Wszystko zaczęło się tego pamiętnego dnia. Mecz Ligii Światowej w trójmiejskiej Ergo Arenie. Ja, Zuzanna Bielska udałam się na mecz z Rosją. Chciałam dopingować Polaków, zobaczyć z bliska grę Kubiaka, Kurka. Spędzić czas z przyjaciółmi. Tylko to się wtedy liczyło. Bez większych zmartwień. Jednak los wobec mnie miał trochę inne plany. Jakiś dupek musiał mnie oblać kawą, jeszcze przed meczem. Gorszego scenariusza wymarzyć sobie nie mogłam. Jakby tego było mało, tym dupkiem okazał się sam Włodarczyk.. Ponoć pech chodzi parami, a szczęście też?
To on zmienił moje życie. Wywrócił o 180 stopni. Przez niego poznałam jak kruchy i zmienny jest łącznik między nienawiścią o miłością i jak łatwo jest popaść w rozpacz. To on pokazał mi czym jest miłość, chociaż po pierwszym spotkaniu chciałam zapomnieć, że ktoś taki istnieje.
Nasze drugie spotkanie przypadło na plaży, gdzie jak na dupka przystało bezczelnie i chamsko mnie zaczepiał, to chyba był on? Zresztą musiał! Naskoczyłam na niego wtedy... Wtedy też jeszcze go nienawidziłam, ale co było zabawniejsze, on potrzebował tylko jednej chwili, aby przywrócić mi wiarę w niego. Był jak czarodziej. Pstryknął palcami i się stało. Chociaż nie mogę zapomnieć tego co zrobił! Wyratował mnie przecież z opresji, stanął w mojej obronie, mimo że nasze wcześniejsze spotkania kończyły się wymianą niezbyt miłych słów. Pokazał mi, że jednak nie jest dupkiem, więc nie miałam wyboru jak tylko to zaakceptować.
Okej przyznaje otwarcie. Jako kobieta nie miałam racji co do niego, pomyliłam się...
Zapomnijcie o tym jak najszybciej proszę..
Jednak on zniknął tak szybko, jak szybko i krótko pojawił się w moim życiu. Ja natomiast żyłam dalej. Zapomniałam o Wojciechu Włodarczyku skupiając się na sobie. Koniec semestru nauka i związałam się z kolejną spierdoliną życiową. No dobra,wtedy był kimś. No dobraaa był tym wymarzonym. Nie wierzę, że się do tego otwarcie przyznałam. Karol Wolski, starszy brat mojej ex przyjaciółki Ingi. Od zawsze się w nim podkochiwałam i śniłam. Znowu nie wierzę, że się do tego przyznaję...
Wiem, niestety tak było.. Był na miejscu, sam.. hmm... okazywał mi swoje zainteresowanie, więc naprawdę nie miałam wtedy nic do stracenia. Patrząc na to po czasie nawet dobrze się złożyło, bo przecież pojechaliśmy do Lubina na wakacje, do rodziny Wolskich i tam znowu w moim życiu pojawił się Wojtek. Chociaż nie wspominam tego wypadu zbyt dobrze..
Pierwszego dnia, a może to był drugi dzień? Nie pamiętam za dobrze, ale mój książę spił się jak świnia. Chociaż może wieprz pasuje lepiej..? :) Wtedy też usłyszałam parę mega niemiłych słów i musiałam się wyrwać z tego piekła. Poszłam na spacer po wieczornym Lubinie, a przy okazji też się schlać, żeby zapomnieć. Najłatwiej jest przecież uciec od problemów niż stawić im czoła albo podjąć jakąś konkretną decyzje.
Pierwszego dnia, a może to był drugi dzień? Nie pamiętam za dobrze, ale mój książę spił się jak świnia. Chociaż może wieprz pasuje lepiej..? :) Wtedy też usłyszałam parę mega niemiłych słów i musiałam się wyrwać z tego piekła. Poszłam na spacer po wieczornym Lubinie, a przy okazji też się schlać, żeby zapomnieć. Najłatwiej jest przecież uciec od problemów niż stawić im czoła albo podjąć jakąś konkretną decyzje.
