały się sine i zimne jak sople lodu. Mdliło mnie i nic nie pomagało nawet świeże powietrze. Mój stan się pogorszył do tego stopnia, że wylądowałam przy muszli klozetowej. Minęły już dwie godziny, a teraz właśnie wybiła czwarta nad ranem. Byłam wycieńczona tym całym oczekiwaniem. Chłód okalał moje całe ciało, więc wsunęłam się powoli pod kołdrę.     


- Wstawaj! - usłyszałam krzyk przyjaciółki i szybko ktoś ściągnął ze mnie kołdrę.
Rozchyliłam powieki, zobaczyłam przed sobą purpurową Ingę, oświetlaną przez poranne promienie słońca.
- Dopiero wróciliście? - zapytałam ospale.
- Gówno powinno Cię to teraz obchodzić, w ogóle zastanawiam się co ty tutaj jeszcze robisz, dawno powinnaś już być w pociągu do trójmiasta! - darła się na mnie z trudem łapiąc oddech.
Serce znowu podskoczyło do gardła, skóra się zjeżyła i poczułam nieprzyjemne dreszcze. To koniec? To koniec całej naszej przyjaźni? To właśnie pomyślałam, zamarłam, pobladłam, a paraliż ogarnął ciało. Byłam tak przerażona, że nie słyszałam nawet bicia własnego serca. Chłód rozszedł się po całym ciele, umarłam..
-Poszłaś z nim do łóżka! Zdradziłaś mojego brata, tak?! Dla chwili sławy dla wielkiego Włodarczyka, tak?!
Złość z niej kipiała, rozrzucała moje rzeczy po całym pokoju i nikt nie był w stanie jej opanować, nikt chyba nawet nie chciał tego zrobić.
- Tak.. zdradziłam.. - wydusiłam z siebie, a ona spojrzała mi prosto w oczy, jakby nie uwierzyła, że się przyznałam.
- Co? - powiedziała tak cicho, że ledwo to usłyszałam. Jej ręce swobodnie opadły, a oczy zeszkliły.
- Nie poszłam z nim do łóżka Inga, ale..
- Jakie kurwa ale?! - wypaliła na całą ulice sprzedając mi policzek.
- Po prostu nas trochę poniosło, alkohol zrobił też swoje. - patrzyłam w otwarte okno, a oczy nabierały łez - To nic, bo gdyby to był jednorazowy wybryk…, ale ja go zaczęłam pragnąć - wydukałam z siebie.
Cała się trzęsłam. Nie miałam najmniejszych złudzeń. Zakończyło się, wszystko i już nie powróci, przez co? Chwilę uniesienia, chwilę mojej prywatnej rozkoszy? W końcu zrozumiałam jak głupi był ten błąd, jak mało istotny w rzeczywistości był Wojtek i, jak dużo położyłam na szali i co właśnie straciłam.
Każde rozmyślenie między Karolem, a Wojtkiem było żałosne. Jak mogłam w ogóle dopuścić się do takiego stanu, przecież nawet go nie znałam. Zwątpiłam w swoją dojrzałość, w to, że mogę podejmować dobre wybory i stać się lepszą osobą.  
-Jesteś dziwką, nie wierzę.. Miałaś czelność jeszcze przychodzić tutaj i przymilać się do mojego brata? - krzyczała. Była jak wulkan, który wybuch i dopiero jak pozbędzie się całej zawartości, to się uspokoi - Może jeszcze powiesz, że zarobiłaś na tym.. Jedna noc, łączymy przyjemne z pożytecznym! - wtrąciła ironicznie.
-Przestań nie jestem dziwką. A to nie moja wina, że twój brat traktował mnie jak nic nie wartą zabawkę, szmatę! Właśnie TAK! Wszystkim to rozpowiada i nawet ty zaczęłaś tak o mnie myśleć! - wykrzyczałam jej w twarz, nie wytrzymałam, emocje zaczęły nade mną górować.
Wylałam mój ból skrywany od miesiąca, ale zaraz otrzeźwiła mnie kolejnym zamaszystym uderzeniem. Łzy spłynęły szybko po policzkach.   
