11 listopada.
Siedziała na plastikowym krzesełku i oglądałam zacięty tie-break. Na jej plecach spoczywała zwykła koszulkę klubu kibica Cuprum, bo byłam wewnętrznie rozdarta między tą Łukasza, a Wojtka.
Politechnika zaczęła zdecydowanie mecz z wysokiego C, a zawodnicy z Lubina dopiero się rozkręcali przed sezonem ligowym. Jednak skład zrobił swoje i para moich dwóch brunetów mogła się cieszyć z pierwszego wygranego meczu. MVP spotkania został nikt inny jak Wojtek, ale nie podeszłam do band. Umówiliśmy się, że nie chcemy robić szumów między naszymi osobami, ani tym bardziej odgrywać teatrzyków.
Siedziała pod schodami hali czekając zwycięzców. Na niebie zawitały pierwsze gwiazdy. Mimo jesiennej aury nie padało, ale temperatury dawały znać o zbliżającej się zimie. Lodowaty wiatr przeszywał jej ciało mimo szczelnego opatulenia się puchową kurtka. Była całkowicie sama przed obiektem. Ostatni fani już dawno opuścili hali. Nawet większość ochroniarzy zakończyła dzisiejszą służbę, a ona musiała czekać, aż Wojtek wraz z kolegami nacieszy się wygraną i w końcu opuści szatnie.
- Jest nasz najwierniejszy kibic! - usłyszała śmiechy za sobą.
- Szybciej się nie dało? Przemarzłam tutaj na kość! - bąknęła pod nosem.
- Zaraz się rozgrzejesz, obiecuję Ci to - powiedział uradowany Wojtek.
Uśmiechnęła się widać jego entuzjazm i myśląc o jakimś wspólnym czułem wieczorze. Tak, to było to czego chciała.
- Co takie przyszykowałeś, no? - zapytała unosząc z ciekawości jedną brew.
- Uwielbiam tę minę - przyjmujący pocałował jej chłodne czoło - Dostaliśmy dyspensę od trenera i idziemy opić zwycięstwo, a ty razem z nami!
- Co? ja? Po co? To Wasza wygrana. Ja wrócę do Ciebie i trochę się pouczę - powiedziała lekko zasmuconym głosem, maskując go promiennym uśmiechem.
W jednej chwili Wojtek chwycił ją pod pośladkami i uniósł wysoko obracając się parę razy w okół własnej osi.
- Jesteś naszą drugą maskotką, tylko taką ładniejszą, mającą swoje walory z przodu i z tyłu - posłał jej cwaniacki uśmiech.
Jej ciepły śmiech rozległ się przed całą halą. Uwielbiała go takiego radosnego, a jednocześnie niezbyt grzecznego, zadziornego.
- Głupku mój! - złączyła ich usta w czułym pocałunku ciągle powstrzymując się od chichotu - W takim razie chyba nie mam większego wyboru.
Zaraz za drzwi hali zaczęła się wyłaniać reszta drużyny z Lubina. Ich głośne śmiechy i rozmowy rozległy się po okolicy. Włodarczyk skradł Zuzi szybkiego całusa i postawił ją na ziemi. Jednak jego ramię objęło kruche ciało blondynki przyciągając ją mocno do siebie.
- Wyleciał jak poparzony, ale już chociaż wiemy, dlaczego! - krzyknął jeden z zawodników.
- Przymknij się młody, bo sam Ci pomogę - odpowiedział mu dość ostro, ale w jego głosie było słychać rozbawienie.
Nie minęło parę chwil, a przy nich zaraz zjawiła się dość pokaźna grupa wysokich młodych mężczyzn.
- No, no Włodi taka łania - zagaił jeden.
- Zostaw go, zobacz ilu tu masz przystojniaków - zaczął kolejny.
- Romać, grabisz sobie - odpowiedział szybko pokręcając z rozbawienia głową - Uciszcie się chwile, bo chce Wam pokazać Zuzię, moją partnerka.
Bielska poczuła jak zażenowanie i zawstydzenie wzrasta w jej małym ciele. Niegdyś znała tych zawodników tylko i wyłącznie z telewizji z meczów na hali, a teraz została w pewien sposób wcielona w ich życie. Poznała ich osobiście, co było czymś nieprawdopodobnym dla niej. Poza tym zachowanie, typowo męskie zachowanie ponad dziesięciu mężczyzn nie było dla niej czymś codziennym.
Nagle w jej kierunku powędrowały wysunięte, silne, męskie dłonie. Chwilę czuła się zagubiona w tej nowej sytuacji, nie wiedząc za bardzo co się w okół niej dzieje. Nie czuła się zbyt pewnie.
Jednak delikatny i dyskretny uścisk Wojtka, przypomniał jej, że nie jest tutaj sama. Włodarczyk ciągle ją w spiera, mimo że na chwilę o tym zapomniała. Przywrócił ją na ziemie, otrząsając z zakłopotania.