No i wtedy cudownie znikąd pojawił się. Było mi trochę wstyd, bo za przeproszeniem żłopałam wódkę na schodach jakiejś kamienicy, ale tak niestety było.. On jednak się tym nie zraził, ruszył za mną, gdy znowu chciała uciec. On za to chciał mi pomóc, jako wtedy jedyna osoba. No i to bliskie spotkanie w tej uliczce... Takich chwil się nie zapomina. Dajesz się ponieść emocją, hormonom. Booże jakie on miał zajebiste perfumy. Przepraszam, za krótka dygresję.
Jeżeli miałabym wybrać jedną chwilę w życiu, którą chciałabym przeżyć jeszcze raz to chyba ta. Była porywem, bez żadnego planowania. Wybuchem emocji.
Jednak nie mogłam tak żyć. Tu Karol, a ja myślami błądziłam za Wojtkiem. No i w końcu mu powiedziałam, że jestem w związku. To co mi wtedy powiedział.. Tego też nie zapomnę. Mianowicie żałował, że mnie nie przeleciał, bo dopisałby mnie do grona lasek z którymi się bzykał, ale miałam mu podać nazwisko, bo Zuz ma dość sporo - dupek! Potem dodał, że będę pierwszą zajętą Zuzanną, którą by zaliczył i możemy to nadrobić - podwójny dupek! Na koniec stwierdził, że to jednak dobrze, bo pewnie rozkładam przed mężczyznami, podobnej klasy co on, uda na prawo i lewo - dupek do kwadratu! Ale i tak go kocham.
Miłość jest głupia, prawda?
Później znowu znikł z mojego życia na prawie dwa tygodnie niczym pieprzony Koperfild, a ja kogo przyjęłam z otwartymi ramionami? Tak, zgadliście! Karola.., ale wtedy było w sumie fajnie między nami. Starał się, no dobra tylko w towarzystwie, ale dało się przeżyć. Chociaż nie traktował mnie jak dziwki..
No i poszliśmy do tego klubu. Jak zwykle był alkohol :) No i doszło do starcia, prawie jak KSW!, Wojtka z Karolem. Swoją drogą nieźle mu wtedy przywalił. Teraz z chęcią bym sobie to ujęcie zapętliła albo zrobiła gifa i ustawiła sobie na tapetę, aby codziennie poprawiać sobie humor. -Chwila za westchnięcie - szkoda, że nie mam tego nagrania. No, ale mniejsza. Pobiegłam za Wojtkiem. Byłam wściekła. Najpierw mnie obraża, a potem miesza się w życie krzywdząc moich najbliższych. To nie było fair! Więc jak to ja wygarnęłam mu trochę, nawet go uderzyłam! A on? Pocałował mnie, delikatnie, namiętnie. A potem jak na Koperfilda przystało zniknął...
A ja pobiegłam do Łukasza. Inga była trochę zła, w sumie trochę mało powiedziane, bo nawet nie zabrali mnie ze sobą do szpitala, tylko musiałam dostać się tam na własną rękę, ale w sumie tego też był plus. Poznałam tam Łukasza <3 To on wyjawił mi prawdę, że jak zwykle Karol mnie obrażał, dlatego Wojtuś mu przywalił <3 Łapa pomógł mi dostać się do szpitala, gdzie doszło do kolejnej konfrontacji, tylko że słownej. No i to było takie zerwanie, może nie wprost. Zresztą ja to tak traktowałam, a potem poleciałam do Wojtka.
Tak szczerze, to czasem nadal nie potrafię uwierzyć w to jaką idiotką była. Latałam od jednego do drugiego, ale to było naprawdę bardziej skomplikowane niż się to słyszy. On nie zadawał głupich pytań, a ja musiałam go jakoś przeprosić. A jak najlepiej to zrobić jak nie własnym wdziękiem, co? Znowu się całowaliśmy. Znowu coś wybuchło, a ja wiedziałam, że to powoli nie jest zwykłe, głupie szczeniackie zadurzenie.