-Jak możesz nawet tak mówić! Masz u boku jednego z najlepszych mężczyzn pod słońcem, a ty go nawet nie doceniasz, tak tylko zachowują się kurwy i szmaty z piekła rodem! - darła się w niebo głosy - Cieszę się, że to wszystko teraz się kończy! Jak przez tyle lat mogłyśmy być w ogóle przyjaciółkami? Nie mogę tego pojąć!
W tej chwili zastanawiałam się, kto tak na prawdę jest bardziej zraniony, Inga czy Karol. Przecież to on był zdradzony, to on powinien mi to powiedzieć, a nie ona. Nawet ta sytuacja pokazała, że dla niego nic nie znaczę, chwilowa zabawka. Znalazł sobie pewnie nowy obiekt westchnień, bo obecny nie jest już tak pociągający jak na początku, zepsuł się. Trzeba go wyrzucić i wykorzystał do tej brudnej roboty siostrę.
-Wypierdalaj stąd, wracaj do Gdańska i nie pokazuj mi się nigdy więcej na oczy, rozumiesz! - rzuciła we mnie jakąś z moich koszulek. - Pakuj te szmaty!
Nie opierałam się, robiłam to wszystko co wykrzyczała mi w twarz. Mimo, że z całych sił starałam się powstrzymać łzy, parę się wyzwoliło i spokojnie spływały po policzku. Nie chciałam jednak pokazać Indze mojej słabości, szybko je wytarłam, ale od środka rozrywał mnie jeden głośny krzyk: ”mylisz się!”.
W głowie przez ten czas układałam, co chce jej powiedzieć, jakie mają być ostatnie moje słowa do przyjaciółki. Ta jednak co chwile wytrącała mnie z rozmyśleń pośpieszając i bełkocząc coś złowrogo. Stała nade mną i pilnowała mnie niczym SS-man, bezsilnych słabych, umierających ludzi w obozach zagłady. 
Nie zastanawiając się wrzucałam wszystko po kolei, ubrałam szorty nawet nie przebierając koszulki i wzięłam resztę kosmetyków. Zamknęłam walizkę, przepasałam sobie torebkę przez ramie i spojrzałam na nią ostatni raz.
-Nie znałaś go od tej strony, bo jesteś jego siostrą. Nigdy mnie nie kochał, a te wszystkie obelgi po pijaku były prawdziwymi myślami o mnie i odzwierciedlały jego stosunek do mojej osoby. Gdybym się myliła, to on by mnie teraz wypędzał z tego domu, to on by mi teraz coś powiedział. Jesteś bardziej zraniona niż Karol, bo Cię zawiodłam i przepraszam za to... -powiedziałam skruszona.
-Wynoś się! - krzyknęła kierując rękę w stronę drzwi, a jej oczy napełniły się łzami.
-Kiedyś mi powiedziałaś, że nie chcesz, aby któreś z nas cierpiało. Może to ja dałam powody, aby Karol poczuł się zraniony. Ale prawda jest taka, że to ja w tej całej sytuacji, od kiedy jesteśmy razem zostałam skrzywdzona najbardziej i dostałam po głowię.
Wydusiłam z siebie przez spływające łzy. Czułam się potwornie opuszczając w tym stanie przyjaciółkę. Ze stresu żołądek skręcił mi się z dziesięć razy, a ból nie pomagał w tej sytuacji. 
Zeszłam ze schodów i udałam się do wyjścia, gdzie trafiłam na panią Marylę.
-Powinnaś się wstydzić takiego zachowania.. Nie wiem jak Karol mógł się związać z taką lafiryndą! - powiedziała do mnie ze złością.
-Z całym szacunkiem pani Marylo, bo jest pani naprawdę wspaniałą osobą, ale pani Karolek jest zwykłym kanciarzem i dupkiem. Ciesze się, że nie będę musiała oglądać tego mężczyzny, który publicznie wyzywa mnie od szmat i dziwek. Dostałam możliwość poukładania sobie z życia z prawdziwym mężczyzną. - przymrużyłam oczy i spojrzałam na nią z nienawiścią, a na koniec parchnęłam ze złości.


