Kolejnego ranka pierwszą rzeczą jaką sprawdziłam była pogoda. Widocznie nadszedł ciepły front z południa, ponieważ temperatury były niezwykle wysokie, typowo letnie jak na koniec maja. Postanowiłam nie zwlekać tylko korzystać z tej pogody, udać się na plażę i poopalać, a może nawet pouczyć się tam. W łazience czym prędzej się ogarnęłam, założyłam strój kąpielowy i zabrałam wszystkie niezbędne rzeczy, po czym wręcz wybiegłam z domu na tramwaj. W drodze czytałam podręcznik słuchając ulubionych kawałków, ponieważ znalazłam sobie zajęcie, czas minął mi bardzo szybko. Na plaży zjawiłam się przed samym południem i rozłożyłam się. Ściągnęłam ubrania, a nałożyłam okulary przeciwsłoneczne i powróciłam do nauki na kocu wśród rozgrzanego piasku.
Od książek oderwał mnie fakt, że poczułam jak od mojego pośladka odbiła się piłka. Stwierdziłam, że nie ma sensu reagować i wróciłam do czynności. Za parę minut poczułam to drugi raz, a potem kolejny. Chociaż byłam prawdziwym nerwusem, nie chciałam wdawać się w kłótnie, ale w końcu nie wytrzymałam. Wyciągałam słuchawki z uszu, podniosłam się i obróciłam. Moim oczom ukazała się mała grupka facetów, ale nie widziałam ich dokładnie, bo stali pod słońce.
- Darujcie sobie te końskie zaloty! - krzyknęłam.
- Ładne masz krągłości! - Odpowiedział jeden z nich.
Postanowiłam przedstawić im mojego środkowego palca i wróciłam znowu do nauki. Za sobą usłyszałam jeszcze jakieś krzyki, ale całkowicie nie przejmowałam się z nimi. Po jakiś piętnastu minutach znowu poczułam piłkę na moim pośladku, która spadła przy mojej głowie. Odłożyłam wszystko i wstałam wraz z nią, czekając na właściciela. Widziałam mężczyznę, który truchtem ruszył w moją stronę, gdy tylko zbliżył się zdałam sobie sprawę, że to ten palant z hali.
Postanowiłam przedstawić im mojego środkowego palca i wróciłam znowu do nauki. Za sobą usłyszałam jeszcze jakieś krzyki, ale całkowicie nie przejmowałam się z nimi. Po jakiś piętnastu minutach znowu poczułam piłkę na moim pośladku, która spadła przy mojej głowie. Odłożyłam wszystko i wstałam wraz z nią, czekając na właściciela. Widziałam mężczyznę, który truchtem ruszył w moją stronę, gdy tylko zbliżył się zdałam sobie sprawę, że to ten palant z hali.
- To znowu ty?! - zaczął zniechęcony.
Jak zwykle krew mnie zalała. Mężczyzna nie podjął znowu żadnej próby przeprosin, tylko od razu palnął wyrzut w moim kierunku. Porzuciłam piłkę i kopnęłam ją w stronę morza.
Jak zwykle krew mnie zalała. Mężczyzna nie podjął znowu żadnej próby przeprosin, tylko od razu palnął wyrzut w moim kierunku. Porzuciłam piłkę i kopnęłam ją w stronę morza.
- Oh, chyba pomyliły mi się kierunki! - syknęłam do niego z nienawiścią.
- Zwariowałaś?! Co z Tobą jest nie tak?! - odezwał się zimno.
- Ze mną?! To ty, zachowujesz się jak jakiś żałosny nastolatek, który nawet nie zna słowa przepraszam! - rzuciłam nerwowo do niego.
Mężczyzna spojrzał na moją rozgniewaną minę, machnął ręką i pobiegł w stronę morza po piłkę. Ja natomiast ponownie położyłam się na kocu. Serce waliło mi jak głupie, a ręce drżały. Założyłam okulary i obserwowałam wracającego Włodarczyka. Widziałam, że kątem oka spojrzał na mnie, a ja powiedziałam tylko cicho pod nosem "kretyn". Byłam wściekła. Znowu trafiłam na niego i znowu było to mało przyjemne spotkanie. Najpierw kawa na białej bluzce, a teraz głupie zaloty. Wiedziałam, że ponownie w jego oczach nie zaprezentowałam się najlepiej, jednak gdyby on zachował się, chociaż trochę dojrzalej to myślę, że wszystko potoczyłoby się inaczej. Zaczęłam się zastanawiać jak nasza relacja wyglądałaby w całkiem innych okolicznościach. Czy zostalibyśmy przyjaciółmi, a może nawet kimś więcej? Chociaż prędzej uwierzyłabym w przelotną znajomość, bo przecież takich dziewczyn jak ja, miał wokół siebie po pęczki. Zaczęłam żałować, że wszystko tak się potoczyło, a ja już pewnie nigdy lepiej go nie poznam.
