Uważam, że..

niedziela, 6 września 2015

21. Konfrontacja

Uwaga czytasz na własne ryzyko, bo tekst może mieć trochę błędów.. Nie dedykuję rozdziału Wini, która powinna wkuwać :*


Czwartek, 30 października.


Nie miałam wyboru jak tylko biec, uciekać. Wszystko co się wydarzyło przerosło moje najśmielsze oczekiwanie. Musiałam się wyrwać z tego miejsca. Brakowało mi tchu, ale przebierałam nogami najszybciej jak tylko się dało. Dalej, dalej, byle przed siebie. Zgubić, zostawić za sobą to, co przed chwilą miało miejsce.
Nie tyle ja byłam ważna tylko on! Tak jego musiałam chronić, troszczyć się i dbać. Był moim szczęściem, skarbem, dla niego musiałam być silna, dla niego musiałam uciekać!
Kroki za mną doniosłe, ciężkie, a nogi słabną. Nie mam sił, miałam cię chronić troszczyć się. Nie mogę.. Łapie głęboki oddech, ktoś się zbliża. Zaciskam mocno zęby. Obfita łza zmęczenia spływa i ruszam dalej. Szybciej, dłużej, chce! Ale nie mogę... Ostatni zryw... Na marnę. Kładę ręce na moim już dużym brzuchu. Twarz zalewa się milionem łez. Nie mogę złapać tchu, ale mówię.
- Wybacz kochanie. Mamusia mówiła, że Cię ochroni, chciała uciec, ale nie dała rady. Kocham Cię bardzo mocno. Przepraszam, że Cię zawiodłam.
Poczułam mocny uścisk na moim ramieniu. Mają mnie to koniec, straciłam go, chociaż dopiero nauczyłam się go kochać..
Rozwarłam oczy i zobaczyłam Włodarczyka, który patrzy na mnie skołowany. Uniosłam się i rozejrzałam. Siedziałam w samochodzie. Deszcz obijał się o szyby pojazdu.
- Wszystko w porządku? Coś majaczyłaś pod nosem i się przestraszyłem - usłyszałam zmartwiony głos przyjmującego.
- Tak.. Miałam po prostu sen, dziwny sen.
- Jaki? - zapytał od razu zaintrygowany.  
Spojrzałam na niego skonsternowana zastanawiając się co zrobić? Powiedzieć prawdę, że śnili się mi jego rodzice, którzy chcieli mi zabrać dziecko spoczywające jeszcze pod moim sercem? Czy może kantować i liczyć, że nie spostrzeże mojego dziwnego zachowania? 
Mimo, że to był sen. Chory i niedorzeczny, nie chciałam, żeby mój partner wziął mnie za kobietę, która postradała zmysły.
- No mów. Ciekawość mnie zżera - zaśmiał się.
- Obiecujesz, że nie będziesz się śmiał?
- Obiecuje z ręką na sercu.
- Śnili mi się Twoi rodzice..
- Ale ty ich przecież nie znasz!
- No właśnie!
- Jak to? - ciągle nie mógł tego pojąć
- No uciekałam przed nimi, biegłam asfaltową ulicą, w okół było pełno drzew, a przy gruncie unosiła się mgła. Biegłam tak i zaczynało mi brakować sił. Uciekałam, ale nie wiem czemu, aż w końcu mnie złapali i się wybudziłam. - mówiłam z niedowierzaniem na własne słowa.  
- To skąd wiesz, że to moi rodzice?
Zawiesiłam się. Jaką miała właściwie pewność? No w sumie taką, że jako jedyni mogliby mieć coś przeciwko dziecku. Jednak nie było nawet opcji, abym mu wyjawiła ten drobny szczegół. Byliśmy trzy miesiące, a ja już mam sny o zaawansowanej ciąży...
- Bo się stresuję tym spotkaniem i się odbiło na moim śnie - posłałam mu krzywy uśmiech.
- Bielska jesteś możliwa! - po całym aucie rozniósł się jego kojący śmiech. 
Zaraz jego ręką powędrowała po moim udzie szukając mojej mniejszej dłoni. Mocno splótł nasze palce i ucałował jej wierzch. Patrzyłam jak wkłada w ten drobny gest uczucie, jak się stara, a to wszystko i tak przychodziło mu z niewiarygodną łatwością.
- Zuziu, nie przejmuj się.. Wszystko będzie dobrze - spojrzał na mnie ukradkiem szeroko się uśmiechając - Obiecuję Cię bronić przed niewygodnymi pytaniami - zaśmiał się pod nosem - A no i będzie Milena..
- No to masz teraz problem, bo się wkopałeś, a ja trzymam Cię za słowo.. - uśmiechnęłam się do niego - Czyli w końcu poznam moją największą rywalkę!
- Kochanie, rywalek masz całą Polskę - posłał mi cwaniacki uśmiech.
- Myślę, że Wolski z chęcią poszedłby ze mną jeszcze raz do łóżka - głośno myślałam.
Od raz poczułam na sobie mordercze spojrzenie Włodarczyka. Mimo, że wyglądał groźnie to jedyne do czego mnie doprowadził to głośny wybuch śmiechu. Nawet nie spodziewałam się, że może być tak zazdrosny o mnie. Było to niezmiernie kochane.
Zbliżyłam się do niego i złożyłam mu pocałunek na delikatnym, ogolonym policzku.  
- Pamiętaj liczysz się tylko ty - szepnęłam ciszej przygryzając płatek jego ucha.
- Rób tak dalej, a jestem pewny, że nie dojedziemy - zaśmiał się.
- Właśnie o to mi chodzi - odparłam szybko, a moje kąciki ust uniosły się do góry.