Zaraz jej ręka podążyła w kierunku zawodników Cuprum i po kolei osobiście przywitała się z każdym, nie stroniąc specjalnych względów dla Łapy jako swojego wyjątkowego przyjaciela.
- To lecimy miśki, co?
Owy Szymon klasnął w ręce skupiając znowu uwagę wszystkich na sobie.
- Czyżby alkoholowy lider drużyny?
Po grupie rozeszły się drobne śmiechy.
- A co ty myślałaś nasza księżniczko, trzeba się zabawić - jego głos przepełniała niezwykła ekscytacja.
- Lider w irytowaniu, co Szymcio? - spora dłoń Możdżonka spoczęła na jasnych włosach chłopaka, tarmosząc jego krótką grzywę - Zresztą sama pewnie się jeszcze o tym przekonasz - posłał uśmiech z sympatią do blondynki jak i nabuzowanego zawodnika.
"Oby nie", te słowa narodziły się w głowie młodej blondynki.
- Nie no, Romcio dobrze prawi! Lecimy, bo nam zaraz wszystkie kluby zamkną! Nagle wśród dorosłych mężczyzn narodził się gwar. Zaczęły padać słowa aprobaty dla Łomacza. Wielka fala entuzjazmu na słowa "klub" narodziła się na spokojnym ocenie, a na słowa "bo zaraz zamkną" uderzyła wzburzona w niczego niespodziewający się brzeg. Bielska za to powoli, jak na blondynkę przystało, analizowała słowa rozgrywającego i coś ją olśniło.
- Co? Teraz? Jak to?
Krzyki ucichły i wszystkie oczy skierowały się w stronę niewysokiej blondynki.
- No, a kiedy ty chciałaś? - odezwał się głos.
- Hej Zuziu, co jest? - dobiegł ją też zaniepokojony głos Wojtka.
Nagle skrępowanie ją obezwładniło. Oddech delikatnie przyśpieszył, a sama dziewczyna poczuła się nieswojo. Wszyscy, wysocy jak brzozy, mężczyźni wlepiali w nią wzrok, jakby była jakąś pieprzoną wyrocznią mającą zaraz im powiedzieć, że to będzie najlepszy sezon ich życia!
- Myślałam, że wrócimy do domu.. Jestem w koszulce Cuprum, nie wiem czy to odpowiedni strój...
Jak szybko jak gwar ucichł, tak szybko znów pojawił się przed halą Lubina. Zawodnicy jakby nie znając podstawowych zasad survivor vivre zaczęli trącać się w zdanie kolegi wypowiadając razem milion słów w jednym momencie. Mimo to wyłapała pare zdań mające jakiś sens "No i dobrze, Cuprum się bawi", "Od dziś jesteś naszą nową maskotką!", "Koszulka, znak rozpoznawczy".
- Nieważne co masz na sobie albo czy masz cokolwiek i tak jesteś najpiękniejsza - stłumiony szept Wojtka, zaraz przy jej uchu napawał ją tysiącem ciarek na ciele. Jego oddech na skórze, to wszystko było tak pobudzające. Ciepło rozeszło się od serca po całym ciele. Nikt nie potrafił rozpalić jej tak jak przyjmujący.
Zaraz poczuła na skroni jego wilgotne usta i w tej chwili chciała zrezygnować. Złapać go za rękę i udać się do domu. Wolała sama nagrodzić go za dzisiejszą wygraną i nagrodę MVP. Miała ciche, wewnętrzne przeczucie, że była w stanie zrobić to lepiej niż wypad do klubu. Jednak nie chciała stawiać go w sytuacji, kiedy musiałby wybierać między nią, a kolegami z boiska.
"Oby nie", te słowa narodziły się w głowie młodej blondynki.
- Nie no, Romcio dobrze prawi! Lecimy, bo nam zaraz wszystkie kluby zamkną! Nagle wśród dorosłych mężczyzn narodził się gwar. Zaczęły padać słowa aprobaty dla Łomacza. Wielka fala entuzjazmu na słowa "klub" narodziła się na spokojnym ocenie, a na słowa "bo zaraz zamkną" uderzyła wzburzona w niczego niespodziewający się brzeg. Bielska za to powoli, jak na blondynkę przystało, analizowała słowa rozgrywającego i coś ją olśniło.
- Co? Teraz? Jak to?
Krzyki ucichły i wszystkie oczy skierowały się w stronę niewysokiej blondynki.
- No, a kiedy ty chciałaś? - odezwał się głos.
- Hej Zuziu, co jest? - dobiegł ją też zaniepokojony głos Wojtka.