   Opuściłam pensjonat w gniewie i rozpaczy. Pierwsza emocja wywołana była gospodynią. Kobieta nie miała prawa wydawać osądu na mnie nie wiedząc nic o mojej osobie ani związku z Karolem. Może słyszała to i owo, ale to był jedynie szczyt góry lodowej. Natomiast rozpacz, utraciłam kogoś ważnego bezpowrotnie i nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Na razie nie odczuwałam tego zbyt mocno, wszystko we mnie jeszcze szalało, nie docierały do mnie pewne sprawy, ale za parę godzin albo dni dopiero poznam ten smak.
  Chciałam się już udać w kierunku dworca głównego w Lubinie, ale coś mnie tchnęło... Wojtek, nie mogłam uciec bez pożegnania, a może w końcu udałoby mi się z nim porozmawiać, coś wyjaśnić. Westchnęłam i ruszyłam uliczkami, drogą którą znałam już na pamięć. Wszelkie resztki odwagi zostawiłam w pensjonacie podczas konfrontacji z Ingą i panią Marylą. Usiadłam, więc na schodkach kamienicy i oddychałam głęboko. Czekałam, aż znowu powrócą utracone siły, aż będę po prostu sobą.
   Spojrzałam na zegarek, który wskazywał dokładnie ósmą dwadzieścia. Pomyślałam, że może to za wcześnie, ale już nie mogłam dłużej czekać. Uniosłam się i spostrzegłam, że z kamienicy, ktoś wychodzi. Konkretnie wysoki brunet, w białej czystej koszulce i dżinsowych spodenkach. Wyglądał zwyczajnie, ale jednocześnie zniewalająco. Przeciwsłoneczne okulary i ten powalający uśmiech. Wyglądał jak Grecki bóg, żadna kobieta by mu się nie oparła. Zaraz za nim wyszła wysoka blondynka, ubrana w obcisłą, kwiecistą sukienkę. Długie włosy, szczupła z niebywałą gracją. Kobieta była wyraźnie młodsza ode mnie.    
Usiadłam przerażona na schodki w nadziei, że siatkarz nie spostrzeże mojej osoby. Jednak nawet stojąc nie zwróciłby uwagi na mnie, był zbyt zajęty swoją kompanką. Przytulił ją mocno i pocałował w czoło, ciągle się śmiali i droczyli. Włodarczyk objął ją ramieniem i ruszyli przed siebie. Nie kłamiąc wyglądali razem zabójczo. Jing i jang, niczym idealna para z kolorowych czasopism.
Westchnęłam głęboko i zacisnęłam mocno wargi. Po chwili położyłam głowę na kolanach i zaczęłam cicho szlochać. Mogłam się domyślić, że: “nie mogę przestać o tobie myśleć”, to tylko tekst, żeby móc parę godzin później zapisać moje imię na magicznej liście. Taki mężczyzna przecież nigdy nie zainteresowałby się taką zwykłą dziewczyną jak ja. Nie mogłam sama uwierzyć w to, jak szybko i łatwo dałam się nabrać na jego parę słów, jak szybko przyjmujący omotał mnie wokół palca. Traktowałam chwilowy romans jako coś stałego i trwałego. Myślałam, że gorzej być nie może, ale straciłam wszystko dla mojej abstrakcyjnej fantazji. Sama nawet nie wiem, co sobie wtedy myślałam, że będzie jak z Karolem? Dwa razy do łóżka i zaraz za rączkę po mieście? Chyba właśnie tak.. 
Byłam rozczarowana samą sobą. Zawiodłam i zraniłem Ingę, ale też samą siebie. Zniszczyłam wszystko przez moją głupotę. Byłam jak w transie. Wszystko układało się po mojej myśli. Z boku miałam przyjaciół i “związek”, a obok płomienną bliskość Włodarczyka. Jednak zanim zdążyłam się wybudzić wszystko zniszczyłam, wrzuciłam w płomienie, a teraz pozostały mi tylko zgliszcza, na których miałam ułożyć moje nowe życie...  
Otarłam łzy i powoli ruszyłam w stronę dworca. Właściwie to włóczyłam się w niewiadomym kierunku. Wszystko stało się dla mnie bez wartości.. Nogi mnie niosły, a ja patrzyłam na to znienawidzone miasto szklistym spojrzeniem. Mimo usilnych starań, łzy co chwile zbierały się w kącikach oczu. Zaczynałam wszystko czuć i rozumieć jak bezmyślnie postąpiłam. Miałam na prawdę fajne życie, ale chciałam jeszcze lepszego, jak z bajki, a takie nie było mi pisane. Jestem pospolitą szarą osóbką i właśnie takiego świata też muszę się trzymać.
W końcu dotarłam na dworzec, sama nawet nie wiem jak tego dokonałam, widocznie moja podświadomość zlitowała się nade mną i analizowała całą drogę, kiedy ja zatapiałam się w żalu.  
Na miejscu poprosiłam o sprawdzenie trasy do Gdańska.
- Więc tak ma Pani dwie opcję. O 11:24 podjeżdża pociąg, który kieruje się dokładnie do Gdańska, ale jedzie 8 godzin. Albo przesiądzie się pani w Poznaniu i będzie w trójmieście dwie godziny szybciej. Jednak ma pani godzinną lukę między pociągami.  
Byłam zrezygnowana, na samą myśl o zabawie z przenoszeniem bagażu, czekaniem na dworcu robiło mi się słabo. Wolałam po prostu usiąść i jechać nawet dłużej, ale jechać i niczym się nie przejmować.
- Wie pani, ja pojadę tym bez pośrednim, a mogę tu zakupić bilety?
- Oczywiście, już szykuje.
Czekając na odbiór świstka nagle cały dworzec wypełnił się śmiechem i piskiem. Chciałam się już obrócić, ale usłyszałam ten głos, który sprawił, że ze wszystkiego zrezygnowałam. Moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, po którym doznałam całkowitego paraliżu. Nie mogłam się ruszyć, a może nie chciałam? Miałam już dosyć, byłam bezsilna... Chciałam po prostu uciec stąd i wymazać resztki pamięci z pobytu tutaj. 
Wzrok wbiłam w pracującą kobietę za szybą i tylko nasłuchiwałam.
- Szkoda, że nie ma Andrzeja - zaczęła głośno - No i oczywiście Karolka! - dodała po chwili i wybuchła śmiechem.
- To ja już Ci nie wystarczę, co? - zaraz odezwał się Wojtek, głosem przepełnionym radością. - Och, jak ja się za Tobą stęskniłem - dodał zaraz i usłyszałam pisk owej blondynki.
Zerknęłam kątem oka jak wychodzą, a przyjmujący w gronie trzech kolegów wynosił na rękach dziewczynę. Odetchnęłam głęboko, przepełniona goryczą i zawiedzeniem. Byłam idiotką, największą kretynką na tym globie wierząc, że ja będę, tą za którą tęsknił. Drżącymi dłońmi odebrałam bilety.


