Zostałam w Lubinie tydzień, bo tylko na to mogłam sobie pozwolić. Mimo tego świetnie spędziłam tam czas. Każda chwila z Wojtkiem była cudowna, pełna uczucia, ale jednocześnie za krótka.
Dzień praktycznie zaczynaliśmy tak samo... Czekoladowooki wybudzał mnie przed godziną dziesiątą drobnymi pocałunkami składanymi na mojej szyi. Potem szykował śniadanie i nie wstając z miękkiego materaca spożywaliśmy śniadanie, a chwile potem następowało moja ulubiona część dnia. Leżeliśmy w dalszym ciągu na łóżku i po prostu rozmawialiśmy.. Wojtek zakręcał moje drobne blond kosmyki w okół swoich długich palców i uważnie wysłuchiwał mojej mamo istotnej paplaniny. Często tez żartował, sprośnie, wulgarnie, głupio za co był ganiony delikatnym szturchnięciem z łokcia.
Zaraz nasze rolę się zmieniały. Ja gładziłam jego dnie, mierzwiłam przydługie kosmyki uważnie słuchając o ostatnim spotkaniu z Kamilem w Bielsku. Wlepiałam w niego moje błękitne tęczówki śmiejąc się radośnie, że mam przy sobie, teraz, takiego mężczyznę jak on.
Popołudnie spędzaliśmy z Łukaszem. Podczas mojego pobytu w Lubinie nie mogło zabraknąć Łapszyńskiego. Kolejnego, a w sumie pierwszego, cudownego anioła! Chodziliśmy po mieście, zwiedzaliśmy zabytki i najbardziej czarujące miejsca.
Jak mogłam się domyślić spędzanie czasu z tą dwójkę, która się do siebie zbliżyła, była sporym wyzwaniem. W towarzyskie panowały dość dwuznaczne żarty. Wysłuchiwałam jak wygląda świat z punktu mężczyzn. No i oczywiście parę razy urządzili konkurs na miss mokrego podkoszulka, nie informując mnie o nim... Mimo tego nie potrafiłam się na nich gniewać, za bardzo kochałam tych dwóch brunetów!
Wieczorami zawijaliśmy do pubu napić się czego rozluźniając atmosferę z drobnych złości i pretensji, ale oczywiście z rozsądkiem bo wielkimi krokami zbliżał się nowy sezon plus Ligii.
Dzień praktycznie zaczynaliśmy tak samo... Czekoladowooki wybudzał mnie przed godziną dziesiątą drobnymi pocałunkami składanymi na mojej szyi. Potem szykował śniadanie i nie wstając z miękkiego materaca spożywaliśmy śniadanie, a chwile potem następowało moja ulubiona część dnia. Leżeliśmy w dalszym ciągu na łóżku i po prostu rozmawialiśmy.. Wojtek zakręcał moje drobne blond kosmyki w okół swoich długich palców i uważnie wysłuchiwał mojej mamo istotnej paplaniny. Często tez żartował, sprośnie, wulgarnie, głupio za co był ganiony delikatnym szturchnięciem z łokcia.
Zaraz nasze rolę się zmieniały. Ja gładziłam jego dnie, mierzwiłam przydługie kosmyki uważnie słuchając o ostatnim spotkaniu z Kamilem w Bielsku. Wlepiałam w niego moje błękitne tęczówki śmiejąc się radośnie, że mam przy sobie, teraz, takiego mężczyznę jak on.
Popołudnie spędzaliśmy z Łukaszem. Podczas mojego pobytu w Lubinie nie mogło zabraknąć Łapszyńskiego. Kolejnego, a w sumie pierwszego, cudownego anioła! Chodziliśmy po mieście, zwiedzaliśmy zabytki i najbardziej czarujące miejsca.
Jak mogłam się domyślić spędzanie czasu z tą dwójkę, która się do siebie zbliżyła, była sporym wyzwaniem. W towarzyskie panowały dość dwuznaczne żarty. Wysłuchiwałam jak wygląda świat z punktu mężczyzn. No i oczywiście parę razy urządzili konkurs na miss mokrego podkoszulka, nie informując mnie o nim... Mimo tego nie potrafiłam się na nich gniewać, za bardzo kochałam tych dwóch brunetów!