Nagle skrępowanie ją obezwładniło. Oddech delikatnie przyśpieszył, a sama dziewczyna poczuła się nieswojo. Wszyscy, wysocy jak brzozy, mężczyźni wlepiali w nią wzrok, jakby była jakąś pieprzoną wyrocznią mającą zaraz im powiedzieć, że to będzie najlepszy sezon ich życia!
- Myślałam, że wrócimy do domu.. Jestem w koszulce Cuprum, nie wiem czy to odpowiedni strój...
Jak szybko jak gwar ucichł, tak szybko znów pojawił się przed halą Lubina. Zawodnicy jakby nie znając podstawowych zasad survivor vivre zaczęli trącać się w zdanie kolegi wypowiadając razem milion słów w jednym momencie. Mimo to wyłapała pare zdań mające jakiś sens "No i dobrze, Cuprum się bawi", "Od dziś jesteś naszą nową maskotką!", "Koszulka, znak rozpoznawczy".
- Nieważne co masz na sobie albo czy masz cokolwiek i tak jesteś najpiękniejsza - stłumiony szept Wojtka, zaraz przy jej uchu napawał ją tysiącem ciarek na ciele. Jego oddech na skórze, to wszystko było tak pobudzające. Ciepło rozeszło się od serca po całym ciele. Nikt nie potrafił rozpalić jej tak jak przyjmujący.
Zaraz poczuła na skroni jego wilgotne usta i w tej chwili chciała zrezygnować. Złapać go za rękę i udać się do domu. Wolała sama nagrodzić go za dzisiejszą wygraną i nagrodę MVP. Miała ciche, wewnętrzne przeczucie, że była w stanie zrobić to lepiej niż wypad do klubu. Jednak nie chciała stawiać go w sytuacji, kiedy musiałby wybierać między nią, a kolegami z boiska.
Wszyscy ruszyli. Porozchodzili się do aut. Na samym końcu szli oni. Trzymający się kurczowo za dłonie. Promienne uśmiechy nie schodziły im z ust. Wymieniali się pojedynczymi zdaniami przeplatanymi ze śmiechem. Wyglądali tak dziecinnie, nie pasując zupełnie do siebie. On wysoki brunet, ona o wiele niższa blondynka, jednak było w tym coś co łapało za serce. Szczęście tryskające od nich na wszystkie strony świata.
Jego niby zwykłe gesty wobec swojej dziewczyny. To jak obejmował ją ramieniem i przytulał do siebie, jakby bał się, że ta młoda kobieta mogłaby zniknąć z jego życia. Jej wzrok za to, przepełniony troską, żarem i miłością w tak dużych pokładach, że spokojnie mogłaby obdarzyć nią cały świat, jednak to było zarezerwowane dla niego, tylko i wyłącznie dla niego.
Północ wybiła. Dostawa kolejnych kolorowych kieliszków wódki. Gwar niebywały, ale Zuza czuła się znakomicie w tym towarzystwie. Siedziała obok Wojtka, ale nie rozmawiali. Jedynie ich dłonie splecione pod stolikiem delikatnie ocierały kciukiem rękę partnera. Nie potrzebowała nic więcej, aby czuć się kochana w tym momencie.
Sama za to burzliwie rozmawiała z Łapą, który zajął miejsce na przeciwko niej. Opowiadała mu o wszystkim, a on jej. Kłócili się o sprawy w mediach i nabijali się z żałosnych programów telewizji publicznej. Byli tak naturalni, radośni. Wlany alkohol dawał o sobie znać, ale to było coś innego.. Tęsknota za przyjaciel. Zdecydowanie.
Nagle powstał Romać.
- Chce coś powiedzieć!
Po grupie rozszedł się grymas zawiedzenia, który też był wypełniony żartobliwą wymową. Szymon chciał być ikoną towarzystwa, chciał lśnić tak samo jak na zagrywce, na parkiecie. Koledzy oczywiście to dostrzegali, ale nie mogli mu dać tak triumfować, bo bali się, że zatraci się we wszystkim co osiągnął. Było to doskonale widać, szczególnie po takich zawodnikach, doświadczonych zawodnikach, jak Marcin czy Grzesiek.
- Też Was kocham mordeczki - Szymon rozpostarł ręce w kierunku zawodników jakby chciał wszystkich na raz przytulić. Wyglądało to komicznie, ale było widać, że młodszy i mniej doświadczony w piciu od kolegów nie dawał za bardzo rady. Chociaż przez tę jego stan, zaczynała go lubić coraz bardziej.
- Lider alkoholowy, co Romciu? - Zuza nie powstrzymała języka i wykrzyknęła.
Kolejna fala śmiechu przeszła przez towarzystwo.
