Wiele się zmieniło w moim życiu przez ten miesiąc. Inga porozmawiała ze swoim bratem, który nadal śmiało twierdził, że nasza przyjaźń przerodziła się w coś więcej i chce spróbować. Ja natomiast byłam szczęśliwa, że będę miała takiego mężczyznę przy swoim boku. Przystojny blondyn, który od zawsze był cudownym przyjacielem. Sądziłam, że związek będzie wręcz zahaczał o sfery idealne. Jednak rzeczywistość minęła się całkowicie z moimi oczekiwaniami. Karol wpadał do mnie wieczorami, bez zapowiedzi tylko na szybki numerek, a ja budziłam się ciągle sama wśród promieni słońca lub dźwięku deszczu stukającego o parapet, bo mężczyzna wybywał wczesnym świtem.
Uznaliśmy już oboje to za jakąś rutynę naszego życia i znikąd staliśmy się parą. Nawet nie zapytał, czy chce, czy jestem gotowa, po prostu zaczęliśmy chodzić po mieście trzymając się za te głupie dłonie i migdalić publicznie. W weekendy za to, Karol zostawał nawet na śniadanie. Był to jedyny czas, kiedy budziłam się przy ukochanym, kiedy czułam się bezpieczna.. Przy drobnych pogaduchach, uśmiechach spożywaliśmy posiłek i na tym kończyła się nasza przygoda. O rozmowie, problemach nie było nawet mowy, mężczyzna był tak zabiegany. Na początku byłam w szoku jak można się tak zmienić, ale szybko się do tego przyzwyczaiłam, bo zależało mi, aby móc powiedzieć, że "on jest mój i tylko mój".
Jedynie wypady wśród przyjaciół były niczym bajka. Karol zmieniał się nie do poznania, przybierał inną "gębę", taką jaka żyła w mojej wyobraźni. Stawał się czuły, troskliwy. Ciągle mnie obejmował i szeptał coś miłego do ucha. Czas kiedy na prawdę czułam się kochana i unosiłam się jak skowronek nad ziemie. Mimo, że było to chwilowe, dwie lub trzy godziny to było to warte tego całego związku.
Nie rozmawiałam też o tym z przyjaciółką. Nie znała go z tej strony i bałam się, że nie uwierzy w moje słowa, przecież to był jej brat "nikt tak dobrze nie zna go jak ona!"
W końcu rozpoczęły się nasze upragnione wakacje. Planowaliśmy wykorzystać je w pełni. W środku lipca udaliśmy się na dwa tygodnie do Lubina. Mieszkała tam dalsza rodzina Ingi i Karola, z którą byli bardzo zżyci.
Na miejscu znaleźliśmy się późnym popołudniem i widok, który zobaczyłam zaparł mi dech piersiach. Ujrzałam starą chatę, w której rodzina musiała mieszkać od pokoleń. Państwo Godlińscy, bo tak nazywali się gospodarze, oprowadzili nas po mieszkaniu i wskazali pokoje. Wyjaśnili, że prowadzą ten budynek jako nieduży pensjonat. Po przekroczeniu progu doznałam jeszcze większego szoku, bo umeblowanie i wystrój wcale nie przypominało widoku z zewnątrz. Przytulny z nowoczesnymi wstawkami.
Dostałam pokój razem z partnerem i zaraz się rozpakowaliśmy, a potem zeszliśmy do salonu, gdzie czekali już na nas państwo Godlińscy. Zaczęliśmy rozmawiać. Nie obyło się oczywiście bez alkoholu, który miał rozluźnić atmosferę.
Pani Maryla wraz z panem Ryszardem poczęli wspominać wspólnie spędzane wakacje z Ingą i Karolem, jak to byli mali i jakie szalone pomysły przychodziły im do głowy. Stwierdzili nawet, że z upragnieniem czekali na koniec wakacji i chwilę wytchnienia, bo gorszych urwisów nigdy nie widzieli. Po paru kieliszkach palnęli nawet ich wstydliwe chwile z przeszłości, a mi i Arkowi opowiadali, ze szczegółami, historię ich rodziny. Wypiłam z trzy kieliszki nalewki i źle się poczułam.