Wieczorami zawijaliśmy do pubu napić się czego rozluźniając atmosferę z drobnych złości i pretensji, ale oczywiście z rozsądkiem bo wielkimi krokami zbliżał się nowy sezon plus Ligii.
Po powrocie do domu natomiast ubierałam bluzę przyjmującego, zaparzałam sobie gorącej herbaty w kubku, brałam parę poduszek i siadałam na balkonie. Wpatrywałam się w piękną wieczorną panoramę Lubina i uczyłam się na nowo kochać to miasto, znienawidzone miasto. Wiedziałam, że stanie się moim trzecim domem ze względu na dwóch brunetów, którzy zapełnili pustkę po Indze i Karolu.
Czasami Wojtek przychodził do mnie. Siadał od tyłu mocno mnie obejmując. Zatracaliśmy się w tym widoku, a Włodarczyk śpiewał mi coś do ucha. Najczęściej była to kołysanka dla nieznajomej. Uśmiechałam się pod nosem i czułam jak szczęście wypełnia każdy kawałek mojego ciała.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Tydzień minął w mgnieniu oka, a ja nawet nie nacieszyłam się obecnością bruneta, bo musiałam wyjeżdżać do Strzelina do rodziców. Od dawna obiecałam im, że do nich wpadnę i końcu dotrzymałam słowa!
Nie byli już młodzi, wręcz przeciwnie. Przeżyte lata wypisane były na ich twarzach w postaci zmarszczek i zmęczenia. Jednak nadal byli dla mnie najważniejszymi osobami na tym globie.
Czas na Dolnym Śląsku spędziłam bardzo dobrze. Uwielbiałam wyrywać się z hałasu dużego nadmorskiego miasta do takiej niewielkiej mieściny, gdzie wszystko było inne zaczynając od pogody, a kończąc na ludziach.
Na ogrodzie leniuchowałam czytając zaległe książki, które zaciekawiły mnie jeszcze w roku studenckim. Pomagałam też oczywiście w sprzątaniu gotowaniu i ogólnych domowych obowiązkach, a wieczorami pijaliśmy trunki domowej roboty grając w karty.
Na ogrodzie leniuchowałam czytając zaległe książki, które zaciekawiły mnie jeszcze w roku studenckim. Pomagałam też oczywiście w sprzątaniu gotowaniu i ogólnych domowych obowiązkach, a wieczorami pijaliśmy trunki domowej roboty grając w karty.
Raz przy obiedzie moja mama przerwała ciszę zagłuszając tacie jakąś transmisję meczu.
- Zjedz jeszcze trochę!
- Nie chce, dziękuję.
- Odchudzasz się, czy się zakochałaś? - zażartowała.
- Zdecydowanie to drugie! - uśmiechnęłam się do rodzicielki.
- Karolek? Oh, jak ja się modliłam o to! To taki cudowny chłopak.
- Nie mamo, to nie Karol - wtrąciłam obojętnie - Kto ktoś bardziej wyjątkowy - na samą myśl o przyjmującym moje kąciki powędrowały do góry..
- Jak to nie Karol? Po co ty szukasz innych jak masz taki ideał obok! - mama nie kryła swojego oburzenia.
- Mamuś daj spokój! On jest o wiele lepszy od Karola, uwierz mi! - wstałam i przytuliłam się do niej.
- No nie wiem.. A jak on się tam nazywa?
- Wojciech - powiedziałam radośnie.
Resztę pobytu rodzice próbowali uświadomić mi wyższość Wolskiego nad Włodarczykiem, a ja tylko sumiennie tego wysłuchiwałam. Wiedziałam, że chcieli mojego szczęścia, że byłam dla nich oczkiem w głowie, dlatego nie zamierzałem im mówić o sytuacji z Ingą i Karolem. Nie chciałam ich po prostu martwić, a wiedziałam, że jak poznają Włodarczyka to od razu zmienią zdanie.
Nim wyjechałam z Strzelina spędziłam jeszcze długie godziny na rozmowie z rodzicami. Wspominaliśmy stare czasy jak jeszcze wszyscy mieszkaliśmy w Gdańsku. Wspólne wakacje i uroczystości rodzinne.