- Żelazna głowa! - odpowiedział co również zostało wyśmiane, bo wszyscy już w tym momencie wiedzieli jak będzie wyglądał poranek Szymona - Cicho! W związku, że jest z nami księżniczka - wtedy atakujący trafił widocznie na wzrok Wojtka - Wróć, wróć, maskotka. Nasz blond maskotka drużyny.
- Od razu lepiej - wtrącił ze śmiechem czekoladowooki.
- Żeby ją przechrzcić proponuję, aby każdy skradł jej jeden taniec tego wieczora! Ja jako pomysłodawca zgłaszam się na ochotnika jako pierwszy! - Szymon wysunął dłoń w jej stronę - Mogę prosić.
- Zapomnij nie oddam jej w Tw...
- Jasne! - przerwała Wojtkowi.
Miała już trochę dosyć siedzenia w jednym miejscu. Łapa zagadał się z Mateuszem, a rytmy wypływające z głośników pobudzały ją do tańca. Była w końcu w klubie. Rozplotła wojtkowy uścisk i spojrzała w jego zdziwioną i lekko zażenowaną minę. Złożyła dłonie na policzkach i szybko pocałowała go w usta. Zaraz po zawodnikach rozległ się okrzyk "gorzko", ale dziewczyna sobie z tego nic nie robiła. Szepnęła mu tylko do ucha.
- I tak kocham tylko Ciebie.
Zaraz spojrzałam na niego, a jego usta poruszały się mówiąc "wiem". Serce jej się topiła. Była taka szczęśliwa, a to jedno głupie słowo utwierdzało ją w tym przekonaniu że ma kogoś kto bezgranicznie w nią wierzy i chce jej dobra. Był spełnieniem jej marzeń, najdoskonalszym snem. Wszystko co do tej pory przeszła było niczym w porównaniu z minutą, słowem, dotykiem bruneta.
Bielska zwróciła się do towarzystwa.
- Gorzko nie będzie, przykro mi - po krótkiej przerwie dodała zawiedziona - A szkodaa.. Jednak ten tutaj obecny Pan - wskazała dłonią na Wojtka - Stwierdził, że nie robimy wokół siebie reklamy i teatrzyku.
Chłopacy wybuczeli kumpla, a zaraz wznieśli za jego głupotę kieliszki. Ona wtedy zajęła parkiet wraz z Szymonem. Nie można było nazwać tego tańcem. Jego niestabilne, a z pewnością nietrzeźwe ruchy były zagrożeniem dla niej i dla otoczenia. Doprowadzał ją do łez swoich zachowaniem, ale stwierdziła, że nie może dać się pogrążać chłopakowi. Miała na to zbyt dobre i szlachetne serce. Zawiesiła ręce na jego szyi, a on położył dłonie na jej talii.
- Chyba jakoś to przeżyjemy, co? - zaśmiała się do niego kołysząc.
- Ty tak, ale ja na pewno nie. Jutro trening na osiemnastą.. - wybełkotał pod nosem wprawiając ją po raz kolejny w śmiech.
- Lubię Cię Szymon!
- Ze wzajemnością Pani Kapitan!
Szymon zaraz zaczął wysuwać jej filozoficzne przemyślenia odnoście życia i losu. Zastanawiał nad najbardziej egzystencjalnymi pytaniami snując własne teorię. Był istnym kabaretem na dwóch nogach. Łzy spływały Zuzi strumieniami po polikach. Wiedziała, że atakujący będzie powodem jej rozmazanego makijażu. Żałowała tylko, że nie może go nagrać. Czas mijał, ranek powoli nastawał na horyzoncie nieba, a oni dalej pili. No prawie, Szymon usadowił się między Marcinem, narożnikiem sofy i stołem. Zasnął. Jego organizm miał dosyć. Bielska dodatkowo, po wywodach jakie słyszała, uważała że umysł też. Reszta trzymała się nawet nieźle, chociaż coraz częściej było słychać bełkot z różnych stron zamiast rozmów. Zawodnicy bardzo poważnie potraktowali daną im dyspensę.
Blondynka za to nadal bardzo dobrze się bawiła. Wypiła też już trochę alkoholu, który przyjemnie szumiał jej w głowie, ale nie czuła, że przesadziła. Od pewnego czasu nie schodziła z parkietu. Dziwna propozycja Szymona zyskała uznanie wśród wstawionych kolegów. Po tym jak Szymon doszedł do kresu swoich możliwości do tańca zabrał ją Grzesiek Łomacz. Pogawędzili o studiach, o sezonie ligowym. Wytłumaczył jej jak trudny jest on z perspektywy samego zawodnika. Jednak nie obeszło się też bez nabijania się z Romacia.
Potem nogi zechciał rozprostować też Kaczmarek. Zdecydowanie był najlepszym tancerzem z nich wszystkich. Prowadził, trzymał rytm. Była to czysta przyjemność, no może oprócz faktu, ze był naprawdę wysoki. Jednak mimo przeszkód też udało nam się pogawędzić w sumie o wszystkim i o niczym, ale to było mało istotne. Był tak sympatyczny i miły, że liczyło się samo towarzystwo mężczyzny.
