Podekscytowana wyszłam z domu i udałam się w stronę przystanku. Czekały mnie jakże ciekawe i pasjonujące dwa wieczory, dzisiaj i kolejnego dnia w piątek, przepełnione świetną grą siatkarską. Wsiadłam do tramwaju i ruszyłam w stronę hali zastanawiając się, czy reprezentacja sprosta wyzwaniu, czy chociaż stawi opór wielkiej i potężnej Rosji. Jest to dość świeży i młody skład, stąd wynikało całe moje zaniepokojenie. Z całego serca wierzyłam, że nie podadzą się bez walki i dadzą nam powody do dumy.
Po drodze dosiedli się do mnie przyjaciele: Karol, czyli brat mojej najlepszej przyjaciółki. Wysoki blondyn o zielono-niebieskich oczach i świetnym poczuciu humoru. Inga, siostra wspomnianego już chłopaka. Niezwykle urodziwa, również blondynka, która potrafiła wesprzeć Cię na duchu jak nikt inny. No i Arek bratnia dusza dziewczyny. Nigdy za nim nie przepadałam, wydał się być typowym cwaniaczkiem.
Wszyscy rozmawialiśmy o studiach, kończących się sesjach i upragnionych wakacjach. Temat ten przeplatał się również z dzisiejszym wydarzeniem. Dyskutowaliśmy o naszym zespole i obstawialiśmy wynik. Tylko o tej dyscyplinie sportowej potrafiliśmy rozmawiać całymi godzinami. Grupka przyjaciół, bezgranicznie zakochana w siatkówce, a ja z Ingą także w siatkarzach.
Gdy dotarliśmy na miejsce byliśmy pod wrażeniem liczby kibiców nawet zaczęliśmy się zastanawiać czy pomieści ona tych wszystkich ludzi. Przeciskając się przez tłum słyszeliśmy wielu obcokrajowców, ale zdecydowanie przeważali Rosjanie. Nie dziwiło to nas, bo obwód kaliningradzki jest blisko, a w naszym mieście, to dość popularne zjawisko. Przed samym wejściem okazaliśmy bilety ochronie i przekroczyliśmy próg hali, gdzie było równie dużo osób. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyli nasi chłopcy było oczywiście nieduże stoisko, przy którym sprzedawane było jedzenie. Nie czekając nawet chwili poinformowali nas o swoich zamiarach i pośpieszyli zająć miejsca w kolejce. My natomiast stanęłyśmy z boku i jak to kobiety, zaczęłyśmy plotkować. Inga również opowiedziała mi jak dobrze układa jej się z Arkiem opisując go w samych superlatywach, wręcz jako chłopaka idealnego. Martwiła mnie ta jej bezgraniczna wiara w jego dobro, ale nie odezwałam się tylko słuchałam wszystkiego dokładnie, dopytując się o szczegóły, chociaż w głębi duszy nie popierałam tego związku.
Gdy dołączyły się do nas nasze zguby postanowiłyśmy pójść z przyjaciółką odświeżyć się i poprawić wygląd. Szłyśmy dość głośno gadając i śmiejąc się. Nagle stanął plecami do mnie wysoki mężczyzna zastanawiając mi drogę. Powiedziałam kulturalnie "przepraszam" i starałam się go ominąć, ale zrobił jeszcze jeden krok i wpadł na mnie. Poczułam ciepło na dekolcie i brzuchu. Spojrzałam na siebie i ujrzałam brązowa plamę na białej koszulce.
- Patrz jak chodzisz! - wrzasnęłam nie patrząc na faceta.
Szturchnęłam go barkiem i przeszłam wściekła. Żałowałam, że zrobiłam to na tyle lekko, że napój nie wylał się również na niego.
- Chodź Inga - krzyknęłam.
Szłam szybkim krokiem czując narastającą we mnie frustrację. Nagle dziewczyna znalazła się obok mnie i chwyciła za moje ramie.
- O mój Boże! - powiedziała przepełniona emocjami.
- Co? - zapytałam podirytowana.
- No on.. - rzuciła szybko patrząc na mnie wymownie.
- Co on?! Kretyn i palant! Spójrz na mnie.. Jak ja wyglądam i czemu akurat dzisiaj to musiało się zdarzyć?!- przerwałam jej.
- Nie widziałaś kto to.. Prawda? - mruknęła zrezygnowana.
- No, nie.. Byłam zbyt zdenerwowana, aby jeszcze patrzeć się na tego palanta!
- Zuza, to był sam Włodarczyk! - prawie wykrzyknęła na cały hol
- Cooo?! - spojrzałam na nią zaskoczona, ale zaraz skierowałam wzrok na koszulkę - No i co z tego? Zobacz na mnie! To, że jest zawodnikiem nic nie znaczy, tym bardziej mnie teraz nie udobrucha! - pachnęłam groźnie
Inga spojrzała na mnie niezrozumiale i weszłyśmy do łazienki. Starałam się przemyć jakoś koszulkę i suszarką do rąk pozbyć się resztek wody z tkaniny. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie z politowaniem, a ja czułam jak wręcz płonę ze wstydu. Czas mijał nieubłaganie i za chwilę miał rozpocząć się mecz, więc zrezygnowana poddałam się. Przyjaciółka pożyczyła mi chustę, aby zakryć tę plamę i wyszłyśmy z pomieszczenia.
