Uważam, że..

niedziela, 31 maja 2015

5. Powrót




 

Przeciągnęłam się leniwie na łóżku. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam w drzwiach Ingę.
- A to niby ja wczoraj zaszalałam!
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- No przypomnij sobie wczorajszy wieczór - wtrąciła zuchwale.
Położyłam się na plecach i zaczęłam układać sobie kolejne wydarzenia z wczoraj. Alkohol, marne pogaduchy, spacer, powrót i Karol! Wszystkie jego słowa zaczęły mi dźwięczeć w głowie, albo to objawy wypitego wczoraj alkoholu..
- No i co nic? - dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Błagam przymknij się i daj mi chwilkę… - powiedziałam zmęczonym głosem - Albo nie Inguś, nie.. załatw mi jakąś aspirynę, a za koktajl bananowy postawiłabym Ci pomnik w każdym mieście! - Rzuciłam do niej szybko.
- Zobaczymy co da się zrobić - wymruczała i zniknęła z moich oczu.
W korytarza rozniósł się jeszcze raz głośny śmiech Ingi, a ja wróciłam do rozmyśleń. Skończyłam na partnerze, a potem..? Spacer, sklep, alkohol.. i w końcu zdałam sobie sprawę kogo spotkałam. Mimowolnie moja ręka spoczęła na twarzy. Stopniowo zaczęłam odkrywać wszystkie sekrety wczorajszego wieczoru. Zaczęłam wręcz czuć każdy dotyk mężczyzny, jego niespokojny oddech na swojej szyi. Przyłożyłam dłoń do warg, które parę godzin temu pieścił Włodarczyk i zanurzyłam się pod kołdrą.
- Dziewczyno, coś ty robiła! - powiedziałam cicho pod nosem.
- Aż tak źle? - usłyszałam głos Arka
- Nieoczekiwanie tak.. - odburknęłam.
- Wydawałaś się wczoraj w lepszym stanie..
- Możliwe, ale nasze wyobrażenia bywają złudne! - wyłoniłam się spod kołdry.
Usiadłam szybko na łóżku i poczułam nieprzyjemny ból i szum w głowie. Przyłożyłam zaraz do niej rękę.
- Kac morderca?
- Idź ją lepiej pośpiesz... - rzuciłam z rezygnacją.
Weszłam niepewnym krokiem do łazienki i skupiłam się na moim odbiciu w lustrze. Nie wiedziałam już do czego dążę i kogo kocham, jedynie wiedziałam kogo pragnę, kogo pragnie każda część mojego ciała. Ciężko mi było uwierzyć, że mężczyzna wszystko wczoraj odwzajemnił i uległ, zatracając się w tym wszystkim. Westchnęłam i zmusiłam się do szybkiego, zimnego prysznicu. Odświeżyłam się, doprowadzając do jakiego ładu, po czym opuściłam pomieszczanie.
Na moim łóżku siedział Karol. Zatrzymałam się w przejściu i spojrzałam na niego wrogo.
- Inga zostawiła aspirynę, powiedziała też, że jednak nie będziesz musiała stawiać jej pomników, bo koktajlu nie ma. - odparł obojętnie nawet nie spoglądając mi w oczy.
Chwyciłam za szklankę i upiłam łyk.
- A ty chcesz mi coś powiedzieć? - syknęłam do niego nieczule.
- Chyba powinienem Cię przeprosić. - rzekł zniechęcony.
- Za dziwkę i kurwę, tak! - trąciłam zniecierpliwiona.
Chłopak spojrzał na mnie wielkimi szmaragdowymi oczami.
- Powiedziałem wczoraj coś takiego?! - wydusił z siebie przerażony.
- Wykrzyczałeś! - dodałam złośliwie.
- Wiesz, że tak nie myślę, Zuziu.. - powiedział czule.
- Po prostu mnie przeproś. Nie mam ochoty o tym rozmawiać. - rzuciłam chłodno.
- Zuzka, przepraszam, nie chciałem. Wie.. - zaczął ulegle.
- Świetnie! A teraz idę się ubrać. - skwitowałam, nie pozwalając mu dokończyć.
Wyszłam szybko z pokoju. Nie mogłam na niego patrzeć. W głowie od razu słyszałam te zawistne słowa skierowane do mnie. Z drugiej strony ciągle wspominałam Włodarczyka.
Wiedziałam, że to była zdrada, że postąpiłam obrzydliwie, ale sama powoli zaczynałam wątpić, w ten związek, w to uczucie.