Niestety wszystko co dobre musi się skończyć. Zuzia przeprosiła i udała się do łazienki. Chciała poprawić trochę makijaż i odetchnąć. Była już od wielu godzin na nogach, a zmęczenie zaczynało walczyć z jej organizmem. Poza tym bliskość tylu osób, ruch i duchota odbierały jej tlen. Potrzebowała chwile ciszy, aby wrócić do siebie. Skorzystała również z toalety, umyła dokładnie ręce i przetuszowała rzęsy. Po czym uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze i zadowolona z nowymi siłami opuściła pomieszczenie.
W korytarzu, gdzie panowała jeszcze względna cisza i można złapałać trochę powietrza zauważyła podpierającego ścianę Łukasza.
- Łapa, wszystko w porządku? - zagaiła delikatnie zmartwiona.
- Nie wiem - bełkot wydobył się z jego ust.
Był kolejnym siłaczem, który nie dostosował ilości alkoholu do własnych możliwości.
- Chodź wrócimy do stolika - złapała go rękę, aby poprowadzić przyjaciela.
- Ale ja nie chce tam wracać..
- Co? Czemu? - zapytała zdziwiona na jego reakcję.
- Nie rozumiesz, naprawdę?
Zuza stała wpatrując w niego swoje błękitne, całkowicie zdezorientowane oczy. To co mówił Łukasz nie miało dla niej sensu, poza tym pijany, plączący głos wszystko utrudniał.
- Zuza ja się w Tobie zakochałem - pociągnął swoją myśl.
Świat się zatrzymał. Jej serce stanęło. Cała krew odeszła. Oczy szeroko się otworzyły. Były to słowa na które ona w żaden sposób nie była gotowa. Miejsce w jej sercu zajmował ktoś inny i wiedziała, że tego nic już nie zmieni. Miała wrażenie, że w jeden chwili wytrzeźwiała, gdy zdała sobie sprawę z całej tej niezdrowej sytuacji. Przecież każde spotkanie, będzie kołkiem w jego szlachetne serce. Nie była w stanie odwzajemnić jego uczuć co będzie doprowadzała do bólu i cierpienia jej najlepszego przyjaciela, jej anioła i opokę.
- Tyle razem przeszliśmy, tyle chwil. Ten pocałunek na dworcu. Ja nie mogę przestać o Tobie myśleć, nie mogę na Was patrzeć, rozumiesz?
- Łukasz przestań! Ja.. ja naprawdę nie mogę i nie chce tego słuchać. To nie jest.. Muszę iść naprawdę muszę - tępy bez wyrazu głos wydarł się z jej ciemnych malinowych ust.
Odeszła.
Nie wiedziała co powiedzieć, nie wiedziała jak teraz postąpić. Łapa był, jest kimś niebywale ważnym kimś bez kogo jej życie nie będzie wyglądało tak samo. Nie będzie miało tyle kolorów, nie będzie po prostu pełne. Kochała go za wszystko, ale to nie było to samo uczucie, którym on darzył ją. Nie potrafiła i nie mogła mu dać tego czego on oczekiwał.
Łzy bezradności zaległy w jej oczach, a słowa Łapy głucho rozbrzmiewały w jej uszach. W głowie natomiast pojawiły się wszystkie obrazy Wojtka i jej, pokazując jak bardzo raniła, jak zmuszała do cierpienia w samotności przyjaciela, przypatrującego się tej paranoi. Nagły i nieprzewidziany ból rozszedł się po jej klatce piersiowej obierając jej resztki tchu.
Jego niby zwykłe gesty wobec swojej dziewczyny. To jak obejmował ją ramieniem i przytulał do siebie, jakby bał się, że ta młoda kobieta mogłaby zniknąć z jego życia. Jej wzrok za to, przepełniony troską, żarem i miłością w tak dużych pokładach, że spokojnie mogłaby obdarzyć nią cały świat, jednak to było zarezerwowane dla niego, tylko i wyłącznie dla niego.
Północ wybiła. Dostawa kolejnych kolorowych kieliszków wódki. Gwar niebywały, ale Zuza czuła się znakomicie w tym towarzystwie. Siedziała obok Wojtka, ale nie rozmawiali. Jedynie ich dłonie splecione pod stolikiem delikatnie ocierały kciukiem rękę partnera. Nie potrzebowała nic więcej, aby czuć się kochana w tym momencie.
Sama za to burzliwie rozmawiała z Łapą, który zajął miejsce na przeciwko niej. Opowiadała mu o wszystkim, a on jej. Kłócili się o sprawy w mediach i nabijali się z żałosnych programów telewizji publicznej. Byli tak naturalni, radośni. Wlany alkohol dawał o sobie znać, ale to było coś innego.. Tęsknota za przyjaciel. Zdecydowanie.