Kolejny dzień. Szkoda gadać, szkoda wspominać. Tysiąc bolesnych słów. Trzy osoby na mnie jedną. Zero zrozumienia, łzy. Tego poranka straciłam siostrę, moją najlepszą przyjaciółkę Ingę. Po prostu mnie skreśliła. Oj to bolało. Musiałam z kimś pogadać, więc udałam się do Wojtka, bo do koby by innego, skoro nikogo innego tam nawet nie znałam. A on co? Trzyma w ramionach piękną blondynę - dupek. Nie no dobra, to była jego kuzynka, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam... Wtedy też zaczęło się moje piekło, bo straciłam wszystko. Przyjaciół, kogoś ważniejszego i zostałam sama w obcym mieście. Nie pozostawiono mi wyboru i wróciłam do Gdańska.
W domu popadłam w depresje. Chociaż.. w sumie to było załamanie nerwowe. Przestałam jeść, czas nie istniał, myślałam o Wojtku. Jedyną osobą, która utrzymywała mnie przy życiu, nie pozwalając utonąć w głębinach rozpaczy był Łukasz. To on się starał, rozmawiał ze mną. Przyjechał. Nie pozwolił mi się w tym wszystkim zatracać, po prostu był. Wyrzuciłam wszystko z siebie. Ciężko mi się o tym wspomina. Nie chce nawet myśleć, co by było, gdyby nie Łapa.
Później w moim życiu pojawiła się też Kula. Ona zaczęła zastępować miejsce Ingi. Spędzałyśmy razem coraz więcej czasu, a ja wracałam do życia. Zabawne jak wiele potrafimy stracić w jeden chwili, a jednocześnie zyskać. Wolscy, byli obecni w moim życiu od zawsze i myślałam, że tak pozostanie. Myliłam się i to bardzo. Jednak teraz dziękuję losowi za tę całą wyprawę, którą mi zgotował. Poznałam przez to tę lepszą stronę życia, lepszych ludzi. Dziękuję.
Chociaż nie wiem, czy nie dziękuję za wcześnie. Później przecież nadeszła Open Plaża. Znowu przyjechał Łukasz, ale zabrał ze sobą potajemnie gości. Kwasa z Wojtkiem. Wtedy też się okazało, że Łukasz był na rozkazach Włodiego. W sumie nie! Wróć. Łapa był podwójnym agentem. Taaaak! Chciał mi pomóc. Polubił mnie i z ogromną wzajemnością, a jednocześnie chciał za nas to naprawić, dlatego to wszystko uknuł i był w stałym kontakcie z Włodarczykiem. Chociaż nie ukrywam, zabolało mnie to spiskowanie. Może nie jakoś meega. Po prostu znowu poczułam się niestabilnie. Jakbym nic wokół mnie nie było szczere i prawdziwe. Zwątpiłam, dlatego chciałam się rzucić z tego mola. To było tak żałosne. Przecież nic bym sobie nie zrobiła... No, ale głupia byłam i w histerii. Jak zwykle uciekałam od problemu i wtedy to wydawało mi się słuszne.
Ale on był. No oczywiście <3 Nie pozwolił mi skoczyć. Słodko-choro-głupio-popieprzone. Jednak w końcu wszystko zaczęło się układać. Ja i Wojtek. Pogodziłam się z Łukaszem. Poznałam Kwasa no i ciągle obecna Kula. Już nie wspomnę o nocy z WW. Było warto!
Potem rozpoczął się sezon. Czasu jak na lekarstwo, ale kiedy mogłam i dostawałam taką okazję. Przemierzałam pół Polski do tego wariata. Do Lubina, miasta snów i koszmarów. Kiedy kochasz uczysz się poświęceń, bo one przynoszą o wiele lepsze chwile i doświadczenia, dlatego też zgodziłam się pojechać na pierwszego listopada do Andrychowa. Tam w końcu poznałam jego rodziców i Marlenę. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie nowe wątpliwości - Iza. Ich wspólne zdjęcia były niezwykłą dawką uczucia. Tryskało, kipiało. Wiedziała, że mnie coś takiego z nim nie łączyło. Nawet nie wiedziałam czy będzie. To znaczy.. Ja go kocham i jestem szczęśliwa, wróć. Jestem najszczęśliwsza, ale on? Czy byłam tą z którą chciałby się związać na całe życie? Czy jednak ciągle nie dorastałam owej Izie do pięt. Bałam się.