Przed drzwiami stała grupka dziewcząt, z której wyłonił się mężczyzna.
- Hej! - zawołał kładąc dłoń na moim ramieniu.
Obróciłam się i zobaczyłam jak mierzy mnie wzrokiem.
- Nie no, zawsze mogło być gorzej! - uśmiechnął się szczerze do mnie.
Wtedy cała moja frustracja sięgnęła zenitu. Jak można było rzucić taki głupi tekst bez żadnego przepraszam, albo czegokolwiek milszego, okazującego skruchę. Przecież to ja będę siedziała na hali w mało komfortowej sytuacji i to ja musiałam się zmierzyć z tymi wszystkimi spojrzeniami i szeptami skierowanymi do mnie. Wściekła złapałam za kubek z jego kawą i wylałam resztę na niego.
- Zawsze mogło być gorzej, bo kubek mógł być pełny - ironizowałam i dumnie przeszłam obok niego.
Zaraz dołączyła do mnie przyjaciółka i patrzyła na mnie z rozwartymi ustami.
- No co? - rzuciłam i weszłyśmy na główną halę.
Zajęłam miejsce obok Karola, który od razu zapytał, co się stało. Ja jednak nie miała ochoty tłumaczyć całej tej sytuacji. Poza tym, wiedziałam, że chłopak zacznie dopytywać się o siatkarza, a na pewno wytknie mi moje zachowanie, więc dość łagodnie, ale skutecznie, zbyłam go.
Niestety, po zażartym boju pierwszy mecz Ligii Światowej przegraliśmy w tie-breaku. Wszyscy cicho liczyliśmy na zwycięstwo, a świetny sezon plusligii i zeszłoroczne zwycięstwa rozbudziło tylko nasz nadzieje. Wracaliśmy w ponurych nastrojach, zawiedzeni tym, że naszym bohaterom nie udało się. Nawet nie byliśmy w nastrojach na własną analizę meczu z Rosją. Każdy dzisiaj wracał osobno, mimo że nadal była nas czwórka.
Kolejnego dnia jechał ze mną już tylko Karol. Inga z Arkiem nie zakupili biletów na dzisiejszy mecz, bo odkładali pieniądze na ich pierwszą rocznicę. Wiedząc jak bardzo dziewczyna zaangażowała się w ten związek, nawet mnie to nie dziwiło.
W drodze na halę opowiedziałam chłopakowi wczorajszą przygodę. On natomiast słuchał mnie swoimi świecącymi oczkami, od których ja nie mogłam oderwać moich oczu...
Otóż nasz dwójka była kiedyś blisko... Prawie zostaliśmy parą, jednak los nie chciał nas w pełni złączyć. Mimo tego, ciągle utrzymywaliśmy bliski kontakt, a ja nie traciłam wiary. Inga często powtarza mi, że zachowujemy się dość dwuznacznie i często flirtujemy, chociaż chłopak nigdy nie traktował mnie jako “dobrego materiału” na dziewczynę. Miał 25 lat, ja 22 i raczej uważał mnie jako swoją drugą młodszą siostrę. Trochę cierpiałam z tego powodu, bo w moim życiu był okres, kiedy pragnęłam się z nim związać i pałałam gorącym uczuciem do niego. Teraz się już opanowałam, mimo to ciągle uważam, że Karol byłby świetnym partnerem.
Na hali byliśmy jednymi z pierwszych i oglądaliśmy trening, a jednocześnie obstawialiśmy wynik. Dość emocjonalnie poruszyliśmy również temat, czy dzisiejszego wieczoru nasza reprezentacja miała większe szanse na wygraną. Raczej byliśmy sceptycznie nastawieni po wczorajszym długim meczu. Uznaliśmy, że nasi zawodnicy nie zregenerują sił, a wczorajsze zmęczenie będzie ciągle dawało o sobie znać. Ku zaskoczeniu wszystkich kibiców dzisiejsze spotkanie potoczyło się całkiem inaczej. Wygraliśmy z Rosją 3:1, a chłopcy pokazali się z świetnej strony. Świeża, zmotywowana i gotowa do wszelkich poświęceń, taka drużyna zaprezentowała się na parkiecie i również tak poprowadziła ten mecz. Oczywiście, z Karolem jako zapaleni kibice, przekrzykiwaliśmy samych siebie. Zostawiając nasze gardła na trybunach. Po meczu w całkiem odmiennych nastrojach niż dnia poprzedniego, wróciliśmy do domu, w którym mieszkał młody mężczyzna. Mimo, że było późno, zrobiliśmy pizze i spędziliśmy miły wieczór. Po czym Karol odwiózł mnie do domu.
Jestem dziwna-nie lubię imienia Karol ;_; Wielbię tylko Kłosa i czekam na zaognienie relacji z Włodim *-*
OdpowiedzUsuńTo dobrze :) Akurat ten Karol nie przypadnie Ci do gustu :)
Usuń