Nagle powstał Romać.
- Chce coś powiedzieć!
Po grupie rozszedł się grymas zawiedzenia, który też był wypełniony żartobliwą wymową. Szymon chciał być ikoną towarzystwa, chciał lśnić tak samo jak na zagrywce, na parkiecie. Koledzy oczywiście to dostrzegali, ale nie mogli mu dać tak triumfować, bo bali się, że zatraci się we wszystkim co osiągnął. Było to doskonale widać, szczególnie po takich zawodnikach, doświadczonych zawodnikach, jak Marcin czy Grzesiek.
- Też Was kocham mordeczki - Szymon rozpostarł ręce w kierunku zawodników jakby chciał wszystkich na raz przytulić. Wyglądało to komicznie, ale było widać, że młodszy i mniej doświadczony w piciu od kolegów nie dawał za bardzo rady. Chociaż przez tę jego stan, zaczynała go lubić coraz bardziej.
- Lider alkoholowy, co Romciu? - Zuza nie powstrzymała języka i wykrzyknęła.
Kolejna fala śmiechu przeszła przez towarzystwo.
- Żelazna głowa! - odpowiedział co również zostało wyśmiane, bo wszyscy już w tym momencie wiedzieli jak będzie wyglądał poranek Szymona - Cicho! W związku, że jest z nami księżniczka - wtedy atakujący trafił widocznie na wzrok Wojtka - Wróć, wróć, maskotka. Nasz blond maskotka drużyny.
- Od razu lepiej - wtrącił ze śmiechem czekoladowooki.
- Żeby ją przechrzcić proponuję, aby każdy skradł jej jeden taniec tego wieczora! Ja jako pomysłodawca zgłaszam się na ochotnika jako pierwszy! - Szymon wysunął dłoń w jej stronę - Mogę prosić.
- Zapomnij nie oddam jej w Tw...
- Jasne! - przerwała Wojtkowi.
Miała już trochę dosyć siedzenia w jednym miejscu. Łapa zagadał się z Mateuszem, a rytmy wypływające z głośników pobudzały ją do tańca. Była w końcu w klubie. Rozplotła wojtkowy uścisk i spojrzała w jego zdziwioną i lekko zażenowaną minę. Złożyła dłonie na policzkach i szybko pocałowała go w usta. Zaraz po zawodnikach rozległ się okrzyk "gorzko", ale dziewczyna sobie z tego nic nie robiła. Szepnęła mu tylko do ucha.
- I tak kocham tylko Ciebie.
Zaraz spojrzałam na niego, a jego usta poruszały się mówiąc "wiem". Serce jej się topiła. Była taka szczęśliwa, a to jedno głupie słowo utwierdzało ją w tym przekonaniu że ma kogoś kto bezgranicznie w nią wierzy i chce jej dobra. Był spełnieniem jej marzeń, najdoskonalszym snem. Wszystko co do tej pory przeszła było niczym w porównaniu z minutą, słowem, dotykiem bruneta.
Bielska zwróciła się do towarzystwa.
- Gorzko nie będzie, przykro mi - po krótkiej przerwie dodała zawiedziona - A szkodaa.. Jednak ten tutaj obecny Pan - wskazała dłonią na Wojtka - Stwierdził, że nie robimy wokół siebie reklamy i teatrzyku.
Chłopacy wybuczeli kumpla, a zaraz wznieśli za jego głupotę kieliszki. Ona wtedy zajęła parkiet wraz z Szymonem. Nie można było nazwać tego tańcem. Jego niestabilne, a z pewnością nietrzeźwe ruchy były zagrożeniem dla niej i dla otoczenia. Doprowadzał ją do łez swoich zachowaniem, ale stwierdziła, że nie może dać się pogrążać chłopakowi. Miała na to zbyt dobre i szlachetne serce. Zawiesiła ręce na jego szyi, a on położył dłonie na jej talii.
- Chyba jakoś to przeżyjemy, co? - zaśmiała się do niego kołysząc.
- Ty tak, ale ja na pewno nie. Jutro trening na osiemnastą.. - wybełkotał pod nosem wprawiając ją po raz kolejny w śmiech.
- Lubię Cię Szymon!
- Ze wzajemnością Pani Kapitan!