Mama wyciągnęła stare albumy, rozbawiając mnie do łez po raz setny moimi zdjęciami z dzieciństwa. Jednak pobyt nawet tutaj się zakończył, a rozstanie z rodzicami było o wiele trudniejsze niż z brunetami z Lubina.
Mama wyciągnęła stare albumy, rozbawiając mnie do łez po raz setny moimi zdjęciami z dzieciństwa. Jednak pobyt nawet tutaj się zakończył, a rozstanie z rodzicami było o wiele trudniejsze niż z brunetami z Lubina.
Sobota, 24 października
W końcu nastał rok akademicki. Rozpoczęły się zajęcia na uczelni, a ja musiałam przysiąść do książek. Bałam się, że przerośnie mnie ten rok. Gdańsk, Lubin, Strzelin. Tęskniłam za brunetami, ich śmiechem i towarzystwem, ale nie miałam innego wyjścia niż przetrwać jakoś ten ciężki sezon..
Pierwszy mecz rozegrali w Warszawie dwudziestego czwartego października. Nie mogłam być z nimi, ale wśród książek i porozwalanych kartek kątem oka zerkałam w telewizor. Kibicowałam im z całego serca, bo wiedziałam ile potu wylewali na przygotowawczych treningach.
Niestety zawodnicy politechniki okazali się o wiele lepsi i wygrali trzy do dwóch. Chciałam zadzwonić do Wojtka, ale wiedziałam, że rozciąganie, pobyt w szatni jeszcze trochę potrwa, wiec zdecydowałam się poczekać.
Zatopiłam wzrok w drobnych czarnych literach książki przyswajając informacje do zbliżających się egzaminów. Chciałam się dobrze przygotować wiedząc, że w najbliższym tygodniu nie będę miała czasu na naukę.
Z rytmu wybił mnie dźwięk telefonu. Nie zwracając uwagi na wyświetlacz odebrałam intuicyjnie komórkę i przełożyłam do ucha.
- Witam moją studentkę! - usłyszałam pociągający głos Wojtka w słuchawce - Jeszcze nie śpisz?
- Hej kochanie - uśmiechnęłam się pod nosem - Daj spokój wcześnie jeszcze jest!
- Jak zwykle zakręcona - zaśmiał się - Dochodzi druga skarbie..
- Co?! - zdziwiona zerknęłam na zegarek i westchnęłam głośno do słuchawki - Przepraszam miałam zadzwonić tak koło dwudziestej trzeciej.. Chciałam pogadać, pocieszyć was po przegranej. Jednak w między czasie zaczęłam się uczyć i nawet nie wiem, kiedy ten czas tak zleciał.. - wyrzuciłam zawiedziona jednym tchem.
- Zuziu.. Nie gniewam się. Domyśliłem się, że zatrzymało Cię coś ważniejszego - zaśmiał się cicho.
- Przepraszam no, a jak mecz? Czemu jeszcze nie śpisz?
- Trochę nas przygasiła ta przegrana, ale uznaliśmy, że to pierwszy mecz i wszystko przed nami. Wyszliśmy z chłopakami na miasto i odprężyliśmy się. Teraz leżę w łóżku i pomyślałem, że sprawdzę, czy nie śpisz.
- Kochany - rozczuliłam się - Mam nadzieje, że nie mam powodów do zazdrości po tym wypadzie na miasto, co? - zaśmiałam się
- No parę wyglądało nieźle, a już nie wspomnę o Łukaszu! ten to wyglądał zabójczo..
Na te słowa zaśmiałam się głośno do słuchawki.
- Jakoś to chyba przeboleje wiesz..
- Nie masz innego wyboru - powiedział zabawnie, a jednocześnie stanowczo - A kiedy będziesz w Lubinie?
- W środę popołudniu. Rano o szóstej mam pociąg do Leszna, a potem PKS - odpowiedziałam rozweselona na myśl o tym, że zobaczę mojego bruneta.
- Przyjadę po Ciebie - bardziej stwierdził, niż zaproponował.
- Ani mi się waż! Masz treningi i zapomnij o jakimś zrywaniu się z nich. Szczególnie, że Marcin zagrał od Ciebie o wiele lepszy mecz - wytknęłam mu jak matka.
- To dopiero początek sezonu - bąknął niepocieszony pod nosem.
