- I co zgodziłeś się? - od razu przypomniały jej się słowa Marcina.
- Od razu powiedzieli, że nie mam wyboru jak tylko się zgodzić, a jak usłyszeli, że jutro wyjeżdżasz to jeszcze bardziej nastawili się na dzisiejsze spotkanie.
- Mili z nich ludzie, wiesz - uśmiechnęła się zmęczona.
- Dziwne.. - mruknął
- Po prostu mnie polubili - skwitowała z cichym śmiechem - Chyba nie jesteś zazdrosny, co?
- Może troszeczkę
Wojtek spojrzał się na nią. Zastygł na chwile w miejscu. Jego lewa dłoń powędrowała ponownie na jej policzek i pocałował ją z uczuciem. Jakby wiedział, że ta cała sielanka się kończy, że czas jest dla tej dwójki nieubłagany i jutro ponownie zostanie sam w Lubinie.
- Idę pozmywać naczynia, bo powiedzieli, że będą o szesnastej, ale zaraz wrócę.
- Dobrze - posłała mu delikatny uśmiech.
Wystarczyła tylko krótka chwila, aby pozostawiona samotnie Zuza wśród śnieżno białej pościeli oddała się w ramiona ogarniającego jej całe ciało snu. Nawet nie walczyła, aby czekać na powrót siatkarza do lubińskiego łoża, po prostu nie miała na to sił. Usnęła w mgnieniu oka.
Wojtek natomiast oddał się sumienie pracy. Umył naczynia, wysprzątał dokładnie kuchnie i myślał. Był szczęśliwy, że ma ją przy sobie, mimo, że los tak zagrał im na nosie to zgodził się na przekór wszystkich przeszkód żeby byli razem. Gorliwie wierzył, że jej całe serce jest oddane właśnie jemu, sama Bielska dawała mu codziennie powody, aby tak uważał.
Wszedł do sypialni, gdzie blondynka spała wtulona w poduszkę. Jej kosmyki rozpostarte były po całym łóżku. Drobne ramiona wyłaniały się z białej pościeli. Jeżeli miałby opisać ją jednym słowem, to najbardziej trafnym określeniem był anioł. Zapragnął uwiecznić ten moment. Szczególnie, że godziny dzieliły ich od zakończenia wspólnego pobytu w lubińskim mieszkaniu.
Udał się do przedpokoju i wyciągnął z kurtki telefon. Zignorował smsa od kumpla i poszedł uwiecznić zdjęciem Bielską. Potem z szafki spod koszulek wyciągnął paczkę fajek i wyszedł na balkon.
Na ramiona naciągnął jedną ze swoich ulubionych bluz. Długie palce siatkarza wyciągnęły białego papierosa, a resztę schowały do tylnej kieszeni szortów. Sięgnął po zapałki ulokowane na skraju kamiennego parapetu i odpalił tytoń znajdujący się w jego dłoniach. Zaraz łokcie oparły się o balkon. Zgarbił delikatnie swoją nienaganną sylwetkę i zaciągnął się.
Nie palił, nie popierał tego, ale był tylko człowiekiem. Lubił się czasem napić, a innym razem zapalić. Nie robił tego często, jednak napadała go chęć odcięcia zrelaksowania, dlatego na dnie szuflady zawsze była schowana jedna paczka.
Wpatrywał się w miasto i myślał, analizował. To co było, to co jest i to co może być. To co najbardziej go interesowało, czyli jakby to wyglądała, gdyby ona już zawsze była przy nim. Czy daliby radę? Czy to ona? A co jeżeli Justyna by wróciła? Nigdy tak na prawdę się nie rozstali, więc nie wie jakby to było gdyby nagle się pojawiła... Czy spotkanie jej przypadkiem w rodzimym mieście przywróciłoby nagle wszystkie wspomnienia i uczucia? Czy bez namysłu byłby w stanie zostawić Zuzę, dla starej miłości? To wszystko im bardziej się zagłębiał w swoje myśli stawało się coraz trudniejsze i w duchu dziękował sobie, że nie ma owej brunetki w jego życiu.