Wzrok mój utkwił na niedużych białych bałwanach, które ginęły rozbijając się o brzeg. Kolejne fale również śmiało parły przed siebie i kończyły tak samo, znikały wśród piasku. Ten zwykły i codzienny widok uświadomił mi coś. Pewne zachowania są po prostu niezmienne. Włodarczyk zawsze zachowałby się podobnie, czyli wyprowadziłby mnie z równowagi niezależnie od sytuacji w jakiej byśmy się spotkali, więc moje gdybanie było bezsensowne. Los dał mi drugą możliwość natknięcia się na niego, a i ta również zakończyła się fiaskiem, więc rozmyślania nad tym jest tak tragiczne jak żywot "odważnych białych bałwanów".
Z drugiej strony, zmiana własnego postępowania mogłaby odmienić każde nasze spotkanie. Jednak, czy my, w krótkiej chwili jesteśmy w stanie opanować wszystkie emocję i zaprezentować się z tej lepszej strony? Bo przecież, czemu to my mamy dążyć do zmiany dla drugiego człowieka?! Czemu chociaż ten jeden raz, ktoś nie może zrobić czegoś dla nas?! Czy jesteśmy w stanie dokonać tego przed całkowicie obcą osobą...? A jeżeli tak, to jak do tego dążyć...?.
Przed siedemnastą zaczęłam się zbierać. Byłam bardzo wygładzona, bo jak zahipnotyzowana słońcem wybiegłam z domu bez śniadania. Wiedziałam, że czeka mnie ponad godzinny powrót do domu, więc nie zastanawiając się ani chwili dłużej wrzuciłam wszystkie rzeczy do torby. Na siebie założyłam tylko szorty, po czym wyszłam z plaży.
Gdy zatrzymałam się przy murku podeszło do mnie trzech podchmielonych facetów z knajpy i zaczęli mnie zaczepiać. Szybko ubrałam koszulkę, żeby ich nie prowokować. Chwyciłam za torbę i chciałam ruszyć już na przystanek, gdy mężczyźni zostawili mi drogę.
Poczułam jak jeden mocno chwycił mnie za pośladek.
Poczułam jak jeden mocno chwycił mnie za pośladek.
- Łapy przy sobie pijusie! - rzuciłam nerwowo
- Oh.., Jaka mała buntownicza z naszej koleżanki. - powiedział plączącym się głosem - Ciekawe, czy cycuszki masz jak pośladki. - dodał zaraz.
Nie czekając, uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.
- O nie..., księżniczko, tak bawić się nie będziemy! Chłopaki...
Poczułam jak łapią mnie za ramię i zaczynają gdzieś ciągnąć. Nikt oczywiście nie zareagował, a ja zaczęłam się szarpać i krzyczeć.
- Puszczajcie! - syknęłam
- Nie słyszeliście, co Pani powiedziała? - usłyszałam głos za nami.
Nagle jeden facet leżał już na ziemi, a dwójka pozostałych puściło mnie i rzuciło się na mojego wybawcę. Obróciłam się i doznałam szoku, bo jedyną osobą, która zechciała mi pomóc był właśnie grający na moich nerwach od paru dni Włodarczyk.
Zaraz do bójki dołączył, powstały na chwiejnych nogach, ich kompan z ziemi. Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam na policje, starając się jakoś pomóc przyjmującemu. Na szczęście, partol będący w okolicy szybko się zjawił i odciągnęli nietrzeźwych facetów od Włodarczyka, a ja padłam na kolana przed nim i chwyciłam jego twarz w moje dłonie.
- Wszystko w porządku? Coś cię boli? - zapytałam zmartwionym i przejętym głosem.
- Nie no.., teraz już chyba wszystko dobrze. - uśmiechnął się do mnie szeroko.
Na ten widok zrobiłam to samo i delikatnie odkleiłam moje dłonie od jego lekko szorstkich policzków, aby sięgnąć po chusteczki. On jednak złapał je i przyłożył w okolicę nosa. Spojrzałam zaskoczona na niego.
- Masz niesamowicie przyjemne chłodne ręce. - zaśmiał się.
Ponownie obdarzyłam go uśmiechem. Wtedy podszedł policjant i poprosił o złożenie zeznań, ale Wojtek odmówił. Stwierdził, że nie chce problemów. Zaraz potem odeszli wraz z trzema mężczyznami zostawiając nas samych.
- Chciałabym Ci się jakoś zrehabilitować, głodny? - zapytałam niepewnie.