- "Kadra! Najpierw kadra, po to się przeniosłem". Nie pamiętasz już? - powtarzałam jego słowa.
- Zuza..
- Wojtuś masz swoje cele, a mnie dostałeś gratis. Nie zaprzepaść talentu ze względu na drobny dodatek - powiedziałam.
- Ile raz.. - usłyszałam jego poddenerwowany głos.
- Przestań! - bezczelnie mu przerwałam - Jesteś młody, a teraz masz najlepszy okres żebyś coś osiągnął. Jeżeli zaprzepaścisz coś przeze mnie to sobie tego nie wybaczę! Kończę, ta rozmowa do niczego dobrego nie zmierza, a ja ni chce się kłócić! - powiedziałam rozżalona - Pamiętaj tylko, że bardzo Cię kocham..
- Wiem ja Ciebie też - westchnął głośno - Tylko nie przemęczaj się za bardzo..
Środa, 29 października
Siedziałam w PKS’ie. Nie mogłam się doczekać, aby znaleźć się już w Lubinie. Ekscytacja tak mnie rozpraszała, że nie mogłam się skupić na czarnych literkach podręczników akademickich. Im byłam bliżej tym mnie rozumiałam, mniej czytałam. Tępo wlepiłam wzrok w szybę przypominając sobie głos Włodarczyka, jego dotyk i uśmiech.
Nie widzieliśmy się od ponad miesiąca. Cuprum mocno trenowało do sezonu, szczególnie, że mieli zawodników, aby dobrze wypaść w tym krótkim sezonie. Ja za to siedziałam przy książkach. Było to trudne, ale wiedziałam, że muszę pracować od pierwszego dnia, aby móc później odwiedzić Lubin i Strzelin. To był mój jedyny motor do nauki, ale niezwykle skuteczny.
Siedziałam z książkami od rana do nocy. Kulkowska, która się do mnie przeprowadziła na początku września była załamana moją postawą. Porozmawiać mogłyśmy tylko między filiżankami z mocnym esspreso. Oczywiście jak to cudowna przyjaciółka od razu donosiła o wszystkim Wojtkowi, a parę godzin później dostawałam dość długą naganę, że nie mogę tak dłużej żyć i się wykończę. Jednak w tym przypadku moje pragnienie miłości było o wiele silniejsze.
Siedziałam z książkami od rana do nocy. Kulkowska, która się do mnie przeprowadziła na początku września była załamana moją postawą. Porozmawiać mogłyśmy tylko między filiżankami z mocnym esspreso. Oczywiście jak to cudowna przyjaciółka od razu donosiła o wszystkim Wojtkowi, a parę godzin później dostawałam dość długą naganę, że nie mogę tak dłużej żyć i się wykończę. Jednak w tym przypadku moje pragnienie miłości było o wiele silniejsze.
Wszystko ma swoje dobre strony i złe tak samo jak nasze związek. Nie mam wcale na myśli kłótni i sprzeczek, wręcz przeciwnie one, mimo że mnie raniły to jednocześnie uspokajały. Czemu? Bo wynikały one z naszej miłości i troski o drugą osobę. Raczej mam na myśli poznanie rodziny Włodarczyków. Niestety obiecałam Wojtkowi, że na ten weekend i na wszystkich Świętych pojedziemy do Andrychowa. Byliśmy razem prawie trzy miesiące.. Może to nie jest długo, ale Wojtek już zdążył naopowiadać rodzicom o mnie i koniecznie chcą mnie poznać!
Nie ukrywam. Przerażało mnie to. Jeżeli mnie nie zaakceptują? Co gorsza jeżeli dostane kazanie typu: “Wojtek musi trenować, jeżeli chcesz jego dobra to odejdź od niego, odpuść sobie”. Każda matka chce najlepiej dla swojego syna, więc nawet by mnie to nie zdziwiło. Szczególnie, że Wojtek bardzo marzy, aby zaśpiewać znowu hymn z orzełkiem na piersi.
Nagle dostałam smsa, byłam pewna, że to od Wojtka, ale pomyliłam się.. Troskliwa Kaśka nawet na krok mnie nie odstępowała.
Jak tam Włodarczykowa?Jadę starym rzęchem do Lubina.. Mogłoby być lepiej, ale czego się nie robi z miłości..