Po szybkim i późnym śniadaniu Inga i Karol zaprowadzili nas nad zalew. Była to jedna z głównych atrakcji Lubina w tak gorące dni. Nieduża plaża była wręcz zalana tutejsza ludnością, więc poszliśmy w mały borek. Nieliczni tu chodzili, pewnie ze względu na brak miejsca do wylegiwania się na słońcu. Zostawiliśmy rzeczy w jednym miejscu i wskoczyliśmy do wody. Mimo, że był to dopiero początek lata woda była na prawdę ciepła.
Odpłynęłam od znajomych i położyłam się na grzbiecie, zagłębiając się w swoich rozmyśleniach. Oczywiście nie mogłam się pozbyć poprzedniego wieczora z głowy. Nie dopuszczałam do siebie tej myśli, ale czułam się jakbym się zakochiwała w przyjmującym.
- Co z tobą? - zapytała Inga, podpływając do mnie.
- Nic.. - chciałam ją jak najszybciej zbyć.
- Wchodzi o wczorajszy wieczór? - zapytała zaintrygowana.
- Tak siedzi mi w głowie, nie mogę się go pozbyć.. Uciążliwe i tyle. - wyrecytowałam jak najszybciej.
- A co się konkretnie stało? - zapytałam łagodnie.
- Wieczorem pogadamy, dobra? - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Niech Ci będzie.


Przed dziewiętnastą byliśmy już w drodze do pensjonatu. Wracałam sama z tyłu ze wzrokiem wbitym ziemie. Nie miałam ochoty rozmawiać z Karolem, a tym bardziej, ze wścibską Ingą. Zastanawiałam się jak wybrnąć z całej tej sytuacji. Skomplikowałam sobie tylko życie.
Nagle na szyi uwiesiła mi się przyjaciółka.
- Nie zgadniesz kto idzie! - zaczęła niebywale podekscytowana.
- Nikogo tu nie znam, więc nie zgadnę. - rzuciłam bez zastanowienia.
- Włodarczyk z Kwasowskim! Ciekawe czy Cię pozna!
Zatrzymałam się, a wręcz zostałam sparaliżowana. Nie wiedziałam jak się zachowa Wojtek, do tego przy Karolu i Indze.
- Nie.. - zaczęłam kompletnie zdezorientowana.
-Zobacz sama!
Skierowała palec w kierunku dwóch wysokich mężczyzn. Serce mi stanęło.
- No i? Przestań się ekscytować, im też należy się chwila prywatności! - zaczęłam drżącym głosem.
 Przechodząc obok naszej dwójki Włodarczyk zatrzymał się i uśmiechnął. Spojrzałam wtedy na niego wymownie i chyba zrozumiał, że to nie jest odpowiedni moment. Zmarszczył czoło i ruszył za kolegą. Oczywiście Inga była zapatrzona w nich jak w obrazek. Byłam w szoku, że się na nich nie rzuciła.
-Widziałaś? Ale już myślałam, że Włodarczyk Cię rozpoznał.. - zaczęła jak tylko odeszli kawałek.
-Też tak myślałam, ale widać, że ma takich dziewczyn jak ja po pęczki - zaśmiałam się do niej. - Myślę, że powinniśmy powiedzieć o tym chłopakom.
Inga była tak nabuzowana, że wyrwała z miejsca do nich, a szli znacznie z przodu. Mając chwilę przystanęłam i obróciłam się w stronę siatkarzy. Obserwowałam ich zmierzających ku kąpielisku. Wojtek jakby poczuł mój wzrok na swoich plecach i obróciła się. Przygryzłam wargę i uśmiechnęłam się do niego. On natychmiast się roześmiał i obrócił do kolegi, a ja ruszyłam do domu.