Szymon zaraz zaczął wysuwać jej filozoficzne przemyślenia odnoście życia i losu. Zastanawiał nad najbardziej egzystencjalnymi pytaniami snując własne teorię. Był istnym kabaretem na dwóch nogach. Łzy spływały Zuzi strumieniami po polikach. Wiedziała, że atakujący będzie powodem jej rozmazanego makijażu. Żałowała tylko, że nie może go nagrać. Czas mijał, ranek powoli nastawał na horyzoncie nieba, a oni dalej pili. No prawie, Szymon usadowił się między Marcinem, narożnikiem sofy i stołem. Zasnął. Jego organizm miał dosyć. Bielska dodatkowo, po wywodach jakie słyszała, uważała że umysł też. Reszta trzymała się nawet nieźle, chociaż coraz częściej było słychać bełkot z różnych stron zamiast rozmów. Zawodnicy bardzo poważnie potraktowali daną im dyspensę.
Blondynka za to nadal bardzo dobrze się bawiła. Wypiła też już trochę alkoholu, który przyjemnie szumiał jej w głowie, ale nie czuła, że przesadziła. Od pewnego czasu nie schodziła z parkietu. Dziwna propozycja Szymona zyskała uznanie wśród wstawionych kolegów. Po tym jak Szymon doszedł do kresu swoich możliwości do tańca zabrał ją Grzesiek Łomacz. Pogawędzili o studiach, o sezonie ligowym. Wytłumaczył jej jak trudny jest on z perspektywy samego zawodnika. Jednak nie obeszło się też bez nabijania się z Romacia.
Potem nogi zechciał rozprostować też Kaczmarek. Zdecydowanie był najlepszym tancerzem z nich wszystkich. Prowadził, trzymał rytm. Była to czysta przyjemność, no może oprócz faktu, ze był naprawdę wysoki. Jednak mimo przeszkód też udało nam się pogawędzić w sumie o wszystkim i o niczym, ale to było mało istotne. Był tak sympatyczny i miły, że liczyło się samo towarzystwo mężczyzny.
Niestety wszystko co dobre musi się skończyć. Zuzia przeprosiła i udała się do łazienki. Chciała poprawić trochę makijaż i odetchnąć. Była już od wielu godzin na nogach, a zmęczenie zaczynało walczyć z jej organizmem. Poza tym bliskość tylu osób, ruch i duchota odbierały jej tlen. Potrzebowała chwile ciszy, aby wrócić do siebie. Skorzystała również z toalety, umyła dokładnie ręce i przetuszowała rzęsy. Po czym uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze i zadowolona z nowymi siłami opuściła pomieszczenie.
W korytarzu, gdzie panowała jeszcze względna cisza i można złapałać trochę powietrza zauważyła podpierającego ścianę Łukasza.
- Łapa, wszystko w porządku? - zagaiła delikatnie zmartwiona.
- Nie wiem - bełkot wydobył się z jego ust.
Był kolejnym siłaczem, który nie dostosował ilości alkoholu do własnych możliwości.
- Chodź wrócimy do stolika - złapała go rękę, aby poprowadzić przyjaciela.
- Ale ja nie chce tam wracać..
- Co? Czemu? - zapytała zdziwiona na jego reakcję.
- Nie rozumiesz, naprawdę?
Zuza stała wpatrując w niego swoje błękitne, całkowicie zdezorientowane oczy. To co mówił Łukasz nie miało dla niej sensu, poza tym pijany, plączący głos wszystko utrudniał.
- Zuza ja się w Tobie zakochałem - pociągnął swoją myśl.
Świat się zatrzymał. Jej serce stanęło. Cała krew odeszła. Oczy szeroko się otworzyły. Były to słowa na które ona w żaden sposób nie była gotowa. Miejsce w jej sercu zajmował ktoś inny i wiedziała, że tego nic już nie zmieni. Miała wrażenie, że w jeden chwili wytrzeźwiała, gdy zdała sobie sprawę z całej tej niezdrowej sytuacji. Przecież każde spotkanie, będzie kołkiem w jego szlachetne serce. Nie była w stanie odwzajemnić jego uczuć co będzie doprowadzała do bólu i cierpienia jej najlepszego przyjaciela, jej anioła i opokę.
- Tyle razem przeszliśmy, tyle chwil. Ten pocałunek na dworcu. Ja nie mogę przestać o Tobie myśleć, nie mogę na Was patrzeć, rozumiesz?
- Łukasz przestań! Ja.. ja naprawdę nie mogę i nie chce tego słuchać. To nie jest.. Muszę iść naprawdę muszę - tępy bez wyrazu głos wydarł się z jej ciemnych malinowych ust.
Odeszła.
Nie wiedziała co powiedzieć, nie wiedziała jak teraz postąpić. Łapa był, jest kimś niebywale ważnym kimś bez kogo jej życie nie będzie wyglądało tak samo. Nie będzie miało tyle kolorów, nie będzie po prostu pełne. Kochała go za wszystko, ale to nie było to samo uczucie, którym on darzył ją. Nie potrafiła i nie mogła mu dać tego czego on oczekiwał.