To znak, że to za wcześnie, żeby poznać teściów! Wracaj do mnie :)Kochanie moje. Na miłość nigdy nie jest za wcześnie :) Zadzwonię jak będę już na miejscu. Trzymaj się i nie wariuj.
Nim zdążyłam odłożyć telefon znowu poczułam jak wibruje.
Mam trening o 18, więc wedle życzenia Cię nie odbiorę. Klucze masz, przepraszam za bałagan.Nic się nie stało. Dam sobie radę. Widzimy się wieczorem. Kocham mocno.
Spojrzałam na zegarek. Było po siedemnastej. Zapomniałam mu wspomnieć, że zdążyłam na wcześniejszy PKS, który de facto był opóźniony. Mimo, że rzęch to jednak wszystkiego są też te dobre strony!
Stałam przed halą, obrócona do niej tyłem. Chciałam zrobić mu niespodziankę, a byłam pewna, że nawet nie wpadł na pomysł, że mogę się pojawić w tym miejscu, przecież to Wojtek..
Założyłam kaptur i nasłuchiwałam głosów zawodników wracających po wieczornej “pracy”. Nie próbowałam nawet wejść do środka, bo ochrona i tak by mnie nie wpuściła. Nigdy nie byłam oficjalnie z Wojtkiem na hali. Przecież tysiące dziewczyn mogło powiedzieć “Jestem dziewczyną Wojciecha Włodarczyka”, to czemu akurat ja miałbym mówić prawdę?
W końcu cisza przerwał głos ciężko otwierających się drzwi. Po ciemnym już placu rozbrzmiały rozmowy i śmiechy. Stałam i nasłuchiwałam, znajomych głosów. Nawet długo nie musiałam czekać.
- Stary zwolnij - powiedział zniechęcony Łukasz, a na mojej twarzy rozkwitł promienny uśmiech.
- Mówiłem Ci, że Zuza przyjechała. Czeka na mnie w domu! Lecę trzymajcie się - krzyknął do kompanów.
- Nie wiem skąd ty bierzesz tyle siły po treningu! Trzymaj się i pozdrów ją! - dopowiedział mu Łapszyński.
- No cześć, tylko nie szalejcie za bardzo. - odpowiedział trzeci stonowany głos.
Niezmiernie mnie zaintrygował, brzmiał nawet znajomo.
Niezmiernie mnie zaintrygował, brzmiał nawet znajomo.
Nagle obok mojej osoby przeszedł wysoki mężczyzna. Ten chód, ruchy, charakterystyczne przeczesanie włosów. Był tak zakochany, że nawet mnie nie spostrzegł. Serce mi urosło, bo wiedziałam, że z takim nastawieniem żadna inna kobieta nie zawróci mu w głowie.
- Przepraszam Panie Wojtku! Mogę prosić o autograf? - zapytałam głosem przepełnionym szczęściem.
- Ni.. - nie dokończył wypowiedzi.
Obejrzał się w moją stronę i zmierzył mnie dokładnie wzrokiem. Na jego zachowanie zaśmiałam się cicho ściągając kaptur. Zmrużył oczy, rozchylił wargi i zaraz na jego twarzy pojawił się najszczerszy uśmiech na tym chorym świecie.
Zrzucił torbę z ramienia i ruszył w moją stronę. Nie stałam obojętna tylko zrobiłam to samo. Byłam zbyt stęskniona za tym silnym mężczyzną. Był spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Wiedziałam, że dla mnie mógł poświęcić swoje największe pragnienia. Stałam na pierwszym miejscu w jego życiu. Przy kimś takim nie mogłam nie czuć się bezpieczna.
Wbiegłam w niego i uwiesiłam mu się na szyi. Mężczyzna zaraz złożył dłonie pod moimi pośladkami i uniósł do góry. Oplotłam swoimi nogami go w biodrach i zatopiłam w czułych, ciepłych wargach przyjmującego. Brunet szybko odwzajemnił gest łapczywie go pogłębiając. Nie trwał on długo, ale był pełen uczucia, emocji, które zgromadziły się od miesięcy. Takie pocałunki są kwintesencją każdego związku.