W Lubinie było całkiem inne powietrze niż w Gdańsku, ciepłe i ciężkie, a alkohol dodatkowo mnie rozgrzał. Zrobiło mi się słabo i poprosiłam o pozwolenie na spacer gospodarzy, którzy lekko zawiedzeni, że odchodzę od towarzystwa ostatecznie przystali na moją prośbę.
Wyszłam na dwór i głęboko odetchnęłam, ale nic to nie zmieniło. Postanowiłam, że i tak skorzystam z okazji i przejdę się. Ruszyłam w kierunku centrum miasta, aby oglądnąć rynek. Miasto zaczynała tętnić nocnym życiem.Ulice zalewane były przez młodych ludzi, którzy wreszcie odważyli się wyjść zaszaleć i wykorzystać przywileje ich wieku. Powoli zapadał wieczór i zrobiło się trochę chłodniej, a ja zaraz poczułam się lepiej.
Wróciłam do pensjonatu po niecałej godzinie. Nie pewnie weszłam, ale zaraz usłyszałam śmiechy i krzyki. Wszyscy byli już pijani, chociaż po gospodarzach widoczne było to najmniej. Ukłoniłam się i ruszyłam w stronę pokoju. Nie miałam ochoty już pić, obawiałam się, że alkohol znowu pogorszy moje samopoczucie.
Od razu otworzyłam okno i położyłam się na łóżku. Wpatrując się w sufit, zaczęłam rozmyślać, czy jestem szczęśliwa. Mimo, że zawsze chciałam być z Karolem to nie wiedziałam, czy ten związek jest odpowiedni. Nawet, gdy leżałam obok niego czułam się samotna.
-Gdzie byłaś? - usłyszałam partnera
Otworzyłam powoli oczy, przecierając je. Ujrzałam wtedy mężczyznę opartego o framugę i leniwie podniosłam się z łóżka.
-Na spacerze - odparłam - Jesteś kompletnie pijany… - westchnęłam głośno.
-Gdybyś choć raz mogła zachować się normalnie.. A ty po prostu sobie wyszłaś - zaczął dukać pijanym głosem. - Wstyd mi, że nie chcesz poznać mojej rodziny! - podniósł ton.
- Daj spokój, nie będę z Tobą rozmawiała w takim stanie. Lepiej się połóż! - rzuciłam do niego i skierowałam wzrok na otwarte okno.
-To ty mnie słuchaj! Jesteś beznadziejna i żałuje, że z Tobą jestem rozumiesz, nie kocham Cię! nigdy nie kochałem i nigdy nie pokocham!
-Skończ już! - warknęłam na niego.
Mężczyzna podszedł do łóżka chwiejnym krokiem i złapał w jedną rękę moje policzki.
-Jesteś zwykłą dziwką - powiedział patrząc mi w oczy - wypierdalaj stąd, nie będę z taką kurwą spał pod jednym dachem - krzyknął.
W końcu go odepchnęłam i uderzyłam siarczyście w policzek.
-Nie jestem kurwą! rozumiesz! - powiedziałam cicho i stanowczo do niego.
Zaraz wyszłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia. Jednak na schodach trafiłam na Ingę, która uwiesiła mi się na szyi.
-Zuzanno.., nie! Zuziu. Tak! Zuziu, kocham Cię! Dla Ciebie i mogłabym również zostać lesbijką i mogłabym mieć z Tobą dzieci, wiesz? Kocham Cię! Tylko nie mów nic Arkowi, dobrze? ale nie, nie mów.
Spojrzałam na nią z politowaniem, jak mogła doprowadzić się do identycznego stanu jak jej brat.
-Też Cię kocham i obiecuje, że nic nie powiem Arkowi, spokojnie - odparłam łagodnym głosem. - A teraz chodź odprowadzę Cię do pokoju, bo sama chyba nie dasz rady...
Dziewczyna zaczęła głośno protestować, a na schodach zjawił się Arek, który był w o wiele lepszym stanie niż rodzeństwo.