Weszłam do pokoju z Karolem i opadłam na łóżko. Czułam jak skóra zaczyna mnie palić. Wyglądało na to, że spiekłam się nad zalewem.
- Odezwiesz się w końcu do mnie? - zapytał zmartwiony.
- Jutro o tym pogadamy dzisiaj nie mam już siły...
Chłopak spojrzał na mnie rozczarowany. Zaraz w progu pojawiła się Inga.
- Moje gołąbeczki, wybaczcie, ale muszę porozmawiać z przyszłą szwagierką!
- Nie ma problemu, właśnie miałem wychodzić - powiedział oschle.
Zaraz wyszedł z pokoju, a Inga entuzjastycznie wskoczyła do mnie na łóżko. Podniosłam się leniwie jęcząc pod nosem.
- A Tobie co? -  zapytał zdziwiona - I jemu zresztą też?!
- Spiekłam się na słońcu i chyba rozpoczynają się moje katusze - odparłam z grymasem - A Karol, hmm.. Jesteśmy w konflikcie.
- No zauważyłam, że dzisiaj oboje jesteście wyjątkowo dziwni.. Ale Zuzka, jaśniej ze szczegółami!
- Słabo się poczułam i wyszłam na spacer, pamiętasz?
- Yhm. - mruknęła.
- Gdy wróciłam wy już byliście wpici. Zrezygnowałam, więc z przyłączenia się do towarzystwa. Poszłam do pokoju i przysnęłam. Obudził mnie Karol, totalnie pijany. Zaczął się wydzierać, że nie chcę poznać jego rodziny, że nigdy mnie nie kochał i nie pokocha. No i gwóźdź programu! Powiedział, że jestem dziwką i z taką kurwą nie będzie spał... - opowiedziałam niechętnie wspominając te wydarzenia.
Inga siedziała zszokowana. Patrzyła na mnie jakby nie chciała to uwierzyć.
- Zuza, rano byłaś potwornie skacowana, może coś ci się ubzdurało! - powiedziała z nadzieją.
- Wiem, że to twój brat i w to nie wierzysz, ale to akurat pamiętam doskonale. Dopiero po tej rozmowie znowu wyszłam i wypiłam prawie pół litra na mieście, a potem jak gdyby nigdy nic wróciłam do domu.
Źle się czułam okłamując przyjaciółkę, ale na razie nie widziałam innego wyjścia w mojej obecnej sytuacji.
- Przykro mi Zuziu, na prawdę! - przytuliła mnie.
Zaraz zaczęłam jęczeć. Nie zapiekła mnie skóra, ale szukałam wymówki, aby wyrwać się z pensjonatu.
- Chyba pójdę połazić po sklepach, żeby kupić coś na tę zmorę! - uśmiechnęłam się.
- W takim razie idę z Tobą! - odparła pełna entuzjazmu.
- Wole iść sama i odetchnąć. Wbrew pozorom, to ciężka rozmowa dla mnie... - udawałam przybitą.
- Dlatego nie powinnaś iść sama!
- Inga, ale ja właśnie chcę iść sama! - podniosłam delikatnie na nią głos.
- No dobra, dobra.. - odparła urażona.
- Dziękuję - pocałowałam ją w policzek.
Szybko zebrałam się i po uprzedzeniu wszystkich domowników wyszłam z pensjonatu. Szłam uliczkami poznanymi wczoraj, aż dotarłam do małego sklepu. Weszłam żwawo do niego i zerknęłam na ekspedientkę. Nie było już tej kobiety co dnia poprzedniego.
- Ma może pani jakiś preparat po opalaniu?
- Tak, drugi regał na końcu.
Podążyłam za wskazówkami i wybrałam kosmetyk chłodząco-łagodzący. Wróciłam do kasy i zapłaciłam, a potem poszłam pod wczorajszą kamienicę i usiadłam na schodach. Było parę minut po dwudziestej i liczyłam, że mężczyzna nie wrócił jeszcze z zalewu.
Nerwowo bawiłam się monetą w moich rękach i przyglądałam się uważnie przechodniom. W końcu wypatrzyłam nad wyraz wysokiego mężczyznę, w czarnej bluzie jeszcze z logiem poprzedniego klubu.
Podniosłam się ociężale i nieśmiało zawołałam.
- Włodarczyk.. - zeszłam niechętnie ze schodów.
Mężczyzna zaczął się rozglądać i w końcu uśmiechnięty ruszył w moim kierunku.
- Jednak nie wytrzymasz tej nocy beze mnie. - spojrzał na mnie ze swoim pewnym i nonszalanckim uśmieszkiem.
Podszedł, a zaraz jego usta, ciepłe i delikatne, spoczęły na moim czole.
- A tak właściwie to co to dzisiaj miało znaczyć?
- Chciałam właśnie o tym pogadać, Wojtku.. - odpowiedziałam zmartwiona.