Siedziałam już drugą godzinę w pociągu, właśnie czekaliśmy w Poznaniu Głównym, gdzie był piętnastominutowy postój. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać portale społecznościowe. Na stronie głównej rzuciło mi się wydarzenie z życia: “zakończenie związku”. Żyliśmy w świecie, gdzie królują mass media, więc jak większość ludzi dzieliliśmy się różnymi sprawami w internecie. Zaraz po tym dostałam prywatne wiadomości z pytaniami: “co się stało?” lub “ale jak to? tak dobrze wam się układało”.
Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy, które nabierały łez. Nie miałam na to wszystko już siły. Od razu moją głowę zaprzątnęły wspomnienia tych wszystkich wspaniałych chwil z Karolem, ale również i Ingą. Jak piłyśmy piwa w szkolnej toalecie zamiast iść na wf, nasz pierwszy wypad do klubu, albo gdy jako małe dziewczynki kradłyśmy truskawki z pobliskiego warzywniaka.. To wszystko zaczynało mnie przerastać.
Mężczyzna siedzący na przeciwko. Starszy około czterdziestoletni, spostrzegł moje dziwne zachowanie. Przyglądnął się uważnie i w końcu zapytał.
- Wszystko w porządku?
- Tak, to... alergia, ale dziękuję. - urwałam szybko posyłając mu serdeczne spojrzenie.
Znowu skupiłam wzrok w wyświetlacz i zobaczyłam jedno nowe zaproszenie do znajomych od Łukasza Łapszyńskiego. Pierwszy raz dzisiaj się szczerze uśmiechnęłam i szybko je zaakceptowałam. Znajomo brzmiało mi to nazwisko, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd je kojarzę. Ostatecznie przestałam nad tym rozmyślać, kiedyś już je słyszałam i tyle.