Jedyne co wiedział, to było to, że kocha Bielską. ale to nie wystarczyło, bo w jego głowie pojawiało się coraz więcej "ale". Mimo, że był silnym mężczyzną to się bał, bał się znowu zaangażować, stracić wolność, podporządkować się, a jednocześnie chciałby mieć ją przy sobie. Lata bycia singlem z paroma przelotnymi i bardzo krótkimi związkami dawały mu teraz o sobie znać. Nie pamiętał już jak poważny potrafi być związek z drugą osobą. Zresztą teraz był starszy i wszystko przyjmowało, inne bardziej dojrzałe i odpowiedzialne znacznie.
Mętlik w jego głowie narastał. Papieros się powoli kończył, a dłoń zaczynała drżeć. Miał ochotę sięgnąć po kolejnego, ale wiedział, że to donikąd nie prowadzi. Złapał, więc za czarny telefon i wybrał numer przyjaciela.
- No stary, co się nie odzywasz.
- Spaliśmy, po imprezie.
- Aż tak grubo było, właśnie gratulację, pierwszy mecz bez barw bełchatowskich i pierwsze zwycięstwo.
Włodarczyk zaciągnął się znowu.
- Dzięki stary, a co chciałeś?
- A czy ja muszę coś chcieć?
- Ty? Zawsze - pod nosem Wojtka pojawił się uśmiech.
- Pogadać, zapytać co u Ciebie i że planujemy wspólnie sylwestra. Tak, żebyś nam za szybko do Andrychowa nie zwiał. Wiesz bierz Kamila jakieś koleżanki i lecimy do Wawy.
- Muszę to obgadać z Zuzą, stary.
- Żartujesz? To tak na poważnie? Myślałem, że na chwile..
- Chyba na poważnie..
- Aaa takie buty, niech zgadnę stoisz na balkonie i palisz?
Wojtek przemilczał te pytanie.
- Co Cię gryzie - ciągnął Andrzej
- Nie jestem kurwa pewny. To wszystko było dość szybko, a ostatnio coraz częściej myślę o Justynie, co u niej...
- Myślałem, że zamknąłeś ten rozdział
- Ja też..
- Włodi po prostu zostaw to tak jak jest.. Jak się schrzani to rzuć to w cholerę, a na razie korzystaj.
- Kurwa Andrzej, ale ja nie wiem czy będę w stanie jej to zrobić
- Jak to nie wiesz czy będziesz w stanie?
- Poczekaj..
Brunet sprawnie przeciągnął palcami po ekranie i zaraz dostał informacje o dostarczonym zdjęciu do Wrony.
- Spójrz na nią i powiedz, że mógłbyś to zrobić komuś takiemu jak ona.
Po chwili ciszy odezwał się środkowy.
- Ej niezły okaz. Posłuchaj jak się zjebie to bez problemu będziesz w stanie to zrobić, a wtedy dajesz mi cynk i lecimy do klubu.
- Kurwa zobaczymy.. - westchnął - Dobra wypaliłem, wracam do środka.
- Wiedziałem, że palisz Włodi, jesteś zbyt przewidywalny - drwiący głos Andrzeja wdarł się do głowy Wojtka.
- Dobra kończę, trzymaj się stary, powodzenia.
- No ty też.
Czekoladowe oczy utkwiły na ekranie telefonu. Śpiący blond anioł widniał na tapecie jego wyświetlacza. Nie mógł się po prostu powstrzymać. Mimo swoich wątpliwości chciał, żeby nawet po wyjeździe w jakiś sposób była z nim.
Zegar wskazywał 14:46, czas umykał mu między palcami. Prawie za godzinę mieli zjawić się jego kumple, a prawie za 12 godzin Zuza miała opuścić Lubin. Coraz bardziej nie wiedział co z sobą zrobić i co gorsza nie rozumiał, czemu zaczynał myśleć o Justynie. Drażniło go to, że przez tyle lat była dla jego uczuć po prostu martwa, czymś co dawno się skończyło, a teraz nie wiadomo czemu wraca? Jakby jego życie nie mogło się po prostu ułożyć, ustatkować, zawsze musiało się komplikować.