Spojrzał  na mnie uważnie po czym zaprosił do mieszkania. Znajdowało się na trzecim piętrze kamienicy. Przekroczyłam próg i ujrzałam duży jasny pokój. Wykończony klasycznie ciemnymi dodatkami.
- Rozgość się - powiedział ciepło.
- To twój gust?
- Po części, ale sam go urządzałem jeżeli o to pytasz.
- Powinnam Ci pozazdrościć takiego wyczucia. - uśmiechnęłam się ciepło do niego.
- A gdzie twój kolega?
- Spokojnie, nie musisz się o niego martwić, nie nocuje u mnie. - spojrzał na mnie wymownie, po czym posłał swój cwaniacki uśmiech.
Podeszłam do drzwi balkonowych. Rozciągała się z nich piękna panorama rynku Lubina na tle zachodzącego słońca. Widok był oszałamiający. Kochałam moje miasto, ale tego mu jednak zazdrościłam.
- To o czym chciałaś pogadać? - zbliżył się do mnie.
- Wczoraj działałam pod wpływem alkoholu.. - zaczęłam nieśmiało - wiedziałeś, więc czemu mnie nie powstrzymałeś?
- Bo chciałem tego tak samo jak ty! - uśmiechnął się.
Złapał moją twarz w dwie dłonie i znowu złożył pocałunek na czole. Dzisiaj zaprezentował się z zupełnie innej strony. Delikatny, czuły, czyli taki o jakim każda kobieta marzy. Mężczyzna, który może być dla niej ostoją..., a ja właśnie miałam takiemu facetowi  wymierzyć policzek. Nie wiedziałam jak się do tego wszystkiego zabrać. Głośno przełknęłam ślinę, nawet już chciałam zrezygnować, ale nie byłam w stanie go okłamywać...
-Wojtku..., mam chłopaka... - wydukałam wreszcie z siebie.
Spojrzał mi głęboko w oczy, zauważył, że jestem śmiertelnie poważna. Serce mi przyśpieszyło i z niecierpliwością czekałam na jego reakcję, ale między nami zapadła cisza, krępująca. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
-Wszystko już rozumiem. Chwilowa odskocznia, dreszczyk adrenaliny, tak? - wysunął mi z wyrzutem.
Puścił moją twarz i nerwowo wyszedł na balkon. Widziałam ze poczuł się zraniony.
- To nie tak, wysłuchaj mnie, proszę...
- A, czy to do cholery ma znaczenie? - spojrzał na mnie z wyrzutem i podniósł głos - Wiesz, żałuje, że Cię nie przeleciałem w tej uliczce, bo mogłaby to być świetna zabawa. Mógłbym nawet dopisać sobie kolejne imię do listy przelecianych panienek, ale wiesz musiałabyś mi powiedzieć swoje nazwisko - ciągnął - bo Zuz mam chyba z siedem na liście - szepnął do mnie i zamilkł - ale w drugiej, czyli do zaliczonych, ale zajętych lasek byś była jako pierwsza o imieniu Zuzanna. Jak chcesz możemy zrobić to nawet teraz.. będziesz mogła pochwalić się koleżankom. - podniósł głos przepełniony goryczą i nienawiścią, a mino to ciągle na jego twarzy widniał ten cwaniacki uśmieszek... 
Był okrutny w tych słowach i to ja teraz poczułam policzek wymierzony w moim kierunku. Jednak wiedziałam, że sama sobie na to zasłużyłam, ale to i tak bolało. Mógł chociaż mnie wysłuchać! A nie porównywać mnie do swoich pustych i płytkich zaliczonych panienek i jakieś "magicznej listy"
- Dupek! - rzuciłam - Gdybyś był kimś pokroju hmm, nie wiem Wlazłego albo Kubiaka.. O wiem! Winiara! To może pozwoliłabym Ci dopisać moje imię do listy, ale troszkę Ci brakuje. Nawet nie zostałeś powołany do kadry.. - zagrałam mu na ambicji - Żałuje, że Cię poznałam wiesz, żałuje, że Cię pocałowałam i dotykałam, bo nie jesteś jednak nic wart! - gorzko wydusiłam to z siebie.
- To może lepiej..., z dziwką żadna przyjemność, wiesz.. Skoro jesteś taka chętna dać dupy za godzinę z kimś sławniejszych niż twoja szara osóbka.
I wtedy pękłam! Znowu to słowo, znowu w czyiś oczach i kogoś opinii zostałam dziwką. Od razu niczym fala, moją głowę zalały słowa Karola z poprzedniego wieczora i myśli, czy jestem coś warta, a może taki już mój los być poniewieraną przez pozornie niesamowitych mężczyzn. 
Stał uśmiechnięty, ale to nie był uśmiech radości tylko gniewu. Wyjątkowy widok, ale nie mogłam patrzeć już na te zniewalające rysy, które sprawiły mi tyle bólu. 