-Zostaw, ja już się nią zajmę. - powiedział ciepło.
-Jak dobrze, że chociaż ty jesteś trzeźwy. Dzięki.
Zeszłam ze schodów. W salonie wyciągnęłam z portfela pięćdziesiąt złotych, które schowałam do kieszeni szortów i ruszałam na miasto. Najpierw skierowałam się w stronę centrum, a potem w jego wschodnią część . W końcu skręciłam w jedną z bocznych i mniej zaludnionych uliczek, przez którą szłam dość żwawym krokiem.
Byłam wściekła, za to co powiedział Karol, ale wiedziałam, że była to prawda. Chłopak nic do mnie nie czuł, a ja robiłam wszystko, żeby go nie stracić. Związał się ze mną tylko ze względu na aspekt seksualny i tak samo, bez żadnych zobowiązań mnie traktował.
Byłam wściekła, za to co powiedział Karol, ale wiedziałam, że była to prawda. Chłopak nic do mnie nie czuł, a ja robiłam wszystko, żeby go nie stracić. Związał się ze mną tylko ze względu na aspekt seksualny i tak samo, bez żadnych zobowiązań mnie traktował.
Przeszłam obok małego sklepiku i zatrzymałam się. Spojrzałam na niego i szybkim, krokiem weszłam po schodkach. Nie było kolejki, więc rzuciłam do ekspedientki.
-Pół litra poproszę.
Kobieta spojrzała zaskoczona i odłożyła gazetę.
- Jaką?
-Obojętnie co pani da, byle czysta.
Wybrała jedną z nich i nabiła cenę.
-38,99. Co, zły dzień?
-Powiedzmy..
Zapłaciłam jej i wyszłam pośpiesznie ze sklepu. Pokręciłam się w okolicy i zasiadłam na schodach jednej z kamienic. Odkręciłam szklaną butelkę i wzięłam większego łyka.
Mocno zamknęłam oczy i przełknęłam. Czułam jak trunek rozpala mi przełyk, nie czekając wzięłam jeszcze jeden.
Nie chciałam płakać. Bolały mnie słowa mężczyzny, ale wiedziałam, że to prawda, że to wszystko było prawdą... Stałam się osobistą dziwką Karola, który korzystał ze mnie, kiedy miał ochotę. Już sama nie wiedziałam, czy coś do niego czułam, czy męczyłam się z nim ze względu na Ingę. Pociągnęłam jeszcze jeden łyk z butelki i odkaszlnęłam nieprzyjemny smak.
Z kamienicy na przeciwko wyszedł mężczyzna, ale nie przyglądałam mu się. Nie czułam też żadnych oporów i jeszcze raz napiłam się alkoholu. Coraz ciężej mi wchodził, był ciepły i gorzki, dawno nie piłam tak obrzydliwej czystej, może ze względu na jej temperaturę.
Mężczyzna widząc to podszedł w moim kierunku, a ja ze spuszczoną głową siedziałam wpatrując się w szkło. Źle się z tym czułam, pijąc sama na schodach jednej z kamienic, ale jeszcze gorsze były słowa Karola..
-Nie wypada pić samej dziewczynie wódki. - powiedział łagodnym głosem.
Dreszcz przeszedł całe moje ciało. Doskonale wiedziałam, kto to powiedział, więc milczałam w nadziei, że odejdzie.
Jednak on się nie poddał. Wyrwał butelkę z ręki i oglądnął etykietę.
Jednak on się nie poddał. Wyrwał butelkę z ręki i oglądnął etykietę.
- Nie no.., zawsze mogło być gorzej - rzekł ciepło.
Wiedziałam, że już nic mnie nie uratuje z tej sytuacji.
- Zawsze mogło być gorzej bo kubek mógł być pełny?! - wymruczałam, pierwsze słowa,które przyszły mi na myśl i akurat były to te same co w hali. Sama nawet nie wiedziałam, czemu akurat te..
-Co ty powiedziałaś? - kucnął przy mnie zaskoczony.
Chwycił mój podbródek i uniósł go delikatnie. Odwróciłam wzrok. Nie byłam mu wstanie spojrzeć w oczy.