       Rozwarłam powieki i ujrzałam tabliczkę z napisem “Tczew”. Wiedziałam, że została mi tylko godzina drogi do domu. Cieszyłam się, że w końcu znajdę się w znajomym miejscu, w własnym zaciszu i będę mogła wylać tony moich łez nie przejmując się nikim. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam wiadomość na messengerze od Łukasza.


-Mam nadzieje, że mnie pamiętasz :)
Jak sprawy się potoczyły? 
Szkoda, że pogoda się tak popsuła, 
bo moglibyśmy porozmawiać na mieście.
    
      Odetchnęłam ciężko. Nie wiedziałam co mu odpisać i, czy w ogóle odpisać. Znowu bym musiała roztrząsać całą tę sprawę i od razu zalałabym się łzami, a w przedziale wśród obcych ludzi nie chciałam okazywać mojego marnego stanu emocjonalnego.


- Porozmawiamy jutro. Może nawet spotkamy się na mieście. Oby tylko pogoda się zmieniła. Trzymaj się ciepło.
       
    Obudziłam się i zerknęłam na zegarek na ścianie. Wskazywał dwunastą trzydzieści. Przekręciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy. Próbowałam zasnąć, nie chciałam patrzeć ani na ludzi, ani na ich szczęście, kiedy sama znajdowałam się na dnie nicości, bez jakichkolwiek nadziei na polepszenie tej sytuacji.. Może wydawać się to przesadnym zachowaniem w tym położeniu, ale w jednym dniu zostałam podwójnie zraniona a jednocześnie skarcona. Ciężko mi było odnaleźć nową drogę, bez najbliższych, którzy zawsze byli przy mnie.  
     Nagle po pokoju rozniósł się głos wiadomości. Wzdrygnęłam przestraszona i spojrzałam nie chętnie na telefon. Dioda uporczywie migała na zielono, a ja się przemogłam i wyciągnęłam po niego swoją dłoń.
  
- Jesteś jakimś medium? To jak widzimy się na mieście, może?
     
      Wiedziałam, że muszę mu wyjawić prawdę, ale nie wiedziałam czy byłam gotowa na rozmowę. Chociaż Łukasz był specyficznym człowiekiem, po prostu nie dało się go nie lubić i przyciągał do siebie innych. Znałam już jedną taką osobę i czułam, że nie zawiodę się na nim. Napisałam niedługą wiadomość, wyjawiającą prawdę, ale zawahałam się z wysłaniem, wzięłam głęboki wdech i powiedziałam sobie: “Nawet niech się niebo wali, gorzej być nie może.”

- Przepraszam Cię Łukasz, wczoraj Cie okłamałam. 
Jestem już w Gdańsku… możemy jedynie porozmawiać, a
 wczoraj nie wyjawiłam Ci prawdy, bo to było zbyt trudne...


Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. 

- No dobra.., rozumiem, a co się stało?


Zaczęłam odpisywać, gdy zadzwonił do mnie przez aplikację. Wpatrywałam się nie wiedząc co zrobić. Przecież go nie znałam, a każda rozmowa “telefoniczna” była zawsze gorsza, niż wypisanie paru liter i ciche łkanie w poduszkę.
Przyłożyłam nie pewnie palec do zielonej słuchawki.


-Cześć - usłyszałam zaraz głos mężczyzny.
-Cześć.. przepraszam, ale wczoraj nie mogłam Ci wyjawić prawdy.. - powiedziałam cichym i zniechęconym głosem.
-No koleżanko, widzę, że się chyba nieźle porobiło. Może to nie jest “na mieście”, ale tak też możesz ze mną porozmawiać. - zaczął łagodnie.
-Od czego miałabym zacząć, w takim razie? - położyłam się na plecach i wpatrywałam w sufit.

Chciałam mu powiedzieć wszystko,  wyrzucić z siebie, być lżejsza, ale chciałam mieć też to już za sobą, bo wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Wbrew wszelkim pozorom byłam dość wrażliwą osobą, a największą moją zmorą była rozmowa o problemach. Nienawidziłam, kiedy ktoś wyczuwał moją bezradność, słyszał albo widział moje łzy, kiedy nie mogę sobie z czymś poradzić. Zawsze wolałam być tą silną, niezłomną, którą ludzie podziwiali. Poza tym każde rozczulanie się nad moją osobą w ciężkich sytuacjach, było dla mnie udręką.



-No nie wiem, a co zrobiłaś jak się rozstaliśmy pod szpitalem? - zaczął niepewnie.
-Udałam się do Wojtka, tego bruneta. Chciałam go przeprosić.. - zaczęłam drżącym głosem.
-Przyjął je? - ciągnął chłopak.
-No tak i myślę, że sam był zadowolony, no.. -umilkłam - potem wróciłam do pensjonatu, czekałam na przyjaciół i zwijałam się wręcz z bólu i strachu. Żołądek, chłód, mdłości, aż w końcu zasnęłam… -zatkało mnie. Nie mogłam kontynuować dalej, poczułam nieprzyjemną gulę w gardle, z trudem przełykałam ślinę.
-I co dalej, Zuzo? - wtrącił chłopak.
- Rano wpadła przyjaciółka, zmieszała mnie z błotem, kazała się wynosić... Mówiła, że nie chce mnie znać. - łzy zaczęły spływać mi w kierunku skroni - Nie chce wdawać się w szczegóły, bo to nie ma sensu - dodałam zaraz.
-No rozumiem - usłyszałam niezwykle życzliwy głos - I wróciłaś do Gdańska, tak?
-Nie do końca, wiesz..
-Jak to? - odparł zdziwiony
-Poszłam do Wojtka, chciałam się z nim pożegnać, a może pogadać.., ale był z inną dziewczyną.. - mówiłam przez łzy- Nie widział mnie, a ja nie chciałam robić z siebie ponownie ofiary losu, więc siedziałam cicho i patrzyłam na nich, razem... - zaciągnęłam się szlochem i coś we mnie pękło - Inga była najlepsza! Kochałam ją jak siostrę, zawsze była przy mnie, a ja ją straciłam dla jakiegoś irracjonalnego wymysłu.. Nie wiem jak zebrać się w sobie, nie wiem co dalej będzie... - ryczałam mu do słuchawki.
-Zuzia, wszystko może się jeszcze zmienić, więcej wiary! Musisz żyć dalej i nie dać się temu wszystkiemu! Pokazać, że jesteś silniejsza! Wydajesz się twardą dziewczyną, więc z pewnością sobie poradzisz - dodawał mi otuchy.