- Pierdol się! - rzuciłam agresywnie, posyłając mordercze spojrzenie.  
Obróciłam się nerwowo i skierowałam się do drzwi. 
- Szerokiej drogi, albo ud... Czego tam chcesz... - usłyszałam za sobą jeszcze dokuczliwie.
Jak poparzona zbiegłam ze schodów, nie mogłam złapać oddechu. Stanęłam przed wyjściem. Wyciągnęłam rękę do ściany i spuściłam głowę, łapczywie chwytając powietrze. Zamknęłam oczy i zagryzłam mocno wargę. Tonęłam i nie wiedziałam jak wyrwać się z tego uczucia. Brakowało mi ciągle tlenu, kręciło się w głowie a przed oczami widziałam tylko ciemność. Byłam przerażona. W końcu złamałam się, łzy zaczęły spływać mi po policzku, a ja głęboko odetchnęłam. Przestałam kontrolować swoje emocje i wszystko się unormowałam, po czym wyszłam z klatki.
Czułam jak moje oczy nabierają łez niczym tonący okręt wody. Szłam śmiało przed siebie, ale nie szlochałam. Po prostu drobne, słone krople staczały się po skórze. Były to łzy bólu, utkwionego głęboko we mnie, prywatnego, moja własna rozpacz. Wiedziałam że mam tylko krótką chwilę dla siebie, a potem czeka mnie coś gorszego. Ukrywanie tych wszystkich uczuć i całej tej sytuacji.    
Wpadłam do pensjonatu akurat na kolacje. Starałam się grać, jak tylko umiałam, szczęśliwą i beztroską, podczas gdy w rzeczywistości cała się rozsypywałam. Umyłam ręce i zasiadłam do stołu wraz z domostwem.
- Smacznego - zaczęłam ze sztucznym uśmieszkiem.
Chórem wszyscy odpowiedzieli “nawzajem”, a ja zamiast jeść bawiłam się niedużą czerwoną rzodkiewką na talerzu. Starałam się wyrzucić z moje głowy raniące słowa Włodarczyka.
- Masz prawda? - zapytałam Inga, popijając herbatę.
- A co miałam mieć? -  zdziwiona zmarszczyłam czoło.
- No ten preparat po opalaniu. - wspomniała.
Kompletnie zapomniałam, że go kupiłam. Całkowicie pochłonęła mnie sprawa z Wojtkiem.
- Tak, trochę się za tym nachodziłam, ale mam w torebce. Jestem tak zmęczona, że o tym już zapomniałam. - zaśmiałam się.
- Mogę? - jej błękitne oczy, wręcz zaświeciły się na tą prośbę - chyba też się spiekłam - burknęła.
- Jasne! - zjadłam szybko z talerza obiekt mojej zabawy. - Przepraszam, jestem zmęczona, więc położę się szybciej. Dziękuje za kolacje. - wtrąciłam starając się szczerze uśmiechnąć.
Z torebki wyciągnęłam preparat i zostawiłam go Indze, a sama ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Ubrania zrzuciłam z siebie jeszcze w pokoju i weszłam do pomieszczenia. Nie zerknęłam nawet w lustro, nie miałam odwagi spojrzeć sobie w oczy. Bałam się, że od razu w mojej głowię zacznie szumieć słowo "dziwka". To już było dla mnie za dużo, chciałam o tym zapomnieć, a nie ciągle to rozpamiętywać. Obawiałam się też mojego wyglądu. Tego bez maski i sztucznego uśmieszku. Mojej własnej twarzy pokazującej same najgorsze emocje. Zaczerwienionych oczu, z których powoli spływało parę łez. Nie chciałam być tą słabą szarą osóbką. Wierzyłam, że jestem ponad Wojtka i Karola.
Wskoczyłam pod prysznic i zamknęłam oczy. Woda odebrała całe moje napięcie, zostawiając mnie bezsilną. Nie mogłam już walczyć, ze samą sobą i zaczęłam cicho łkać. Pogubiłam się w moim życiu i nie miałam pojęcia jak teraz postąpić. Chyba zaczynałam coś czuć do Wojtka, ale czy to miało w ogóle sens... Po dzisiejszej rozmowie nie chciałam już więcej spotkać właściciela tych czekoladowych głębokich oczu. Jeszcze wczoraj mogłam rzucić dla niego wszystko, szkołę, moją drobną pracę, a chyba nawet przyjaciół, ale teraz.. Traciłam wiarę w miłość, uczucie, jedynie istniało pożądanie drugiej osoby, a reszta to po prostu totalna ściema.
Opatulona ręcznikiem weszłam do pokoju, w którym stał Karol i wpatrywał się we mnie.