-Co ty tutaj robisz? - zapytał zszokowany
-Przyjechałam odpocząć - powiedziałam zrezygnowana.
-Tak się relaksujesz, tak?! - wzburzony podniósł głos.
Uniosłam się i szybko przeszłam obok niego. Znowu nie wytrzymałam i parę łez spłynęło mi po policzku. Chciałam być ponad to wszystko, ponad słowa Karola, ale nawet alkohol był po jego stronie. Skręciłam w jedną z uliczek i oparłam się o ścianę, zgięłam nogę której podeszwa buta też się z nią zetknęła. Nie dość, że dowiedziałam się dzisiaj prawdy o samej sobie, to dodatkowo w oczach Włodarczyka wyszłam na alkoholiczkę. Odetchnęłam głęboko kierując wzrok w niebo. Mieniło się kolorami zachodzącego słońca.
Nagle ujrzałam na drodze Wojtka. Odkleiłam się od muru kamienicy i ruszyłam dalej przed siebie.
-Czekaj! - złapał mnie za ramię.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam i wyrwałam się.
Znowu nie odpuścił. Szarpnął mnie i obrócił w swoją stronę.
-Czego chcesz? - syknęłam zawistnie.
Patrzyłam w jego oczy. Znowu w te czekoladowe, głębokie ślepia, tonęłam w nich.. Łagodne rysy twarzy, zniewalający uśmiech. Wyczuwałam jego ciepły dotyk na skórze. Serce przyśpieszyło, a oddech stawał się coraz cięższy. Gdy usłyszałam jego głos, skupiłam się na wargach mężczyzny, które wypowiedziały parę słów.
-Wielu rzeczy, a ty?
Zawahałam się. Wiedziałam tylko, że w jego obecności zaczęłam wariować.
- Ciebie - wymruczałam
Chwyciłam jego odpiętą bluzę i przyciągnęłam go do siebie. Moje usta spoczęły na jego lekko rozchylonych wargach i staliśmy tak przez chwile. Dłuższą chwilę. Mężczyzna w końcu odwzajemnił pocałunek. Złapał za moje pośladki i podniósł. Oplotłam go nogami, a on przyparł mnie do muru, o który sama przed chwilą się opierałam. Zatracałam się w delikatnych ruchach jego języka, w zmysłowych, dzikich i pogłębianych pocałunkach, w ciepłych dłoniach, które masowały moje piersi. Szybko odgarnął włosy z szyi i zaczął muskać ją wilgotnymi wargami. Nabrałam powietrza i wygięłam klatkę piersiową.
- Jak często ludzie chodzą tędy o tej godzinie? - powiedziałam zdyszana.
- Już chyba coraz rzadziej. - oderwał na chwile usta od mojego dekoltu.
- To dobrze - szepnęłam.
Zachłannie ściągnęłam z niego bluzę. Położyłam chłodne ręce na jego brzuchu i powoli zaczęłam unosić je do góry, delikatnie wbijając paznokcie w jego tors. Nie opierał się, wręcz przeciwnie jemu samemu podobała się ta gra.
Gdy ponownie rozłączył się z moją rozgrzaną skórą, aby zaczerpnąć powietrza, ściągnęłam z niego koszulkę. Nie czekał, równie pochopnie zrobił to samo i znowu zatopił się w moich ustach. Łapczywie i namiętnie całując. Jego lewa ręka powędrowała pod mój stanik.
-Wiecie co, tak na ulicy… powinniście się wstydzić - usłyszeliśmy głos, cichy głos.Gdy ponownie rozłączył się z moją rozgrzaną skórą, aby zaczerpnąć powietrza, ściągnęłam z niego koszulkę. Nie czekał, równie pochopnie zrobił to samo i znowu zatopił się w moich ustach. Łapczywie i namiętnie całując. Jego lewa ręka powędrowała pod mój stanik.
Natychmiast się od siebie odseparowaliśmy, a zza ramienia Wojtka, ujrzałam starszą kobietę.