Łzy bezradności zaległy w jej oczach, a słowa Łapy głucho rozbrzmiewały w jej uszach. W głowie natomiast pojawiły się wszystkie obrazy Wojtka i jej, pokazując jak bardzo raniła, jak zmuszała do cierpienia w samotności przyjaciela, przypatrującego się tej paranoi. Nagły i nieprzewidziany ból rozszedł się po jej klatce piersiowej obierając jej resztki tchu.
"Nie wytrzymuję tempa,
wszystko, kurwa, skręca"
wszystko, kurwa, skręca"
Witam wszystkich serdecznie.
U mnie jest 00:02, i ostatkiem sił i chęci dzisiaj to dodaje.
Był napisany dawno, nie pamiętam, czy sprawdzony, ale szczerze już nie mam prawie na nic czasu.
Masakra jakaś i nie wiem jak to będzie dalej, ale na ten moment oddaje po ok. pół roku rozdział w wasze łapki.
Trzymajcie się, del:*
ps. Pękło 30tys. dziękuję <3
Tak, nowa muzyka, bo tam tej już nie mogę słuchać.
:)

Pierwsza! Ale z sensownym komentarzem musisz poczekać do weekendu :-*
OdpowiedzUsuńMówiłam Ci coś!
UsuńEhh kobieto z Tobą można zwariować...
Uwaga! Komentuje. Kocham Łukasza ja się nim zaopiekuję zostawiłam sobie Wojtka! :D A tak serio.. Ty bez kombinowania i mieszania nie możesz, co nie?
UsuńAkurat gra, tzn nie na boisku, ale z LTG :D
UsuńPrzepraszam, ale kto jest mistrzem intryg tutaj?!
Ale się cieszę na ten rozdział:) Uwielbiam Twoje opowiadanie i bardzo cieszę się na każdy twój rozdział:) Związek Zuzy i Wojtka kwitnie, chociaż wyznanie Łukasza zapewne nie pozostanie bez echa. Rozbudziłaś moją ciekawość i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńOj Agatko! To dopiero początek. Postaram się być regularna, ale uwierz to dopiero początek.
UsuńDziękuję za miłe słowa :)
Pozazdrościć imprezy xD Zuza, cudowna moja imienniczka, się widzę dobrze bawiła :D Należy się dziewczynie.W sumie do czasu, bo ta wiadomość nie była za przyjemna...
OdpowiedzUsuńNo nie mogło obyć się bez jakiś akcji przy alkoholu! Zobaczymy co będzie dalej :)
Usuńjedno. Cholera jasna!
OdpowiedzUsuńdeli, jak ty mogłaś to zrobić ;_; ja tu szukam dowodów na przyjaźń damsko-męską, a ty mi tu z Łapą zakochanym wyskakujesz? No nie. Kurde, jak chce to ja go chętnie pocieszę xd Moje komentarze nabierają sensu... Powoli.
Zuza maskotka *-* Lubin, Lubin, Lubin... Chce mnie ktoś tak zabrać?!
Wojtuś taki kochany zazdrośnik. Ale to słodziaśne! Omommmommm! Ale nie- ja jestem poważną osobą. Ommmmommm cudowne!
Kurde, teraz mi Łapa będzie mącił w głowie.. Nie rań go za bardzo. Dobrze?
ret.
No przepraszam! Dużo przeszli i jakoś samo tak poszło.. No wiem, wszyscy kochają Wojtka, a Ci co czytają to opowiadanie to Zuzę i Wojtka, ale zobaczymy, czy Łapa tego nie zepsuje! ;>
UsuńCzytałam od początku, czekałam i wiedziałam, że Łapa się w niej zakocha. To było jasne!
OdpowiedzUsuńA tamta piosenka jaki miała tytuł? Podobała mi się :3
Życzę weny i czasu :3
Zapraszam serdecznie do siebie.
Pozdrawiam.
Jak od początku to podziwiam! Tak między nami to jest ok 100 stron opowiadania, może nawet trochę ponad!
UsuńPiosenka Rosie Lowe - Right thing
Wena i czas, coś bezcennego, zrezygnowałam z nauki, żeby napisać rozdział...
Pozdrawiam :)
Zuza nie może wreszcie mieć prostej drogi w życiu? Jak coś zaczyna się układać zaraz jest bum!
OdpowiedzUsuńŁapa mówił na bank prawdę, choć był piany...
Byli świetnymi przyjaciółmi, lecz teraz w swoim towarzystwie będą się ranić, tym bardziej, jak w towarzystwie Zuzy będzie kochający Wojtek. Mam nadzieję, że uda Im się rozwiązać ten problem...
Pozdrawiam ;**
Przecież wiesz, że byłoby zbyt prosto, zbyt nudno! Musiałam coś ciekawego wprowadzić :)
UsuńJak się rozwiąże się ta sytuacja, wszystko się okaże :D