- Inga już użyła, więc przyniosła Tobie. - podniósł preparat w ręku.
- Dobra, zaraz się nakremuje, dzięki. - skierowałam się do szuflady.
- Nasmaruje Cię, sama nie dasz rady, Zuziu... - zaczął łagodnie.
- Poradzę sobie, spokojnie! - stwierdziłam stanowczo.
- Tylko chcę Ci pomóc, więc się nie dąsaj. Zuza, znam Cię, odpuść, proszę.
Przełknęłam ciężko ślinę i westchnęłam.
- Plecy, dobra?
- To chodź tu! - powiedział z jakąś radością w głosie.
Usiadłam na łóżku przytrzymując dłonią ręcznik na klatce piersiowej. Słyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania opakowania i zaraz poczułam na lędźwiach zimny krem. Chłopak delikatnie wcierał go w moje rozgrzane ciało jadąc powoli do góry. Nagle zdałam sobie sprawę, że składa delikatne pocałunki na moich plecach, a zaraz koi te miejsca preparatem. Czułam delikatny dreszcz, było to niesamowicie przyjemne, ale nie dawało mi żadnej satysfakcji. Nawet nie mogłam myśleć o Karolu, w mojej głowie ciągle siedział kto inny i doszczętnie pustoszył to miejsce.
- Przestań, nie o to Cię prosiłam... - powiedziałam zrezygnowana.
- Chciałbym Ci się jakoś zrehabilitować, widziałem jaka dzisiaj byłaś przybita i nie mogłem na Ciebie patrzeć. - całował mnie już po karku i ramionach.
- Nigdy Cię to nie obchodziło, więc nie rób z siebie męczennika. - wtrąciłam szybko.
- Wiesz, że to nie prawda i, że Cię kocham. - obrócił mnie do siebie.
- Daj spokój! - skierowałam wzrok na okno, nie miałam ochoty na niego patrzeć.
Karol jednak przyciągnął moją twarz i pocałował mnie namiętnie w usta, a jedna z jego rąk powędrowała pod mój ręcznik. Szybko się zerwałam z łóżka.
-Zapomnij, nie będę robiła tego, wtedy kiedy masz na to ochotę! - powiedziałam złowrogo.
Szybko ubrałam na siebie bokserki i bluzę, którą wzięłam na wszelki wypadek. Jednocześnie słuchałam pretensjonalnego tonu chłopaka skierowanego do mnie.
- Co się ugryzło? Okres Ci się zaczął?
- Nie jestem dziwką! - rzuciłam mu ręcznik w twarz i wyszłam z pokoju.
W korytarzyku stała Inga i wpatrywała się na mnie przejętym wzrokiem. Widziałam, że chce już coś powiedzieć.
-Lepiej nic nie mów! - uprzedziłam ją chłodno i szybko minęłam.   
Poszłam do niewielkiego ogrodu za domem. Było już całkiem późno, w okolicy zapanowała cisza. Położyłam się na wilgotnej trawie i skupiłam swój wzrok na na rozgwieżdżonym niebie.
Nie wiedziałam, o co miałam już walczyć. Czasami widzisz kogoś i myślisz, że to on. Chcesz, pragniesz, marzysz. Tak było z Wojtkiem, gdy złapałam za jego rękę na plaży. A po wczoraj nic już nie było tak ważne jak jego dotyk. Dzisiaj natomiast okazał się dupkiem. Jeżeliby mu na mnie zależało, to nie powiedziałby mi tych wszystkich słów prosto w twarz, a on to zrobił bez żadnych zahamowań. Może i byłam winna, ale czy miał prawo, aż tak obrzucić mnie błotem. Nie miałam też innej okazji, aby wyjawić mu prawdę. Z drugiej strony Karol jest ze mną, a dzisiaj się nawet starał. Przecież Ingi potrzebuje ponad wszystko i nie wyobrażam sobie życia bez niej. 
"Popieprzone to wszystko!" pomyślałam. Mimo wszelkich starań nadal nie mogłam wyrzucić z mojej głowy Wojtka. Tęskniłam, za tą jego lepszą stroną, kiedy był delikatny i troskliwy, a z drugiej strony prowokacyjny i zmysłowy. Nie wiedziałam jak dalej postąpić, czy wybrać samotność z przyjaźnią, czy miłość wraz samotnością. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
- Mogę? - usłyszałam partnera.
- Jasne - odparłam.
Położył się przyciągając mnie do siebie. Wtuliłam się w mężczyznę.
- Zuza, wiesz..
- Tak wiem, nie mów już nic. - przerwałam mu łagodnym i ciepłym głosem.
Karol pocałował mnie w głowę i objął żelaznym uściskiem. 
- Kocham Cię... - wymruczał.
______________________________________________________