-Dawno się nie widzieliśmy i tak wyszło… Młodość! - odpowiedziałam kobiecie wyjątkowo radośnie.
Ona pokręciła tylko głową. Oparłam czoło o ramię mężczyzny i zaczęłam się śmiać. On mnie mocno przytulił i również parsknął cichym śmiechem.
-Podoba mi się ta “młodość” - mówił składając delikatne pocałunki na moim karku i ramieniu.
Zachowaliśmy się szczeniacko, ale to było w tym wszystkim najlepsze. Impuls, afekt, wszystko buzowało, jego ciepło, było czymś czego pożądałam i nie czułam żadnych oporów.
Nasze koszulki leżały przy nogach siatkarza, a jeszcze chwile i znalazłby się tam również mój stanik, a wszystko działo się w małej uliczce po dwudziestej trzeciej chyba...
Nasze koszulki leżały przy nogach siatkarza, a jeszcze chwile i znalazłby się tam również mój stanik, a wszystko działo się w małej uliczce po dwudziestej trzeciej chyba...
Korzystając z okazji wpiłam się w kark Wojtka i powoli kierowałam się w górę, po szyi, żuchwie i namiętnie pocałowałam jego ucho, do którego zaraz szepnęłam.
-Muszę już iść..
Zostałam w tej samej pozycji składając mu drobne pocałunki.
-Musisz? - powiedział zawiedziony.
-Przepraszam - znowu szepnęłam.
W końcu się wyprostowałam a on znowu zbliżył nasze wargi i subtelnie pocałował. Jego ręka powędrowała w moje włosy. Cała drżałam z podniecenia. Odchyliłam się i ponownie wypięłam klatkę piersiową, a chłopak zjechał niżej i złożył już tylko cztery pocałunki na moim podbródku, szyi, dekolcie i ostatni na czole. Rozplotłam nogi, a on ostrożnie postawił mnie na ziemi. Czułam jak jego przyrodzenie ociera się o moje udo i kieruje coraz wyżej.
-Chyba komuś było za dobrze - mruknęłam cicho.
-Chyba nie tylko mi, co? - zapytał przyciskając swoje biodra do mojego ciała, żeby mnie sprowokować.
Zaraz moje dłonie mocno dociskane do jego ciała powędrowały od pasa w dół spodni. Wojtek, mruknął mi tylko cicho do ucha, przygryzając je.
-Nie licz na nic więcej, też lubię być prowokatorką - wyjęknęłam drżącym głosem - a teraz możesz podać mi koszulkę.
Mężczyzna zaraz sięgnął po nie i złożył mniejszą w moich rękach. Wpatrywałam się uważnie w jego idealne ciało, które powoli zakrywał opadający materiał, a potem nasz wzrok się spotkał jeszcze raz.
-Chyba komuś było za dobrze - mruknęłam cicho.
-Chyba nie tylko mi, co? - zapytał przyciskając swoje biodra do mojego ciała, żeby mnie sprowokować.
Zaraz moje dłonie mocno dociskane do jego ciała powędrowały od pasa w dół spodni. Wojtek, mruknął mi tylko cicho do ucha, przygryzając je.
-Nie licz na nic więcej, też lubię być prowokatorką - wyjęknęłam drżącym głosem - a teraz możesz podać mi koszulkę.
Mężczyzna zaraz sięgnął po nie i złożył mniejszą w moich rękach. Wpatrywałam się uważnie w jego idealne ciało, które powoli zakrywał opadający materiał, a potem nasz wzrok się spotkał jeszcze raz.
-Nie mogę - powiedział porywczo.
Przyparł mnie mocno do ściany swoim ciałem. Znowu poczułam dość wyraźnie wbijającą się jego męskość we mnie. Złożył dłonie na mojej twarzy, unosząc ją ostrożnie do góry, ciągle pocierając kciukami o policzki. Zbliżył niebezpiecznie nasze usta i zawisł tak na chwilę. Sama położyłam moje drobniejsze rączki na jego szczęce i patrzyłam mu głęboko w oczy. Cała ta sytuacja budowała napięcie wzajemnego pożądania. W końcu pocałował mnie, coraz bardziej pogłębiając gest. Jego wargi pieściły moją skórę a język otulał mój. Dłonie mężczyzny znowu powędrowały pod moją koszulkę i cała upojna chwila rozpoczynała się na nowo. Wiedziałam, że nie mogę teraz dać się ponieść temu uczuciu. Nie wróciłabym na tą noc do domu i nie mogłabym spojrzeć w oczy rodzinie Karola… Właśnie, jeszcze Karol.