Oderwałam się od jego ust składając zimne, skostniałe dłonie na jego policzkach. Patrzyłam mu głęboko w oczy próbując uświadomić sama sobie, że już jestem obok niego, że to nie jest kolejny sen tylko najpiękniejsza rzeczywistość.
- Tak bardzo tęskniłam.. - po policzku stoczyła się duża słona łza - Tak bardzo Cię kocham..
Przyjmujący ucałował mój policzek, tak aby zetrzeć ten pojedynczy akt szczęścia.
- Ja też skarbie..
- Wszystkiego najlepszego kochanie. Może spóźnione, ale chciałam to zrobić osobiście patrząc Ci głęboko w oczy. Zdrowia, żadnych kontuzji, spełniania najskrytszych marzeń, samych oddanych i wiernych przyjaciół, dużo miłości, udanego sezonu i kadry. Prezent czeka w domu - posłałam mu promienny uśmiech.
- Dziękuje Słońce - ucałował mnie czule - Jeden prezent już mam w swoich dłoniach.
Wtuliłam się mocno w niego starając opanować narastające emocję. Zachłysnąć się jego obecnością , zapachem. Nic innego w tej krótkiej chwili nie było dla mnie ważniejsze.
Jednak nie dane mi było rozkoszować się tą chwilą. Zaraz rozległy się gwizdy i okrzyki typu: “ Gorzko, gorzko!” albo moje ulubione “Włodar ty szalony gorylu!”
Ucałowałam go delikatnie w skrawek odsłoniętej szyi i szepnęłam.
- Odstaw mnie na moje miejsce.
Brunet pocałował mnie delikatnie w głowę i postawił mnie na ziemi. Posłałam mu promienny uśmiech.
- No idź! - pospieszył mnie.
Podeszłam do stojących nieopodal wielkoludów. Uśmiechnęłam się szczerze i uwiesiłam się na szyi Łukaszowi, który naprawdę mocno mnie objął, a mi serce szybciej zabiło.
- Tak bardzo tęskniłam.. - wyszeptałam drżącym głosem - Nie możecie grać w Treflu?! - rzuciłam zaraz z pretensją.
- Ja też tęskniłem. No widzisz na razie nie ma takiej opcji. - powiedział ciepło.
Zaraz mnie uwolnił ze swojego mocnego uścisku. Stałam uśmiechając się w dalszym ciągu do niego i nic nie mogło popsuć tego wieczora. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę, że obok mojego przyjaciela stoi siatkarz.
- Przepraszam najmocniej. - powiedziałam zakłopotana wyciągając energicznie rękę - Zuza Bielska!
- Marcin Możdżonek - odwzajemnił gest.
Rozwarłam oczy i dopiero wtedy poznałam tę twarz, a właściwie charakterystyczny zarost. No tak, głos z igłą szyte...
Ciężko mi było jeszcze wejść w świat mojego partnera, bo to był dla niego chleb powszedni, a dla mnie? Coś nierealnego jak kosmos.
Ciężko mi było jeszcze wejść w świat mojego partnera, bo to był dla niego chleb powszedni, a dla mnie? Coś nierealnego jak kosmos.
- Miło mi poznać - powiedziałam zmieszana - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Zresztą będę na meczu rewanżowym z politechniką, może coś zorganizujemy? - powiedziałam ochoczo - A teraz muszę wracać do tego tam - wskazałam niedbale palcem na Wojtka.
Jechaliśmy do domu autem Wojtka. Panowała cisza. Dawno się nie widzieliśmy, żadne nie wiedziało o co zapytać, a poza tym oboje byliśmy zmęczeni. Brunet miał dzisiaj podwójny trening, a ja miałam za sobą podróż przez pół polski do tego wariata.
Oparłam głowę o szybę przymykając oczy. Znużyła mnie na tyle ta niedługa podróż, że zaczynałam przysypiać. Jednak poczułam jak Wojtek wsuwa palce między moje, mocno złączając nasze dłonie. Obróciłam głowę i spojrzałam na niego ze zmęczonym uśmiechem na twarzy.
Oparłam głowę o szybę przymykając oczy. Znużyła mnie na tyle ta niedługa podróż, że zaczynałam przysypiać. Jednak poczułam jak Wojtek wsuwa palce między moje, mocno złączając nasze dłonie. Obróciłam głowę i spojrzałam na niego ze zmęczonym uśmiechem na twarzy.