Po niecałej godzinie jazdy znaleźliśmy się w Andrychowie. Wojtek zatrzymał swoje czarne auto na podjeździe przed domem i otworzył już drzwi. Chłodne powietrze gwałtownie wdarło się do pojazdu, a ja właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że już nie ma odwrotu. Paraliż ogarnął moje ciało, oczy się rozszerzyły. Z trudem przełykałam ślinę przez serce, które podeszło do samego gardła.
- Wojtek ja stąd nie wychodzę. Nie idę, zapomnij. - zaczęłam mu panikować.
- Co ty gadasz? I co zamierzasz robić w tym samochodzie przez najbliższe trzy dni? - zapytał załamany moją postawą.
- Siedzieć. - odparłam bez zawahania.
Mężczyzna westchnął głośno i powrócił do pojazdu. Swoją ciepłą dłonią złapał delikatnie na mój podbródek i obrócił w swoją stronę po czym złożył czuły pocałunek na moich wargach. Zamknęłam oczy napawając się jego dotykiem, obecnością i zapachem.
- Ufasz mi? - zapytał
- To zależy.
- Od czego znowu? 
Widziałam, że mężczyzna tracił do mnie cierpliwość
- Czy zrobisz to jeszcze raz.
Posłałam mu wstydliwy uśmiech, a jego frustracja szybko minęła. Uśmiechnął się szeroko i złączył nasze usta w namiętnym, ale krótkim pocałunku.
- Nie bój się, nie będzie tak źle - złożył pocałunek na moim czole.
Zaraz w przedpokoju ściągaliśmy z sobie wierzchnie odzienie zostawiając tam również walizki.
- Nawet nie przywitacie gości? - żartobliwy, donośny głos Wojtka rozniósł się po całym mieszkaniu.
Chłopak ponownie splótł nasze palce i oboje ruszyliśmy do salonu, w którym pojawiła się wysoka kobieta przed pięćdziesiątka. Czarne eleganckie spodnie w połączeniu z białą bluzka dawały jej szyku. Ewidentnie wyczekiwała wieczornych gości.
Serce waliło jak oszalałe. Było mi słabo,  a żołądek poprzewracał się i poskręcał.. Tak dużo stresu w jednej sytuacji to zdecydowanie nie moje realia.
- Mamo..  - na te słowa zamarła. Jedyne co udało mi się zrobić to mocniej ścisnąć dłoń Wojtka, który szybko odwzajemnił gest. - To jest właśnie ta niepozorna blondynka, o której tyle Wam wspominałem. Zuza Bielska.
Słuchałam tego i czułam jak temperatura mojego ciała wzrasta, serce ciężko kołacze. Modliłam się, aby tylko się nie zatrzymało, bo jednak paść na zawał przy pierwszym spotkaniu z rodzicami partnera nie było niczym dobrym..
- No w końcu Wojtusiu! - uśmiechnęła się promiennie, a mi na sercu zrobiło się trochę cieplej - Nie mogłam się doczekać, żeby Cię poznać. Wojtkowi nawet na chwilę buzia się zamyka jak już zaczyna mówić o Tobie - Położyła swoją zgrabna dłoń na moim ramieniu - Mam nadzieje, że trafił w końcu na jakąś porządna dziewuchę - powiedziała konspiracyjnie rzucając mi pocieszający uśmiech.
Zaśmiałam się cicho pod nosem na słowa kobiety. Ewidentnie Wojtek zachowanie, swoją otwartość, ciepło odziedziczył po rodzicielce. Byli prawie jak dwie krople wody.
- Mamo proszę - powiedział zażenowany brunet patrząc na nią wymownie.
- Oj już kochanie nie denerwuj się, bo zrobisz się pomarszczony jak wujek Zbyszek - zaśmiała się kobieco, jednak gdy trafiła na śmiertelnie poważne spojrzenie syna szybko się opamiętała - Jestem mamą Wojtka, Elżbieta Włodarczyk, ale mów mi po prostu Ela - uśmiechnęła się i wyciągnęła swoją dłoń w moja stronę.