Byłam kompletnie zrezygnowana, nie czułam żadnej iskry pobudzającej mnie do życia, a emocje brały nade mną górę, zaczęłam się otwierać i zwierzać Łukaszowi. Czułam jakbyśmy znali się więcej niż paręnaście godzin, ale zawsze jest tak, że przed kompletnie obcą osobą jest łatwiej. Widział mnie tylko raz, mieszkał setki kilometrów ode mnie, więc nie czułam oporów przed powiedzeniem mu tych paru gorzkich słów, tego co we mnie siedzi i, co przeżywam od powrotu do Gdańska.
W końcu w afekcie palnęłam nie zastanawiając się.


-Chcesz mnie poznać? - spytałam stanowczo.
-Co?
-No, czy chcesz mnie poznać?
- No raczej tak, wydajesz się naprawdę sympatyczną osobą. - odpowiedział w końcu zakłopotany.
- Przyjedź do Gdańska, zrób sobie wakacje i pomóż mi proszę... - odparłam z nadzieją w głosie.


W słuchawce usłyszałam ciszę. Jedynie jego oddech szumiał, przez to wiedziałam, że się nie rozłączył. W końcu westchnął głęboko.


-Nie wiem, mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia w Lubinie, muszę się też zastanowić. Nie znam Cię… Chociaż nie ukrywam, że kusząca propozycja - zaśmiał się do słuchawki - Mogę dać znać Ci jutro?
-Jasne nie ma problemu - odparłam uspokajając się.
-Musze lecieć, trochę się zagadaliśmy, trzymaj się i głowa do góry.
-Dziękuje i wzajemnie.


 W mieszkaniu zapadła głucha cisza. Znowu byłam sama. Dopiero teraz zaczynałam rozumieć, co to znaczy samotność. Nie miałam nawet siły, żeby zwlec się z łóżka. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już siedemnastą, a ja nic nie czułam, ani głodu, ani pragnienia. Leżałam jak w letargu patrząc się w jeden punkt i zastanawiałam się, czy to ma kompletnie jakiś sens. Czarne myśli zaprzątały mi głowę coraz częściej: "Co by było gdybym…"


Ciężka noc była już za mną. Przespałam może z godzinę? A tak kręciłam się po domu. Siadałam na oknie i spoglądałam w dal, nie myśląc o niczym, byłam już po prostu zbyt zmęczona. Patrzyłam z nadzieją, że znajdę znak. Odpowiedź, co zrobić z własnym życiem. Zaraz znowu wracałam do łóżka, wierciłam się z boku na bok, skopywałam pościel, a zaraz znowu się nią nakrywałam.
O czwartej rano wzięłam prysznic. Obmyłam dokładnie każdy kawałek ciała, a potem kucnęłam, rozkoszując się wodą, delikatnie opadającą na moją spiętą skórę. Nadal o niczym nie myślałam, wszystko mnie przerosło, byłam niczym mała mróweczka pod butem dorosłego mężczyzny.
Założyłam na siebie pierwsze lepsze rzeczy i wyszłam odetchnąć powietrzem. W mokrych włosach, resztkach niedomytego makijażu i wałęsałam się tak, po ulicach nadmorskiego miasta. Było jeszcze przed piątą, więc nie musiałam patrzeć na ludzi szczęśliwych ze swojego życia, mających u swojego boku wspaniałe osoby. 
Zatapiałam się za to w odgłosach mew zmierzających do wody. Słońce delikatnie przyświecało, jednak od wschodu nadciągały ciężkie chmury. Wiedziałam, że popsują pogodę tak jak ja zniszczyłam swoje życie. Jedyną różnicą była to, że ciemne obłoki przeminął i wszystko się odwróci, a tej nadziei już nie widziałam w moim życiu.
Przed szóstą, gdy pogoda zaczęła się zmieniać wróciłam do domu i bezwładnie opadłam na łóżko.