- Nie chcę doprowadzić Cię do szału, moją obecnością - parsknął cicho śmiechem.
- Nalegam!
- Przepraszam.. Dziś wieczorem wracam do domu i obawiam się, że nie zdążymy. Poza tym, nic mi się nie stało, gdyby było ich dwa razy więcej, to może miałabyś się za co odwdzięczyć. - odparł łagodnie, po czym się uśmiechnął.
Już nic nie odpowiedziałam, tylko wyciągnęłam chusteczkę i wytarłam delikatnie drobną strużkę krwi, wolno spływającą z nozdrza siatkarza, który patrzył na mnie chwilę z rozchylonymi wargami. Spojrzałam na niego, a on od razu się opamiętał. Wtedy poczułam jak ciepło rozchodzi się po moim ciele, delikatny uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Patrzyłam wprost w jego głębokie ciemne oczy i nie mogłam się otrząsnąć. Chwyciłam mocno jego cieplejszą dłoń, jakbym chciała w niej ogrzać moją, o wiele mniejszą. Kciukiem powoli muskałam jego skórę, otwierając ją z uścisku. Położyłam na nią paczkę chusteczek i szybko puściłam, niczym porażona prądem.
Zaraz zdałam sobie sprawę z całej niezręcznej sytuacji i co przed chwilą zrobiłam, wobec obcego mężczyzny. Czułam jak moje policzki powoli zalewa różowa fala. Odwróciłam wzrok w stronę plaży. Wszystko to robiłam w afekcie nad jego infantylną osobą, a teraz sama jestem tym zażenowana. Odetchnęłam głęboko, aby uspokoić emocje.
- Myślę.., że bardziej Ci się przydadzą, te chusteczki... i radziłabym Ci udać się do lekarza z tym nosem... - zaczęłam bardzo niepewnie - A co do twojego wyjazdu..., to trudno.. Życzę miłego powrotu do domu. - dodałam lekko zawiedziona, ale ciągle speszona.
Razem z młodym mężczyzną powstaliśmy z ziemi i spojrzeliśmy jeszcze raz na siebie.
- Dziękuję.. - szepnęłam - ale muszę już iść - wspomniałam po chwili.
- Drobiazg, ciesze się, że mogłem wcielić się w rolę bohatera i uratować niewiastę w opałach.- odparł ciepło.
Zaśmiałam się, a nasz wzrok jeszcze raz się spotkał, po czym w ciszy się rozeszliśmy. Dopiero potem zdałam sobie sprawę jak bardzo zareagowałam na obecność siatkarza.
Serce znowu waliło, a ręce drżały. Uśmiech nie mógł zejść mi z twarzy, a przed oczami ciągle miałam twarzy Wojtka. Dawno już tak błogo się nie czułam.
W tramwaju wróciłam do moich rozmyśleń, czy nie pewno fala jest symbolem niezmienności. Całe to zdarzenie temu zaprzecza, chociaż siatkarz znalazł się w sytuacji ekstremalnej. Nie wiedziałam, czy można je ze sobą porównywać. Jednak ja też zmieniłam swoje nastawienie do niego, zawsze mogłam mu tylko podziękować i odejść, a tak, okazałam mu trochę empatii. Fala to chyba symbol upartości w dążeniu do celu i nieugiętości. Moim takim białym bałwanem jest fatum, które aż trzykrotnie postawiło na mojej drodze Wojtka, aż w końcu przy spotkaniu zachowaliśmy się jak na ludzi dorosłych przystało. Pomogliśmy sobie wzajemnie, a nawet obdarzyliśmy siebie szczerymi i ciepłymi uśmiechami.
Nie wszystko jest takie trudne, jakby mogłoby nam się wydawać. Odrobina empatii dla drugiego człowieka nie jest czymś niewykonalnym. A najzwyklejszy uśmiech może całkowicie odmienić dzień obcego przechodnia. Właśnie z tego dałam sobie dzisiaj sprawę. Zapragnęłam być jeszcze lepszym człowiekiem, mimo że w moim mniemaniu byłam prawdziwą altruistką. Uśmiech i wyrozumiałość, to są podstawowe cnoty w życiu człowieka żyjącego w społeczeństwie i te dwie wartości ciągle chciałabym w sobie doskonalić, a jednocześnie być przy tym nieugięta jak ta niewielka fala na spokojnym morzu.
Ja mimo wszystko mam nadzieję, że ona go jednak jeszcze spotka..
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny i zostaje tutaj ;)
jest Władek jestem ja :D ten blog wcale nie wygląda jakby był pisany jako pierwszy :) jest świetny :D pzdrawiam i czekam na następny ;)
OdpowiedzUsuńKsiążę uratował niewiastę- jakie to słodkie *-*
OdpowiedzUsuń