- Naprawdę bardzo mi miło panią poznać. Tak jak Wojtek powiedział jestem Zuzia - nie wiem jakim cudem wylałam z siebie te parę słów i ścisnęłam mocno dłoń rodzicielki mojego partnera.
Kobieta promiennie się uśmiechnęła do naszej dwójki.
- Skarbeczku zajmij się moim gościem, a ja pójdę po ojca, bo pewnie jeszcze drzema po obiedzie i przyprowadzę Marlenkę.
Razem odprowadziliśmy wzrokiem kobietę, która wspięła się po schodach na pierwsze piętro.
- Tak źle? - zapytał, aby przetrwać milczenie.
- Jeszcze nie poznałam wszystkich, wiec mogę powiedzieć - posłałam mu krzywy uśmiech - Ale twoja mama jest bardzo sympatyczna, w ogóle jesteście do siebie podobni!
Mężczyzna westchnął głośno i spojrzał na mnie skonsternowany. Od razu cicho się roześmiałam. Brunet widocznie nie chciał przyjąć faktu, że jego bezpośrednia matka, jest do niego podoba. Uważał, że zachowuje się o wiele poważniej i dystyngowanie, co było całkowita sprzecznością  
- Przestań już - zaczął zniechęcony - Rozgość się. Może się czegoś napiszesz kawa, herbata albo jesteś głodna?
- Widzę wziąłeś głęboko do serca słowa mamy - drażniłam go siadając niepewnie na skraju ciemno brązowej skórzanej sofy. - Nie dziękuję, obejdzie się - posłałam mu krótki uśmiech.
Zaraz nasza krótka konwersacje przerwał odgłos drewnianych schodów, unoszący pod sobą ciężar trzech osób. Zerknęłam zdenerwowana na Wojtka, który ruszył w moim kierunku. Mimo wszelkich chęci wsparcia mnie w tej sytuacji nie dotarł, bo został zatrzymamy przez blondynkę. Tę samą, którą miała już okazję widzieć w Lubinie.
- Wojtuś jak ja się stęskniłam! Tyle czasu! Mógłbyś się czasami odezwać - pisnęłam z oburzeniem na całe mieszkanie.
Kiedy brunet był zajęty swoją kuzynka do mnie skierował się zainteresowany mężczyzna. Był w podobnym wieku do pani Eli. Jego ciemne brązowe włosy zaczynały już siwiec przy skroniach. Na nosie znajdowały się zwykle okulary w ciemnej oprawce.
- Witam Jerzy Włodarczyk, bardzo mi miło - zaczął niezwykle poważnie wyciągając do mnie dłoń.
Jego surowość mnie sparaliżowała. Nie wiedziałam co zrobić, a właściwie co powiedzieć. Wysunęłam rękę odpowiadając na gest ojca mojego partnera.
- Tato to jest Zuzia, moja dziewczyna - do moich uszu dobiegł kojący głos Wojtka, który zaraz znalazł się obok obejmując mnie swoją dłonią w talii.
Poczułam jak tym drobnym gestem ratuje mnie z opresji. Zabiera ze mnie cześć tego stresu związanego z poznaniem jego najbliższych. Dopiero teraz czując mężczyznę obok siebie, tę ciężka dłoń, która spoczęła na mojej kości biodrowego zdałam sobie sprawę jak dużo mu zawdzięczam. Jego obecność dodała mi siły, uspokoiła poszarpane nerwy. Wspierał mnie na duchu.
- Bardzo mi miło Pana poznać - dodałam zaraz z trudem uśmiechając się w jego kierunku.
- Więc jesteś kolejną wybranką mojego syna - spojrzał z uznaniem - Mam nadzieje, ze na dłużej niż dwa miesiące - spojrzał z niezażenowaniem na pierworodnego.
Czekoladowooki przyciągnął mnie mocniej do swojego boku, a na jego twarzy zawitał sztuczny uśmieszek.
Zaraz jak cień za przyjmującym wyłoniła się Marlena. Dokładnie mnie zmierzyła wzrokiem.
- Cześć jestem Zuzia, dziewczyna twojego kuzyna - wyjątkowo jako pierwsza zdecydowałam się odezwać.
- No słyszałam. Marlena widać do kogo ma słabość - zaśmiała się serdecznie.