Jakby tego Pani Elżbieta, jak to powiedzieć.. Nie była zbyt przekonana do wybranek swojego syna. Jakby miała wrażenie, że wszystkie lecą na jego kasę i sławę. No rozumiem, że się martwiła, ale bez przesady, nie można skreślać wszystkich na starcie. Chociaż nie ukrywając jej słowa ciągle huczą mi w głowie..
Pamiętaj, że szczęście mojego syna jest dla mnie najważniejsze i nie pozwolę mu zaprzepaścić kariery dla paru chwil z Tobą.Albo te o Izie:
To Iza. Jego miłość. Może nie pierwsza, ale z pewnością wielka. Zakręciła się wokoło niego, kiedy zaczął grać w spale. Była dobrą dziewczyną. Wspierała go i kochała. Lubiłam ją, ale potem ich drogi się rozeszły. Ona wyjechała za granice uczyć się, a on został tutaj i czekał na nią. Potem stracili kontakt i nauczył się znowu żyć bez niej... Nigdy nie lubił o niej wspominać, ale ze względu na sentyment do niej trzyma te zdjęciaSzczerze do tej pory nie wiem, które są gorsze. Mimo, że minęło już trochę czasu od powrotu do Lubina. Nie wspominam najlepiej pobytu w Andrychowie, a co gorsza jeszcze nie raz pewnie będę musiała się tam pojawić. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki.
A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Ze zawitaliśmy na chwilę do moich rodziców. Oni mieli przyjemność poznać Wojtka. Tata był dosłownie w siódmym, nawet nie wiem, czy nie w ósmym niebie. Mama za to oczarowana, a sama gwiazda wieczoru, czuła się znakomicie. Nawet sam stwierdzał:
No no możemy jeszcze trochę zostać. Będzie mniejszy ruch na drodze, a Zuzia się bardzo za państwem tęskniła, więc spokojnie nam się nie śpieszy,
Do jasnej cholery, gdzie tu sprawiedliwość? Pieprzony dupek jak zwykle miał szczęście! No dobra dupek, ale kochany, czuły, wspaniały... Najlepszy!
- Kochanie zbierasz się? Jak zaraz nie wyjdziemy, to na pewno się spóźnimy. - tuż za nią rozległ się ciepły głos Wojtka.
Zuzia szybko zamknęła laptopa. Jej długie palce spoczywały jeszcze na urządzeniu, a serce niebezpiecznie szybko przyśpieszyło. Przestraszyła się nagłej obecności Wojtka. Przed chwilą był jeszcze w salonie i pakował torbę. Nie rozumiała jakim cudem tak szybko znalazł się obok niej. No w sumie to był jej prywatny, osobisty Koperfild.
- Tak jestem gotowa, tylko chciałam coś skończyć. Nie pozwolę Ci się spóźnić na pierwszy mecz w tym sezonie. O to możesz być spokojny.
Obróciła się, aby spojrzeć w te czekoladowe, jedyne w swoim rodzaju tęczówki. Te, które wywróciły jej świat do góry nogami. Te, które nauczyły ją kochać, nauczyły ją prawdziwego pojęcia miłości. Te same bez których już nie wyobrażała sobie życia.
- Kocham Cię - wyszeptała posyłając mu uśmiech, ten jeden zarezerwowany tylko dla niego.
Jest weekend i jest post, bardziej jak rozdział, ale nie do końca rozdział.
Wszyscy, którzy go przeczytali, wiedzą, że to wspomnienia tego co przez te 21 rozdziałów się wydarzyło. Dość szczere wyznania, subiektywne z perspektywy Zuzy. Mam nadzieję, że taka forma Wam przypadnie do gustu :)
Oprócz tego jest to post symbol, dlatego nie posiada numeracji. Zaczyna się w pierwszej osobie, a kończy w trzeciej. Tak jak mówiłam, że to zmieniam, tak też się stało :) Powiedzmy, że teraz zaczniemy tę drugą część powieści i mam nadzieję, że ta również Wam się spodoba.