Przekręciłam się, była za pięć czternasta. Usiadłam na materacu i w końcu odczułam głód. Powoli zeszłam z łóżka i powłóczyłam się do lodówki, otwierając z wielkim trudem jej drzwiczki. Była pusta.. Wszystko opróżniłam przed wyjazdem. Odsunęłam się i oparłam o blat. Patrzyłam w ta pustkę i chociaż to zabawne czułam się jak ta lodówka. Zimna, samotna, bez niczego wartego uwagi w środku, tak jak we mnie.
Z sypialni usłyszałam cichy dźwięk, domyśliłam się, że Łukasz oddzwaniał z odpowiedzią. Uniosłam się nie chętnie i bez zapału skierowałam do telefonu.
-Halo?
-Cześć, mam dobrą wiadomość, szykuj się, sprzątaj mieszkanie i w poniedziałek się widzimy! - jego entuzjazm zaczął mnie przetłaczać.
-Myślałam że przerosła Cię ta propozycja. - powiedziałam dość chłodno.
-Kogo jak kogo, ale mnie? przerosnąć..? - zaśmiał się - A jak się trzymasz? - dodał zaraz poważnym i zmartwionym tonem.
-Wstałam z łóżka jest progres, a poza tym to marnie. - Westchnęłam ciężko.
- Za trzy dni samej siebie nie poznasz, obiecuję! - wtrącił optymistycznie.


Rozmowa z Łukaszem o mało istotnych rzeczach trwała jeszcze z dobrą godzinę. Opowiedział mi o pogodzie, o Lubinie, a potem zaczął wyliczać, co dzisiaj zrobił i, co ma w planach. Słuchałam go, jego głos pozwalał mi się oderwać od dna mojej bezradności. Nawet wywołał uśmiech na mojej twarzy, brakowało mi takiej osoby przy moim boku, szczególnie w takiej chwili.


- W poniedziałek o 7:20 mam być w Gdańsku Głównym i czekam na Ciebie! Nie spóźnij się!
- Obiecuję, że będę na miejscu.
- Trzymaj się i widzimy się za dwa dni.
- Dziękuję wzajemnie.


W końcu miałam powód by wrócić do życia, przynajmniej częściowo. Musiałam iść zrobić zakupy na przybycie gościa. Spojrzałam w lustro.. Wyglądałam jak słabe 3/10, ale to jeszcze nie był ten moment, gdy byłam w stanie coś ze sobą zrobić. Wzięłam portfel, szmaciankę i poszłam obkupić moją lodówkę, żeby chociaż ona nie była taka pusta i samotna…


                                               _________________________________
Pamiętaj wszelkie komentarze miło widziane! :)


Witam oto pojawił się rozdział już ósmy!
Jestem ciekawa waszej opinii, bo ja mam mieszane uczucia.. 
Pojawił się też opis Łukasza, niestety zdradziłam Wam nim trochę akcję :/
**
Trochę szybciej miał się pojawić, ale oglądałam dzisiaj, aż wstyd się przyznać, że dopiero teraz "Drużynę" no i chwyciło mnie trochę, bo jestem cholernie wrażliwa na siatkówkę i na skoki narciarskie..
**
Ciężki weekend z zarwanymi nocami się szykuje, gramy na wyjeździe i muszę obejrzeć te mecze. Szczególnie reakcje Murphyego na Mikę i Gato. To tak cholernie pozytywny człowiek, że nie zdziwię się jak będzie zbyt wylewny dla swoich kolegów z Lotosu :)
Wy też oglądacie?
**
Dziękuję z całego serca za komentarze, aktywność, miłe słowa. To mnie ogromnie cieszy, że moja praca nie idzie na marne. 
ps, Przepraszam za błędy ale jestem tą cholerną dyslektyczką!

21 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak to mówi Win "zamykam się w sobie".