Wojtkowe płuca wypełniły się jeszcze raz rześkim i życiodajnym tlenem po czym wrócił do mieszkania. Schował paczkę papierosów i ulokował się na białej pościeli obok Bielskiej. Patrzył na nią z wyrzutami sumienia. Przez myśli o Justynie czuł jakby ją zdradzał i ranił. Mimo, że potrafiła być irytująca i bardzo waleczna, to jej drobny wzrost sprawiał wrażenie, jakby najdrobniejszy powiew wiatru albo niewłaściwe słowo miałoby całą ją złamać.
Chciał ją chronić i kochać każdego dnia. Całować jej ciało i pieścić. Czuł, że mimo wszystko ją kocha. Od pierwszego feralnego dnia w jakiś niewyjaśniony sposób zawróciła mu w głowie. Prawie tak samo ja zrobiła to Justyna.. Może przez to, że te dwa związki łączyły drobne podobieństwa podświadomość zaczęła mu przypominać andrychowską miłość.. Jednak wiedział, że teraz liczy się tylko blondynka.
Jego długie ramię w końcu zdecydowała się objąć to drobne ciało. Przysunął ją do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Zaraz poczuł jak ciepłe wydychane powietrze przez Bielską rozchodzi się po jego klatce, uspokajając go. Serce zwolniło, cały świat zwolnił, rozwiewając myśli o Justynie i wszelkie wątpliwości. To ona była lekarstwem, jej obecność, jej aksamitne ciało. Wariował bez jej i teraz wiedział o tym doskonale.
To nie była już przelotna znajomość, to było coś głębszego, czego bał się przyznać przed samym sobą, ale zdawał sobie z tego sprawę, kiedy była tak niebezpiecznie blisko.
- Tylko ty się liczysz - powiedział cicho do siebie, upewniając siebie, że słusznie postępuje.
- Kocham Cię - z jej malinowych ust wydarł się cichy, zachrypnięty głos.
Wszedł do sypialni, gdzie blondynka spała wtulona w poduszkę. Jej kosmyki rozpostarte były po całym łóżku. Drobne ramiona wyłaniały się z białej pościeli. Jeżeli miałby opisać ją jednym słowem, to najbardziej trafnym określeniem był anioł. Zapragnął uwiecznić ten moment. Szczególnie, że godziny dzieliły ich od zakończenia wspólnego pobytu w lubińskim mieszkaniu.
Udał się do przedpokoju i wyciągnął z kurtki telefon. Zignorował smsa od kumpla i poszedł uwiecznić zdjęciem Bielską. Potem z szafki spod koszulek wyciągnął paczkę fajek i wyszedł na balkon.
Na ramiona naciągnął jedną ze swoich ulubionych bluz. Długie palce siatkarza wyciągnęły białego papierosa, a resztę schowały do tylnej kieszeni szortów. Sięgnął po zapałki ulokowane na skraju kamiennego parapetu i odpalił tytoń znajdujący się w jego dłoniach. Zaraz łokcie oparły się o balkon. Zgarbił delikatnie swoją nienaganną sylwetkę i zaciągnął się.
Nie palił, nie popierał tego, ale był tylko człowiekiem. Lubił się czasem napić, a innym razem zapalić. Nie robił tego często, jednak napadała go chęć odcięcia zrelaksowania, dlatego na dnie szuflady zawsze była schowana jedna paczka.
Wpatrywał się w miasto i myślał, analizował. To co było, to co jest i to co może być. To co najbardziej go interesowało, czyli jakby to wyglądała, gdyby ona już zawsze była przy nim. Czy daliby radę? Czy to ona? A co jeżeli Justyna by wróciła? Nigdy tak na prawdę się nie rozstali, więc nie wie jakby to było gdyby nagle się pojawiła... Czy spotkanie jej przypadkiem w rodzimym mieście przywróciłoby nagle wszystkie wspomnienia i uczucia? Czy bez namysłu byłby w stanie zostawić Zuzę, dla starej miłości? To wszystko im bardziej się zagłębiał w swoje myśli stawało się coraz trudniejsze i w duchu dziękował sobie, że nie ma owej brunetki w jego życiu.