Złożyłam ręce na klatce mężczyzny i delikatnie odepchnęłam go. Na jego twarzy malowało się zawiedzenie przerwanego gestu. Odetchnęłam, łapczywie chwytając powietrze do płuc i złożyłam ostatni pocałunek, szybki, czuły na jego ustach i poszłam w swoim kierunku. Nie obróciłam się, nie mogłam. Gdybym to zrobiła, zaraz znowu zatopiłabym się w jego objęciach.
- Zuzia - w końcu wyjawiłam mu swoje imię - życzę Ci abyś przespał tą noc. - dodałam na tyle głośno żeby mnie usłyszał, ale nie zaszczyciłam go moim spojrzeniem.
- Módl się, abyś zasnęła tą i kolejną beze mnie. - opowiedział nonszalancko.
Odchyliłam rękę do tyłu i wyprostowałam najdłuższy palec w kierunku Włodarczyka.
Zaczęłam się kręcić po mieście. Podniecenie i pożądanie Wojtka jeszcze nie ustało. Co chwile przypominały mi się szczegółu naszego incydentu. Zagryzałam płomiennie wargi. Nie wiedząc, gdzie mam iść, kołowałam wśród małych uliczek. W końcu poczułam, że żyje. Doznałam prawdziwe pragnienie drugiej osoby. Żaden seks z Karolem, nie był tak intensywny te dziesięć czy dwadzieścia minut z siatkarzem. Gdy emocje zaczęły ze mnie opadać, rozpoznałam drogę do pensjonatu.
Uchyliłam delikatnie drzwi i cicho weszłam. Ściągnęłam buty i ruszyłam w stronę pokoju, niczym nastolatka, która wróciła zbyt późno z imprezy. W salonie jednak natknęłam się na panią Marylę.
-Dziecko, wszystko w porządku? - Zatrzymała mnie. -Słyszałam, tą waszą kłótnie z Karolkiem, on był pijany, nie przejmuj się tak...
-Jak się przeszłam i uspokoiłam wszystko już dobrze, nie musi się pani przejmować - uśmiechnęłam się życzliwie do niej. -Mogłabym dostać tylko na tą noc inny pokój. Nie chce denerwować Karola, pewnie nawet jeszcze nie wytrzeźwiał, a o tej godzinie wolę unikać awantur - dodałam.
Spojrzała na mnie nieufnie, ale się zgodziła. Wskazała mi nowe pomieszczenie i życzyła dobrej nocy.
Wkroczyłam do pokoju i otworzyłam okno, na którym usiadłam. Wpatrywałam się w lśniące gwiazdy na ciemnym niebie. Wiedziałam, że parę ulic stąd jest ktoś, kto nie potrafi przestać o mnie myśleć. Czuje tak jak ja, usta drugiej osoby na swoich wargach. Nie mogąc już doczekać się kolejnego spotkania, ponownego dotyku i pocałunku.
___________________________________________
Kolejna część, osobiście uważam, że jedna z lepszych na ten moment :)
***
Jest 01:30 już we wtorek a ja jeszcze edytuje ten tekst. Mam nadzieję, że moja praca się opłaci, a wy będziecie zachwyceni po przeczytaniu.
Gorącą proszę o jakiś komentarz, o daniu znaku życia, bo każde słowo niezwykle cieszy.
***
Ze względu, że wyjeżdżam na parę dni kolejny rozdział może pojawić się trochę później. Ten post, zresztą już ukazuje się pod moją nieobecność. Jak wrócę wszystko nadrabiam i bawimy się dalej, a teraz trzymajcie się ciepło i dopingujcie naszych chłopców w czwartek i piątek <3
*przepraszam za błędy i chaotyczność, ale jestem już zmęczona :)
JESTEM!