      Usuń
    2. Oj przestań.. Fajnie będzie :D

      Usuń
    3. NIE TYLKO JA LUBIĘ MIESZAĆ!
      w końcu znalazłam "swojego" :D

      Usuń
    4. To chociaż Tobie zwrot akcji się podoba :D

      Usuń
  2. Ekhem.. ja widzę te komentarze i się boje. Zaklepuję miejsce. Oczekuj mnie.. gdzieś między 4 a 7 kawą.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja w takim razie boję się twojej reakcji.. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JESTEM!
      1. Na miejscu Zuzi dałabym w twarz Indze.
      2. Karolowi.
      3. Pani Maryli? Tak się nazywa - śpię, przepraszam.
      4. WŁODARCZYK. - Ty to robisz specjalnie, łamiesz mi serce, wiesz, że ja czekam na "te miłosne ich uniesienia" i mi z jakąś blondyną wyskakujesz!
      5. KOCHAM TRÓJMIASTO.. no dobra Gdańsk. Bo tylko tam byłam, jechałam o 1 w nocy spod PGE ARENY do schroniska z miłym taksówkarzem, a wcześniej pytałam się policjantów gdzie jest stadion.. nic nie byłoby w tym złego, gdyby nie fakt, że skradłam się do nich po północy, gdy mieli "interwencje" a stadion.. był przede mną :D
      i dlaczego musiałam tramwajem jechać na plażę?!
      6. Łukasz - ja już wiem! Ha, ja już wszystko wiem!
      On tam nie był przez przypadek i on zna Włodarczyka! I Włodarczyk, będzie jej szukał no i.. on mu powie bo są razem z Cuprina.. tylko.. czemu Lublin, a nie Lubin?
      7. Mówiłam Ci, że się uzależniłam od tego bloga?
      8. A Em jest moim osobistym spoilerem spoilerów.
      9. <3
      10. ja naprawdę się postaram w końcu napisać NORMALNY komentarz. obiecuję.

      Trzymaj mocno kciuki abym wróciła do was szybciej!

      Usuń
  4. 1. Nie miała serca, bo czuła, że ona zawiniła.
    2. No jemu to akurat by się należało.
    3. Daj spokój to starsza kobieta.
    4. Sława, pieniądze i te sprawy!
    5. A na jakim meczu byłaś?
    Dlaczego musiałaś jechać tramwajem na plaże, bo tylko tramwaje zazwyczaj jeżdżą :>
    6. Chodzi w koło ale nie trafiłaś.
    Bo, popełniłam największy błąd i ubzdurałam sobie, ze to Cuprum Lublin, ale wstyd będę musiała to odkręcić...
    7. Jeszcze nie, ale mega mnie to cieszy <3
    8. Może mogłabym być lepszym :D Przynajmniej tu.
    9. Cieszę się!
    10. Nie musisz :D

    Wiesz, że trzymam i liczę, że sobie poradzisz za pierwszym razem. Zresztą! Na pewno dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam na meczu! :D Zwiedzałam Gdańsk, a że mam fioła na punkcie stadionów tych z Euro - szkoda, że mi ten najpiękniejszy w Doniecku zniszczyli :( - to musiałam zobaczyć PGE ARENĘ! i serio.. dlaczego jej wtedy nie oświetlili ? :O

      KOCHAM GDAŃSK, ja tam wrócę.. kiedyś :D

      Usuń
    2. Myślałam, że mówisz o Ergo Arenie. Muszę się przyznać, że mylą mi się te miejsca i muszę się zastanowić.
      A ci nie była oświetlona wieczorem?
      Też kocham to miasto <3

      Usuń
    3. Moja Droga, w poniedziałek :) Czyżbyś założyła nowego bloga?!

      Usuń
    4. hahha tak. ale pewnie nie powstanie.
      Dodałam 17. Proszę Cię jednak o łaskawość. Bo.. no sama zobaczysz.
      http://moja-podswiadomosc-sie-rumieni.blogspot.com/2015/06/skoro-oczy-zwierciadem-duszy-to.html

      Usuń
    5. Wiesz, że i tak jestem twoja! Obyło się bez laskawosci, ale dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jesteś niesamowita, wiesz o tym prawda <3

      Usuń
  5. no więc tak. przeczytałam wszystko dzisiaj i jestem pod wrażeniem tego jak piszesz, opowiadanie jest genialne i możesz być pewna, że zostanę z tobą do jego zakonczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa i bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Ja aktualnie szukam czegoś do poczytania, więc zamierzam się zabrać za Twojego! :)

      Usuń
  6. zakochałam sie w tym opowiadaniu. zostaję . czekam na następny. informuj mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Z wielką radością będę Cię informowała :)

      Usuń
  7. Z pewnością będę powoli nadrabiała całą historię, bo 18 rozdziałów to niezły dorobek :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

about