Wojtek otworzył przede mną drzwi do dużego pokoju na poddaszu. Zaraz w oczy rzuciło mi się jasne drewniane łóżko nakryte ciemną pościelą w piłki footballowe. Niepewnym krokiem podeszłam byłego legowiska partnera.
- Co to? - zapytałam ze śmiechem, bo pościel wyglądała na dziecinną.
- Moja mama kupiła ją jak chyba miałem szesnaście lat. A później zaczęły się pierwsze poważne kontrakty, powracanie do domu na święta, a nawet klub poza Polską. Teraz za każdym razem, gdy przyjeżdżam, obleka mi ją..
Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- To słodkie, wiesz. Chyba ciągle nie do końca pogodziła się z Twoim odejściem z domu rodzinnego.
- Może, ale za każdym razem musi wywinąć coś żenującego - westchnął ciężko
Zaraz brunet odstawił przy niedużej jasnej komodzie nasze walizki i zbliżył się do mnie. W jego oczach wyczuwałam tęsknotę i spragnieni. Objął mnie w talii i mocno przyciągnął.
- Nie Wojtusiu - posłałam mu triumfalny uśmiech i wyrwałam się z uścisku.
- Bielska, co znowu? - zapytał zniechęcony.
- Kocham Cię, ale widzę tutaj parę ciekawszych zajęć niż twoja osoba - posłałam mu szyderczy uśmieszek.
- Nie wiem, czy ja dam z Tobą radę…
Usłyszałam jak brunet opadł ciężko na łóżko, a ja przeszłam się po jego pokoju. Najpierw trafiłam na szafkę z trofeami. Wpatrywałam się w nie zastanawiając ile ich jeszcze ma. Myślałam, że cały dorobek spoczywa obecnie w mieszkaniu w Lubinie.
- To z MKSu Andrychów. Początek mojej kariery. - głos Wojtka przerwał moje rozmyślenia - Pierwsza duma mojej mamy. Była na każdym meczu - zaśmiał się cicho na falę powracających wspomnień.
- Bardzo ją kochasz, prawda?
- Jakbym nie mógł… To ona tak na prawdę mnie wspierała na samego początku. Nawet była moim pierwszym menadżerem - znowu ciche, wojtkowe parsknięcie szczęścia rozniosło się po pokoju
- A ojciec? - zapytałam po chwili przechodząc do komody na której stały różne zdjęcia
- Zawsze chciał abym w życiu coś osiągnął.. Mimo, że trenowałem siatkówkę od najmłodszych lat to nie wierzył, że z MKSu mogę się jakoś wybić. Dużo pracował, więc nie widział moich poczynań.. Uważał, że powinienem zająć się szkołą. Do momentu, aż dostałem się do Politechniki.
- Uwierzył w Ciebie? - obróciłam do się w jego kierunku opierając o jasną szafkę
- Więcej - uśmiechnął się pod nosem - Specjalnie przyjechał z mamą na pierwszy mecz do Warszawy. Sezon 2009/2010 i wtedy też pierwszy raz zobaczył do czego zaprowadziły mnie moje treningi - zamilkł na chwilę - Nawet nie wiesz jak się wtedy cieszyłem.. W końcu mnie docenił, przytulił, powiedział, że jest dumny… To było pierwszy raz kiedy na prawdę się wzruszyłem
Ja też pierwszy raz ujrzałam jak wiele targa nim uczuć. Z jednej strony mówił to z jakimś żalem, niedosytem. Jakby żałował, że tak nie było zawsze, że dopiero później docenił jego wysiłek. Chociaż ten uśmiech, wyraz twarzy świadczył o ogarniającym go szczęściu, że w końcu doczekał się tej chwili, że dwójka rodziców bezgranicznie już w niego wierzy.
Uśmiechnęłam się w jego stronę i chciałam ruszyć do jasnego drewnianego łoża, ale niechcący trąciłam zdjęcie będące za sobą. Przyjmujący od razu zerwał się z łóżka i zbliżył się do mnie upewniając, że nie wyrządziłam żadnej poważnej szkody.
Poprawiłam od razu ramkę, w którą wlepiłam swój wzrok. Włodarczyk całował na nim pewną brunetkę, która promiennie się uśmiechała. Włodarczyk wyglądał na szczęśliwego, ale wyjątkowo szczęśliwego. Patrząc na radosne miny tej dwójki nie sposób było się nie rozczulić. Jednak moją głowę ogarnęło zwątpienie. Czy ja chodź w pewnym stopniu daje mu tyle szczęścia, co ta młoda dziewczyna. Nigdy nie wiedziałam u niego tak wyjątkowego uśmiechu...