Jedyne co wiedział, to było to, że kocha Bielską. ale to nie wystarczyło, bo w jego głowie pojawiało się coraz więcej "ale". Mimo, że był silnym mężczyzną to się bał, bał się znowu zaangażować, stracić wolność, podporządkować się, a jednocześnie chciałby mieć ją przy sobie. Lata bycia singlem z paroma przelotnymi i bardzo krótkimi związkami dawały mu teraz o sobie znać. Nie pamiętał już jak poważny potrafi być związek z drugą osobą. Zresztą teraz był starszy i wszystko przyjmowało, inne bardziej dojrzałe i odpowiedzialne znacznie.
Mętlik w jego głowie narastał. Papieros się powoli kończył, a dłoń zaczynała drżeć. Miał ochotę sięgnąć po kolejnego, ale wiedział, że to donikąd nie prowadzi. Złapał, więc za czarny telefon i wybrał numer przyjaciela.
- No stary, co się nie odzywasz.
- Spaliśmy, po imprezie.
- Aż tak grubo było, właśnie gratulację, pierwszy mecz bez barw bełchatowskich i pierwsze zwycięstwo.
Włodarczyk zaciągnął się znowu.
- Dzięki stary, a co chciałeś?
- A czy ja muszę coś chcieć?
- Ty? Zawsze - pod nosem Wojtka pojawił się uśmiech.
- Pogadać, zapytać co u Ciebie i że planujemy wspólnie sylwestra. Tak, żebyś nam za szybko do Andrychowa nie zwiał. Wiesz bierz Kamila jakieś koleżanki i lecimy do Wawy.
- Muszę to obgadać z Zuzą, stary.
- Żartujesz? To tak na poważnie? Myślałem, że na chwile..
- Chyba na poważnie..
- Aaa takie buty, niech zgadnę stoisz na balkonie i palisz?
Wojtek przemilczał te pytanie.
- Co Cię gryzie - ciągnął Andrzej
- Nie jestem kurwa pewny. To wszystko było dość szybko, a ostatnio coraz częściej myślę o Justynie, co u niej...
- Myślałem, że zamknąłeś ten rozdział
- Ja też..
- Włodi po prostu zostaw to tak jak jest.. Jak się schrzani to rzuć to w cholerę, a na razie korzystaj.
- Kurwa Andrzej, ale ja nie wiem czy będę w stanie jej to zrobić
- Jak to nie wiesz czy będziesz w stanie?
- Poczekaj..
Brunet sprawnie przeciągnął palcami po ekranie i zaraz dostał informacje o dostarczonym zdjęciu do Wrony.
- Spójrz na nią i powiedz, że mógłbyś to zrobić komuś takiemu jak ona.
Po chwili ciszy odezwał się środkowy.
- Ej niezły okaz. Posłuchaj jak się zjebie to bez problemu będziesz w stanie to zrobić, a wtedy dajesz mi cynk i lecimy do klubu.
- Kurwa zobaczymy.. - westchnął - Dobra wypaliłem, wracam do środka.
- Wiedziałem, że palisz Włodi, jesteś zbyt przewidywalny - drwiący głos Andrzeja wdarł się do głowy Wojtka.
- Dobra kończę, trzymaj się stary, powodzenia.
- No ty też.
Czekoladowe oczy utkwiły na ekranie telefonu. Śpiący blond anioł widniał na tapecie jego wyświetlacza. Nie mógł się po prostu powstrzymać. Mimo swoich wątpliwości chciał, żeby nawet po wyjeździe w jakiś sposób była z nim.