OdpowiedzUsuńStandardowo przepraszam, że z opóźnieniem.
Delivery i co ja mam Ci napisać?
Głupie podoba mi się nie wystarczy.
1. -To ty mnie słuchaj! Jesteś beznadziejna i żałuje, że z Tobą jestem rozumiesz, nie kocham Cię! nigdy nie kochałem i nigdy nie pokocham!
-Skończ już! - warknęłam na niego.
Mężczyzna podszedł do łóżka chwiejnym krokiem i złapał w jedną rękę moje policzki.
-Jesteś zwykłą dziwką - powiedział patrząc mi w oczy - wypierdalaj stąd, nie będę z taką kurwą spał pod jednym dachem - krzyknął. - NIENAWIDZĘ! no po prostu cholera mnie bierze gdy facet wyzywa kobiete, obojętnie czy jest jego zoną, matką siostrą, byłą, dziwką kimkolwiek. KOBIETA TO KOBIETA.
2.-Zuzanno.., nie! Zuziu. Tak! Zuziu, kocham Cię! Dla Ciebie i mogłabym również zostać lesbijką i mogłabym mieć z Tobą dzieci, wiesz? Kocham Cię! Tylko nie mów nic Arkowi, dobrze? ale nie, nie mów. - prawie jak ja po alkoholu, ale jak już przegnę.
3.Patrzyłam w jego oczy. Znowu w te czekoladowe, głębokie ślepia, tonęłam w nich.. Łagodne rysy twarzy, zniewalający uśmiech. Wyczuwałam jego ciepły dotyk na skórze. Serce przyśpieszyło, a oddech stawał się coraz cięższy. Gdy usłyszałam jego głos, skupiłam się na wargach mężczyzny, które wypowiedziały parę słów.- nienawidzę Cię za to.. MATKO! TO JEST TAKIE GENIALNE. i zaś mi się WW wkręcił.
Ogólnie to ja nie umiem zdzierżyć Bartmana i większość dobrych blogów nie czytam - ok żadnego z Bartmanem nie czytam bo go kuźwa nie trawię, ale wiesz co? Gdyby to powyżej było o Bartmanie, a nie WW to myślę że i tak bym tutaj była bo to mi się tak cholernie podoba.
I Zuzia jest taka prawdziwa. Tak cholernie i czasami jak czytam to mam takie deja vu, że normalnie nie wierzę..
Ja jestem ciekawa jak Ty to rozkręcisz, ale jest szał i mi się to tak podoba że ja tutaj zostaje i wiesz że się nigdzie stąd nie ruszam.
UWIELBIAM CIĘ ZA TO OPOWIADANIE.
WINKO! Cieszę się, że jesteś, cieszę się, że Ci się tak podoba, cieszę się, że czytasz!
UsuńCoś czuje, że mogę Cię jeszcze zaskoczyć z dalszą akcją :D Mam nadzieje, ze tak samo się będziesz wkręcała w następne.
Czekam na twoje z WW i doczekać się nie mogę wiesz.. Dlatego bierz się za nowy rozdział :* i widzimy się u Ciebie :)
Ostatnio cierpię na brak wolnego czasu, więc rozdziały będą ukazywały się nieco później niż dotychczas.
UsuńMam jednak nadzieję że WW i KK jednak równie mocno Cię zainteresują i chciałabym Cię zaprosić w imieniu swoim i Em na 3 rozdział ;)
http://idealna-niedoskonalosc.blogspot.com/
O mamuniuuu...
OdpowiedzUsuńNadrobilam! I powiem Ci jedno: to jest cudowne! Wojtek taki pewny siebie, ale zarazem kochany :) a Karola to ja bym już dawno w cztery litery kopnęła. Dziękuję.
Pozdrawiam.
Em.
Niesamowicie cieszę się, że tu jesteś, nadrobiłaś i mogę na Ciebie liczyć! Mam nadzieje, że kolejne rozdziały będą równie ciekawe i Cię wciągną :)
Usuń