***
Parę dni temu miałam opublikować ten post, ale coś mi się nie udało. Trochę przegięłam z tą przerwą, ale jestem cholernie leniwa i tracę zapał do blogowania. Chociaż.. Dzisiaj, teraz mam chęć napisać nowy rozdział! Jednak jestem zbyt wymeczona.
Tak jak juz pisałam przepraszam za błędy :|
Jestem dyslektyczka i mam problem.. Szczególnie, że nie robiłam zbyt szczegółowego sprawdzania, bo nie mam takiej możliwości i nie chciałam tez dłużej czekać..
Notka z tele, wiec tez dużo do życzenia pozostaje. No cóż lepiej tak niż wcale, nie :D
(ps. Wczoraj urodził się ciekawy pomysł i zobaczymy co z tego będzie :* okazalby się ogromnym motywatorem do blogowania dla mnie)
Dobrze zostawiam Was już samych. Idę oddać się blogiemu snu :D Mam nadzieje, ze rozdział Wam się spodoba. A! Nie wyciagajcie pochopnych wniosków co do ostatniego akapitu :)



14 komentarzy:

  1. rozdział przeczytałam przed wyjściem do szkoly, dopiero teraz docieram z komentarzem. mam dziwne wrazenie ze ojciec Wojtka nie zaakceptuje Zuzy.. obym się myliła. Mama - nie mam zastrzeżeń. Widać że cieszy się szczęściem syna i to jest najwazniejsze. Ja za to cieszę sie ze rozdzial sie ukazał - mam nadzieje ze następny będzie troszkę szybciej ;)
    pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak postaram się, aby było bardziej regularnie :D
      Po prostu matka i ojciec to dwie skrajne charaktery i chciałam to zaprezentować. Spokojnie narazie cieszcie się sielanka :)
      Trzymaj się :*

      Usuń
  2. Świetny *.*
    Początek mnie trochę zaniepokoił bo nie wiedziałam o co chodzi...ale jak się później okazało to tylko sen uffff
    Wojtek podtrzymywał Zuzkę na duchu ale dziewczyna i tak była bardzo przejęta. Jak widać chłopak ma bardzo dobry kontakt z matką...ojciec nie do końca w Niego wierzył i to była dla młodego kolejna motywacja wydostania się z MKS'u i osiągnięcia czegoś.
    Dziewczyna ze zdjęcia może być albo byłą Wojtka albo siostrą czy kuzynką, nie wiem, ale za tym kryje się jakaś niezbyt miła historia z trudnymi przeżyciami Włodarczyka.
    Pozdrawiam i oczywiście zapraszam do siebie ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tutaj wrócę, brzoskwinko.
    Jutro :*

    OdpowiedzUsuń
  4. jezu zgrupowanie mnie dobija nie mogę nawet czytać spokojnie... Ja wróce jak małpiszony z pokoju obok dadzą mi spokoj!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na pierwszy dzień w Lubinie Wojtka i Zuzy... ;D
    http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2015/09/rozdzia-47-nie-po-to-tyle-o-ciebie.html
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Po wielu przebojach, udało się i powstał kolejny rozdział Idealnych.
    Zapraszam serdecznie :)
    http://idealna-niedoskonalosc.blogspot.com/2015/09/x-jestem-beznadziejna-nie.html
    Ps. w notce coś do Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Del, ja nadal czekam.
      U mnie już kolejny ;) zapraszam ;)
      http://idealna-niedoskonalosc.blogspot.com/2015/09/xi-wszystko-zmienilo-sie-kiedy-pojawil.html

      Usuń
  7. Kiedy kiedy nowy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsza wizyta już za nią! Nie wiem, co sądzić o ojcu Wojtka. Może już za wiele 'wybranek' syna poznał i nie przywiązuje się zbytnio do kolejnej z nich? Nie wiem. Jakiś taki dziwny człowiek. ;D
    Kim to może być dziewczyna ze zdjęcia? Hymm.. No może to być jakaś była dziewczyna. Może? Może. Ale nie sądzę. Kuzynka, siostra albo przyjaciółka jakoś bardziej mi tutaj pasuje. ;) Z tym, że stawiam na siostrę. ;D
    Pozdrawiam i całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedy nowy post???? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wrócisz?
    Bo ja z wielką niecierpliwością czekam.
    Zapraszam także na moje blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super historia :3
    Zapraszam: http://kolorowy-koliber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. deli,misiu wróć! <3 //ret. (ale dla ciebie Nicolette)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

about