Zegar wskazywał 14:46, czas umykał mu między palcami. Prawie za godzinę mieli zjawić się jego kumple, a prawie za 12 godzin Zuza miała opuścić Lubin. Coraz bardziej nie wiedział co z sobą zrobić i co gorsza nie rozumiał, czemu zaczynał myśleć o Justynie. Drażniło go to, że przez tyle lat była dla jego uczuć po prostu martwa, czymś co dawno się skończyło, a teraz nie wiadomo czemu wraca? Jakby jego życie nie mogło się po prostu ułożyć, ustatkować, zawsze musiało się komplikować.
Wojtkowe płuca wypełniły się jeszcze raz rześkim i życiodajnym tlenem po czym wrócił do mieszkania. Schował paczkę papierosów i ulokował się na białej pościeli obok Bielskiej. Patrzył na nią z wyrzutami sumienia. Przez myśli o Justynie czuł jakby ją zdradzał i ranił. Mimo, że potrafiła być irytująca i bardzo waleczna, to jej drobny wzrost sprawiał wrażenie, jakby najdrobniejszy powiew wiatru albo niewłaściwe słowo miałoby całą ją złamać.
Chciał ją chronić i kochać każdego dnia. Całować jej ciało i pieścić. Czuł, że mimo wszystko ją kocha. Od pierwszego feralnego dnia w jakiś niewyjaśniony sposób zawróciła mu w głowie. Prawie tak samo ja zrobiła to Justyna.. Może przez to, że te dwa związki łączyły drobne podobieństwa podświadomość zaczęła mu przypominać andrychowską miłość.. Jednak wiedział, że teraz liczy się tylko blondynka.
Jego długie ramię w końcu zdecydowała się objąć to drobne ciało. Przysunął ją do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Zaraz poczuł jak ciepłe wydychane powietrze przez Bielską rozchodzi się po jego klatce, uspokajając go. Serce zwolniło, cały świat zwolnił, rozwiewając myśli o Justynie i wszelkie wątpliwości. To ona była lekarstwem, jej obecność, jej aksamitne ciało. Wariował bez jej i teraz wiedział o tym doskonale.
To nie była już przelotna znajomość, to było coś głębszego, czego bał się przyznać przed samym sobą, ale zdawał sobie z tego sprawę, kiedy była tak niebezpiecznie blisko.
- Tylko ty się liczysz - powiedział cicho do siebie, upewniając siebie, że słusznie postępuje.
- Kocham Cię - z jej malinowych ust wydarł się cichy, zachrypnięty głos.
Są szczęśliwi... niech tego nie psują. Moim zdaniem mogliby porozmawiać o tym, co Ich trapi, ale zostawiam to Wojtkowi ;)
OdpowiedzUsuńNiech chłopak sobie uświadomi w czas czy jest ważna dla Niego czy nie... może niech zada sobie pytanie, czy wyobraża siebie z Zuzą za 10,15,30 lat a następnie ,czy wyobraża sobie życie bez Niej.
pozdrawiam;**
O boże boski<3 Mam nadzieje ze ta cala Justyna nie wróci a oni bd ze sobą bardzo szczęśliwi <3 I mam tez nadzieje ze Lukasz jakoś sie z tym upora bo naprawdę byli najlepszymi przyjaciółmi <3 :* :c Czekam z niecierpliwością na next ❤😍 Weny kochana 💋❤😍❤
OdpowiedzUsuńi znowu jesteś ♥ jestem jakaś sentymentalna, może trochę stęskniona, może trochę samotna
OdpowiedzUsuńkwiatuszku mój, wrócisz kiedyś?
Usuńwłaśnie brzoskwinko.
Usuńwracaj.
Win, ciebie też się to tyczy zła kobieto ♥
UsuńWróćcie obie. Dajcie siły
Usuńlubię tak sobie wracać, mam sentyment
UsuńDeli wrócisz?
UsuńPani inzynierko. Czekam.
UsuńZapraszam serdecznie na kolejny i czekam na dalsze losy Zuzy i Wojtka ;)
OdpowiedzUsuńhttp://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2016/08/rozdzia-91-zawsze-bede-przy-was.html
Świetny, kiedy następny?
OdpowiedzUsuń