Wszyscy, którzy go przeczytali, wiedzą, że to wspomnienia tego co przez te 21 rozdziałów się wydarzyło. Dość szczere wyznania, subiektywne z perspektywy Zuzy. Mam nadzieję, że taka forma Wam przypadnie do gustu :)
Oprócz tego jest to post symbol, dlatego nie posiada numeracji. Zaczyna się w pierwszej osobie, a kończy w trzeciej. Tak jak mówiłam, że to zmieniam, tak też się stało :) Powiedzmy, że teraz zaczniemy tę drugą część powieści i mam nadzieję, że ta również Wam się spodoba.
Więc oficjalnie czas start!
Trzymacie za to kciuki :)
:*
:*

Nareszcie! Od września ciągle zagladalam z nadzieja i w końcu sie doczekalam��
OdpowiedzUsuńBędę sie musiała przyzwyczaić do tej narracji. A i myslalam ze relacje na linii Zuza - pani Ela są dobre...
Miło mi to słyszeć. Dziękuję.
UsuńMam nadzieję, że to nie będzie takie trudne. No i nie wszystko będzie takie idealne jak byśmy chcieli :)
Pojawiam się i ja:) Fajnie przypomnieć sobie co się wydarzyło. W takim razie czekam na te drugą część. Pozdrawiam cieplutko :)
OdpowiedzUsuńNiezwykle się cieszę za tak miłe przyjęcie :)
UsuńSpokojnie wszystko przed nami!
Pozdrawiam:*
Cześć Brzoskwinko! :-*
OdpowiedzUsuńGdzie Zuza poznała Wojtka? Kim dla niej był Karol? I jak poznała Łapę? Widzisz pamietalam wszystko!
UsuńCześć cytrynko :*
UsuńPamiętasz, bo jesteś najlepsza <3
Staaaarrrrtttt! Staaaaarrrrtttr! Lalalalaalallalalalalala <3 Nawet nie wiem jak bardzo się cieszę ]3 Brak deli i brak win to nie ten sam blogger :(( Ale wróciłaś <3 Jejku, nie mogę ze szczęścia! Jest 6:40, a ja po raz drugi dzisiaj już ryczę ze szczęścia <3 Pisz, pisz, bo ja będę czytać <3
OdpowiedzUsuńGłuptas :*
UsuńNo masz mnie, wróciłam.
Nawet mam już napisany rozdział, dasz wiarę?!
Czeka na Ciebie, ale musisz być cierpliwa.
No to start!
:*
Dobry pomysł, by Zuza przeanalizowała ostatni okres swego życia...widzi ile dzięki Wojtkowi (lub przez Niego xD) soe zmieniło, co wprowadził do Jej życia i jak bardzo o Nią się starał -wysłał nawet swego przyjaciela do Niej w roli, jak to sama ujęła, agenta xD
OdpowiedzUsuńCzekam na dalsze losy tej dwójki ^^ ;3
Zapraszam do siebie na kontynuację przebiegu pobytu Wojtka w Radomiu ;3
http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2016/02/rozdzia-70-wole-zebys-bya-szczesliwa.html?m=1
Pozdrawiam ;**
Skrzaciku mój <3
UsuńCieszę się, że Ci się spodobało.
Chyba nie nadrobię bloga tylko zacznę czytać od tego momentu, bo boję się najprościej w świecie o czas, bo będę miała grafik napięty do lipca..
Ale obiecuję, że będę bywała :*
Jak zawsze ;3
UsuńJak wolisz ;) mam nadzieję, że połapiesz się w wydarzeniach z życia tej dwójki, jak nie, to pytaj, a odpowiem i wszystko postaram się wyjaśnić xD
zapraszam na finał pobytu Wojtka w Radomiu ;D czy Zuza da chłopakowi szansę na wyjaśnienia?
http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2016/02/rozdzia-71-miaas-mi-pomagac-gdzie-ty.html
Pozdrawiam ;**