- Kocham Cię najmocniej na tym świecie. Nie mówię Ci tego często, ale mam nadzieję, że o tym wiesz.. - powiedział cicho, niepewnie.
Nic nie opowiedziałam tylko ucałowałam wierzch jego dłoni, która złączyła się z moją.
Przepraszam za nieobecność, za dość długa przerwe. Przepraszam za błędy również. Notki długiej nie dam, bo pisze to z telefonu i nienawidzę na urządzeniach mobilnych pracować...
Liczę jak zwykle na wasze opinie.
Pozdrawiam ciepło, deli.

Pierwsza!
OdpowiedzUsuńJestem! Przepraszam , że tak późno, ale zapomniałam skomentować.
UsuńRozdział cudowny! Ideolo! Naprawdę musieli tęsknić za sobą.
Nie dziwie im się.
Pozdrawiam :)
DRUGA!
OdpowiedzUsuńPozwolisz, że wrócę tutaj rano. Moje plany legły w gruzach i idę się ukatrupić.
UsuńWinka ja Cię tutaj pilnuję!
UsuńJa tutaj wrócę!
Usuńo mamuniuuuu... to jest takie piękne, że aż wydaje się nierealne *o* taaaaaki prezent na jutrzejsze urodziny *o*
OdpowiedzUsuńEm to tylko rozdział, dawno się nie widzieli, emocje i tak wyszło :) Bardzo się ciesze, ze Ci się podoba :*
UsuńDziękuje za cudowny prezent na urodziny:) Pozdrawiam cię gorąco ;)
OdpowiedzUsuńNie ma najmniejszego problemu! Wszystkiego najlepszego, dobrego i spełnienia marzeń :*
Usuńskapnęłam się, że dzisiaj rozdział
OdpowiedzUsuńkomentarz bedzie rano, nie cierpie pisac w samochodzie xd
Usuńalbo dobra teraz, na moje szczęście się zatrzymali.
Usuń1. Dlaczego mnie ta miłość na odległość tak jara?
2. Ale ciepło jest na dworze, polecam!
3. Jezu jacy oni są kochani <3
4. Wiem, że z biegiem czasu to popsujesz :(
5. Fajne jest to, jak Wojtek za nią tęskni, ba on za nią świata nie widzi <3
6. Mówiłam już, że są słodcy i kochani?
7. Jaki prezent ma dla niego hihi? <3
8. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że napisałaś <3
9. Oni są kochani <3
Naivy w trasie widzę :D
Usuń1. Nie wiem. Ja tylko fabułę sobie tym skomplikowalam :x
2. Niestety wstaje przed 7 wiec dość szybko zaglam w łóżku wczoraj :(
3. No troszkę :)
4. No wszystko się okaże!
5. Jak kocha to tęskni :3
6. Słodcy jeszcze nie, ale kochani juz tak.
7. Nie wiem tylko wspomniałam. Nie jest to jakiś ważny wątek.
8. No chyba nie wiem :D w sumie nie wiem czym wy się tak ekscytujecie wszystkim.
9. Miłość :)
Jak to czym się ekscytujemy? <3 Jeśli trasą nazwiesz "Jedziesz z nami?" to tak- Naivy w trasie :D
UsuńNiedawno znalazłam twojego bloga i bardzo się z tego cieszę, bo to tak, jakbym trafiła do raju!
OdpowiedzUsuńHistoria Zuzy i Wojtka mnie urzekła! Bo chociaż na ich drodze stało tyle przeszkód, to potrafili je ominąć i do siebie trafić. Oboje traktują ich związek bardzo poważnie, a przynajmniej ja to tak odbieram. Oboje też nie mogą się doczekać kolejnego spotkania. Niestety tak to jest, kiedy w grę wchodzi odległość. Cieszę się jednak, że Zuza nie pozwala Wojtkowi rezygnować z treningów, bo to oznacza, że pogodziła się z jego miłością do siatkówki i nie zamierza go ograniczać. To bardzo ważne.