No i jest piąty!
Miał być wcześniej, ale nie dałam rady, przepraszam.
Chciałam podziękować, za wszystkie komentarze i miłe słowa na temat tego co piszę.
Wczoraj jeszcze, mimo że nic nie dodałam odwiedziło mnie, aż 36 osób co jest obecnym rekordem dnia. Naprawdę za wszystko dziękuję!
Mam nadzieje, że rozdział was nie zawiódł i liczę na jakieś komentarze, które na prawdę motywują i dają dużo radości.
Miłego wieczora, Deli. :*

4 komentarze:

  1. Jej. Cudo ^^ Czekam na dalszy ciąg z wypiekami na twarzy i modląc się, żeby nauczycielka mnie nie dostrzegła <3
    Nicol
    On zrezygnował. Ona nie walczyła. On dalej kocha. Ona stara się zapomnieć. On stchórzył. Ona wyszła za mąż. Spotkanie po latach zmusi ich do wspomnienia swojej przeszłości. Tej wspólnej. Pełne romanyzmu i z dawką ironii. Zapraszam na prolog :)
    www.gdy-kochasz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. JESTEM!
    Przepraszam, za poślizg.. ale no. Sesja.
    Ah Włodarczyk to zakichana ofermo losu, serio? Jak ja nie lubię no uj mnie strzela, jak faceci tak nie szanują kobiet. Powinien dostać po ryju - tak po RYJU.
    Karol - kurde, te jego "kocham Cię" jest tak nieszczere..
    masakra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak wyszło. Ważne, żeby akcja się kręciła :) Ale coś czuję, że jeszcze nie raz Cię zaskoczę :D

      Usuń
    2. Powiedz WW z Twojego opowiadania, że ma u mnie minusa. Takiego jak stąd do Los Angeles przez Rzym i Moskwę!

      Usuń

Obserwatorzy

about