Pozdrawiam i całuję! ;*
Ujawniam się chyba pierwszy raz? A niech będzie i tak. Mam nadzieję, że cieszy Cię to, że jednak się odważyłam :) Myślę, że nie będę się rozpisywać, jednak trochę chciałabym. Na początek - muzyka w tle hipnotyzuje i wydaje mi się, że idealnie pasuje do tej dwójki. Zwłaszcza do takiego rozdziału jak ten. Nie ważne, że zmęczeni, ważne, że razem. Dziewczyna ma kiepskie zadanie bo faktycznie tyle jeździć, ale w końcu to Wojciech ;) Fajnie, że chłopak i przyjaciele razem się trzymają, chociaż spotkanie z Możdżonkiem na pewno nie było łatwe. Akcja z autografem - w realu musiałaby być to mina, której nie zapomniałoby się do końca życia :)
OdpowiedzUsuńJak siedziałam cicho i sobie podczytywałam następne rozdziały, tak będzie i teraz - czekam na dalsze części, ale postaram się tutaj udzielać ;) Także do następnego razu!
A w wolnej chwili chciałabym zaprosić i do siebie? Byłoby mi niezmiernie miło, ale żeby nie było - to żaden spam!
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)
Uwielbiam ten rozdział ♡♡♡♡♡♡
OdpowiedzUsuńWojtek i Zuza ♥♥♥
Dlaczego mam dziwne wrażenie, że niedługo wszystko zacznie się sypać??
Jest i Możdżonek ♥♥
Przepraszam za rozdział bez sensu. Mój mózg jest na urlopie 😐
Pozdrawiam i weny kochana ♡♡♡♡
Rozdział, czy komentarz? :D
UsuńW pełni Cię rozumiem! Też nie chce mi się myśleć, siedzieć nad blogami, dlatego dziękuję za mobilizację i komentarz :)
Też mi się bardzo podoba ten rozdział :)
Tak Marcin jest :D
A co do przeczucia nie wiem czemu takie macie :|
Komentarz 😂 przepraszam za pomyłkę 😐
UsuńDel.. Bo jak jest pięknie to zaraz pojawiają się komplikacje 😶
Bolą mnie palce od grania na konsoli ;_; Ale muszę skomentować <3
OdpowiedzUsuń001. Miłość rośnie wokół nas :D
002. Czy ja już ci wyznawałam miłość?
003. Delivery, aj lof ju <3
004. Przyjechała do niego *-*
005. Oooo jak słodko *-*
006. Popsujesz coś... Ja to czuję
007. Zginiesz jak to zrobisz ;*
008. Wojtek taki szeryf Teksasu :F
009. To wyżej jest dziwne...
0010. <3 <3
potwierdzam zginiesz Deli
UsuńA ja mam na Ciebie namiary.. więc czuj się zagrożona brzoskwinko! :*
UsuńNie czuję się zagrożona truskaweczko :*
Usuńczujcie się zagrożone gruszeczki <3
UsuńNo ty też uważaj morelko :*
UsuńDeli foch, wole borówki mały małpiszonie
UsuńAhahahhahahah! KOCHAM WAS OBIE! <3
UsuńJestem!!! Przepraszam, że tak późno, ale ostatnio rzadko bywam w domu i na necie xD
OdpowiedzUsuńZuza wiele poświęca i widać, że i jedno i drugie dla siebie jest w stanie zrobić wszystko. Oby tylko ta troska o drugą połówkę Ich zbytnio nie poróżniła ^^
"Jeden prezent już mam w swoich dłoniach." Wojtuś taki romantyczny słodziak *.*
“Włodar ty szalony gorylu!” hahahah chłopaków trochę poniosło xD
Jest i Możdżonek *.* jestem szczęśliwa ;P Pierwsze spotkanie ze środkowym fajnie zapowiada kolejne ;D
Zapraszam na 44 rozdział rozpoczęty zabawnie, a zakończony dość romantycznie...
http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2015/08/rozdzia-44-no-to-chyba-mnie-zniechecies.html
Pozdrawiam :**
Zapraszam na wakacje w MIAMI ;D
Usuńhttp://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2015/08/rozdzia-45-nie-twoj-interes.html
Pozdrawiam ;**
Zapraszam serdecznie na 46-rozdział :D
Usuńhttp://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2015/09/rozdzia-46-wspomnien-nikt-nam-nie.html
Pozdrawiam :*